CZARNEGO PSA NIE WYPRASZ: PRAWDA, KTÓRA IRYTUJE

Dziennik. Czarnego psa nie wybielisz…

— Olo, dobrze, pomogę ci we wszystkim. Ale uprzedzam — nacierpisz się z tym typem. Naprawdę nie widzisz, z kim chcesz związać życie? Utrzymanek i pijak! — brat już krzyczał, ale jego słowa wtedy do mnie nie docierały.

Ocknęło mnie dopiero życie…

Do naszej firmy Sławkę przyprowadziła moja siostra Katia. Wiedziałam, że kiedyś byli razem, ale ich relacja się rozpadła. Żeby go nie urazić, Katia załatwiła mu pracę magazyniera w naszym rodzinnym biznesie. Sprzedajemy meble, mamy kilka salonów w mieście. Mój brat Dmitrij, szef firmy, od początku go nie znosił. Sławek to czuł i unikał go, jak tylko mógł.

— Nie stać go na takie życie. Katiu, pamiętam, jak błagałaś mnie, żebym spłacił jego kredyt. Mówiłaś, że się stara, tylko mu nie wychodzi… A ja widzę: to kobieciarz i lekkoduch. Gardzę takimi! Tylko czekają, żeby usiąść kobiecie na karku i żyć jej kosztem — Dmitrij, jako starszy brat, nie szczędził ostrych słów.

Katia milczała, ale Sławka nie zwolniła.

A on był przystojny — czarujący, wysoki, łatwo zdobywający kobiece serca. I ja sama nie zauważyłam, kiedy się zakochałam. I to jak! Marzyłam o bajkowym ślubie, sukni od najlepszego projektanta, butach z kryształami… w głowie miałam same różowe wizje.

Brat widział, że bujam w obłokach, ale nie kłócił się. Powiedział tylko:
— Opamiętaj się, głuptasie.

A jednak wesele zorganizował z rozmachem. Najdroższa sala, limuzyna, tłumy gości — prawdziwa uczta. Byłam najmłodsza w rodzinie, Dmitrij zawsze mnie rozpieszczał.

Byłam szczęśliwa. Zdobyć takiego mężczyznę, nie będąc wielką pięknością! Katia jednak ostrzegła:

— Olo, miej oczy szeroko otwarte. Inaczej się sparzysz. On potrafi udawać ideał, ale w środku jest pusty.

Nic mnie nie zatrzymywało. Nawet gdyby ktoś postawił przede mną mur — przebiłabym go.

Dmitrij podarował nam mieszkanie. Potem Sławek zapragnął samochodu „żeby wyglądać poważnie”. Ja, zaślepiona uczuciem, kupiłam mu auto, ubrałam go w markowe rzeczy, urządziłam mieszkanie. Biznes pozwalał na luksusowe życie.

Niestety, on tego nie doceniał. Korzystał z mojej miłości bez skrupułów, poniżał mnie, śmiał się za moimi plecami. Ale wtedy jeszcze tego nie widziałam.

Przez trzy lata małżeństwa ani razu nie wspomniał o dzieciach. Dmitrij w końcu nie wytrzymał:

— Olu, on nie chce rodziny. On chce pieniędzy i zabawy. Egoista i narcyz — to jest prawda. Kiedy wreszcie przejrzysz na oczy?

A ja nadal wierzyłam w swoją bajkę.

Uprosiłam brata, żeby dał Sławkowi jeden ze sklepów.

— Niech się wykaże, stanie się partnerem.

— Tylko dla ciebie — odpowiedział Dmitrij. — Ale on to zniszczy.

I tak się stało. Sławek obwinił mnie: że towaru mało, że lokalizacja zła…

— Dobrze, nie pracuj — powiedziałam. — Zajmij się działką.

Na działce urządził jednak melinę: alkohol, kobiety, podejrzane towarzystwo. Sąsiedzi zaczęli się skarżyć. Zabierałam go stamtąd, zamykałam w mieszkaniu, zatrudniłam opiekunkę, która pomagała mu wyjść z ciągów — kroplówki, leczenie…

I wtedy ta „opiekunka” zaszła w ciążę. Po trzech miesiącach przyszła po pieniądze na aborcję.

— Za późno. Urodź.

Zrobiło mi się jej żal — była tak samo naiwna jak ja.

Odeszłam. Zostawiłam mu mieszkanie — niech buduje nowe życie.

Przebudzenie było bolesne. Działka niedokończona, samochód sprzedany na alkohol, jego długi spłacałam ja.

Dziewczyna urodziła syna, ale chłopiec dorasta bez ojca.

Długo nie mogłam się pozbierać. Dmitrij mnie pocieszał:

— Olu, przecież wiesz: wilk zawsze ciągnie do lasu. Czarnego psa nie wybielisz. On zmarnował swoją szansę. Dobrze, że ty nie poszłaś na dno razem z nim.

Czas zrobił swoje. Odbudowaliśmy sklep, otworzyliśmy kolejne trzy. Sławek się stoczył — w wieku trzydziestu trzech lat znaleziono go martwego w rowie.

Zamknęłam ten rozdział.

Dziś mam troje dzieci i wspaniałego męża.

Wniosek: Miłość potrafi oślepić, ale życie prędzej czy później ustawia wszystko na właściwym miejscu.