Była teściowa wpadła w odwiedziny. Nie miała pojęcia, że rozstaliśmy się z Pawłem.
– Wyobraź sobie, Maria Nowak kompletnie nie wie, że z Pawłem rozwiodłam się, westchnęła Anna. – I właśnie teraz przyjeżdża.
Odkładając telefon, spojrzała niepewnie na przyjaciółkę.
– Żartujesz?! – zawołała Beata. – Prosto tutaj? Do tego pokoju?
– Właśnie w tym problem, – skomentowała Anna, zaciskając usta. – Jest pewna, że wciąż jesteśmy razem. Twierdzi, że tęskni za wnukami.
– A po co się tak stresujesz? – Beata wzruszyła ramionami. – Co ona może teraz zrobić? Nie bój się.
– Łatwo ci mówić. Nie znasz jej. To poważna kobieta. Jej powiązania… nawet sobie nie wyobrażasz! Pomyśli, że celowo coś ukrywałam. Jeszcze wymyśli, kto wie co. Może zacznie mścić się.
– A wy przez cały ten czas nie mieliście kontaktu? – zdziwiła się Beata.
– Byłyśmy w konflikcie. Ostatni raz odwiedziła nas z Krakowa dwa lata temu i wtedy się pokłóciłyśmy.
– Z powodu Pawła?
– Nie tylko, machnęła ręką Anna. – Wszystko naraz. Nic jej u nas się nie podobało: ani powitanie, ani sposób wychowywania dzieci, ani… Krótko mówiąc, cała lista.
– I co z tego?
– Co „i co z tego”? – oburzyła się Anna. – Wymieniła swoje uwagi, ja odpowiedziałam. Słowo za słowo i zaczęło się. Maria Nowak stwierdziła, że nie chce mnie już znać. Wyjechała. Od tego czasu kontaktowała się tylko z Pawłem.
– A on?
– A co z nim? Tylko mu na rękę. Dodatkowa okazja, żeby mnie winić za wszystko. Stwierdził, że skoro nie szanuję jego matki, to i jego nie kocham. Dlatego w pracy miał niepowodzenia. Zniknął. Tydzień ani widu, ani słychu. Potem zadzwonił, powiedział, że ma inną i musimy się rozstać.
– Czyli Paweł nie powiedział matce o rozwodzie – zastanowiła się Beata.
– Tak wyszło.
– I nie powiedział, że zabrał ci połowę mieszkania. I że teraz z dwójką dzieci, kotem i psem mieszkasz w komunie?
– Dokładnie. Myśli, że wszystko jest po staremu. Powiedziała, że w Warszawie ma pilne sprawy i tydzień zamieszka u nas.
– Gdzie u was?
– Tutaj, – Anna objęła wzrokiem pokój.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
– To ona, – wyszeptała Anna. – Co robić? Jak wytłumaczyć?
– Mów prawdę.
– Znowu zacznie krzyczeć. Boję się. Może nie otwierać?
– Gorsze będzie, jeśli nie otworzysz. Wtedy na pewno coś wyczuje.
Znów ktoś zapukał.
– Otwieraj, – stanowczo powiedziała Beata. – I się nie bój. Nie jesteś winna. Ja jestem obok.
Anna uchyliła drzwi.
– Dzień dobry, Maria Nowak, – powiedziała cicho.
– Czemu tak długo? – zagroziła Maria Nowak, wnosząc dwa walizki. – Kogo ukrywałaś?
– Nikogo, – odpowiedziała Anna. – Rozmawiałyśmy z przyjaciółką.
– Z jaką przyjaciółką?
Z przedpokoju wyszła Beata.
– Dzień dobry, – skinęła głową. – Jestem Beata, przyjaciółka Anny.
Maria Nowak spojrzała na nią z pogardą.
– Paweł w pracy? – spytała Anny.
– Chyba tak, – odparła niepewnie.
– Jak to „chyba”? Męża nie wiesz, gdzie jest?
Anna wzruszyła ramionami.
– Przecież to nie jej mąż! – prowokacyjnie wtrąciła Beata.
Maria Nowak powoli odwróciła się w jej stronę.
– Co masz na myśli?
– Dokładnie to, – odpowiedziała Beata dumnie.
„Szkoda, że własnej teściowej nie mogłam tak powiedzieć, pomyślała. Chociaż tutaj mogę się odegrać.”
– Anna i twój syn rozwiedli się rok temu, – złośliwie podsumowała Beata. – Dwupokojowe mieszkanie, które kupiliście w małżeństwie, musieli podzielić. Paweł sprzedał swoją część. Teraz Anna z dwójką dzieci, kotem i psem mieszka w komunie. Jeszcze pytania?
Maria Nowak spojrzała na Annę.
– To prawda?
– Prawda, – skinęła głową Anna. – Rozwód zeszłej jesieni.
– Nie o to chodzi. Mieszkanie zabrał prawda?
– Tak. Zgodnie z prawem miał do tego prawo. Mieszkanie było wspólne. Poza tym, teraz ma nową żonę.
– Nową żonę? – zdziwiła się Maria Nowak.
– Paweł mówi, że spodziewa się dziecka. Prosił, by nie naciskać z alimentami. Obiecał potem wszystko zwrócić. Ma kłopoty w pracy.
– A ty mu uwierzyłaś? – prychnęła Beata. – Naiwna. Twój Paweł nic nie odda. W pracy wszystko w porządku. I dziecka nie spodziewają się. Żona tylko współtowarzyszka. A o dziecku mówi, żeby cię rozczulić.
– Czemu nie powiedział mi o rozwodzie? – zamyśliła się Maria Nowak.
– Może nie chciał cię martwić? – nieśmiało zaproponowała Anna.
– Możliwe, – zgodziła się Maria Nowak. – Możliwe.
W rzeczywistości Paweł nie powiedział o rozwodzie z powodu własnych korzyści.
„Niech myśli, że wciąż jesteśmy razem, pomyślał. Tak mu wygodniej. Matka Anny nienawidzi, ale wnuki uwielbia. Przez nie i mieszkanie wyciągnie.”
Raz w miesiącu, dzwoniąc do matki, Paweł narzekał, że w dwupokojowym mieszkaniu ciasno. Wysyłał zdjęcia dzieci, wiedząc, jak tęskni. Mówił, że wszystko w porządku, ale do szczęścia brakuje większego mieszkania.
– Starsza wkrótce pójdzie do szkoły, – wzdychał, – a stołu nawet postawić nie ma gdzie. Chcieliśmy większe kupić, ale brak pieniędzy. Pensja mała, kredytów nie dają. Dziewczynki pisały listy do Świętego Mikołaja, prosząc o mieszkanie przy stacji metra Politechnika. Śmieszne. Często o tobie wspominają. Pytają: „Jak babcia?” Ale damy radę. W ostateczności córka będzie odrabiać lekcje w kuchni.
Paweł wiedział, co robi. Był pewien, że matka nie wytrzyma.
„Znajdzie rozwiązanie, pomyślał. Rozwiąże mój problem mieszkaniowy. A żeby było jej łatwiej, podpowiem wariant.”
Oczywiście, kontynuował, można było sprzedać twoją działkę w Wiślicy. Za te pieniądze kupić czteropokojowe mieszkanie w Warszawie, przy stacji metra Botaniczna. Sprawdzałem ceny – wystarczy. Wtedy każda córka miałaby swój pokój. Ale nie nalegam, mamo. Tak kochasz swoją działkę…
I oto teraz, przyjeżdżając z Krakowa, Maria Nowak dowiedziała się prawdy.
– Rozumiem, – powiedziała. – A dzieci gdzie?
– W przedszkolu.
– A ty gdzie pracujesz?
– Zdalnie.
– A sąsiedzi?
– Jedna kobieta. Miła. Nawet nie przeszkadza jej, że mamy kota i psa. Też niedawno rozwiedziona. Teraz w pracy.
– Miła, mówisz, – uśmiechnęła się Maria Nowak. – No dobrze, pójdę.
Wyszła.
– Uff, przeszło, – odetchnęła Anna z ulgą, zamykając drzwi. – Bałam się, że będzie krzyczeć.
Minęły dwa miesiące.
– Coś dawno nie dzwoniłem do mamy, – pomyślał Paweł. – Trzeba przypomnieć o swoich problemach.
– Mamo, cześć. Jak się masz? Wszystko w porządku? Cieszę się z ciebie. U nas? Jak zawsze. W czwórkę w dwupokojowym. A propos, pamiętasz pomysł z działką? Może naprawdę sprzedać?
– Jak to „nie ma działki”? Mamo! Jak to nie ma? Spaliła się? Nie? Na szczęście. A co wtedy? Już sprzedałaś? Pieniądze wydałaś? Na co? Na mieszkanie? Czteropokojowe? Komu? Dzieciom? Moim? One przecież małe! Można? Po co to zrobiłaś?
– Czemu mnie nie skonsultowałaś? Tak, prosiłem. Tak, mówiłem, że dzieci potrzebują pokoje. Ale mogłaś zadzwonić! Kupić na mnie, a nie na nich. Nie zadzwoniłaś, bo mnie nie było, kiedy przyjechałaś? A kiedy przyjechałaś? A mieszkanie gdzie? Przy metrze Aleje Jerozolimskie? Mamo, zemdlało mi w oczach… Wszystko, minęło. To od emocji. Wielkie dzięki.
Następnego dnia Paweł przyszedł do Anny do nowego mieszkania.
Przez dwadzieścia minut milczał, przechadzając się po pokojach, wszystko oglądając.
– Mogło być moje, – kipiał. – Gdyby nie podła Ania. Jak się wcisnęła w moje zaufanie? Dobrze, jeszcze nie koniec. Poślubię ją znów, a potem wyrzucę. Niech mieszka w swoim pokoiku.
– Teraz, Aniu, – oznajmił, – po tym wszystkim musimy być razem. Widzę, że mama ci wybaczyła. Inaczej nie kupiłaby mieszkania.
– Ona kupiła je nie dla nas.
– Jak to nie dla nas? To dla kogo?

– Dla naszych dzieci.
– To jedno i to samo. I musisz zostać moją żoną.
– Muszę?
Paweł spojrzał na nią surowo.
– Chyba nie zrozumiałaś, – powiedział. – Nie pytam. Stawiam przed faktem. Pojutrze o 10:00 w naszym USC. Przy lampie z prawej. Pamiętasz?
– Pamiętam. Takie rzeczy się nie zapomina.
– I nie spóźnij się. Wiesz, jak tego nie lubię.
– Nie spóźnię się, – odpowiedziała Anna.

Oczywiście, pojutrze się nie zjawiła. Paweł wściekał się. Zadzwonił. Anna powiedziała, że zapomniała. Przełożono na jutro. Ale i jutro jej nie było.
– Jak to, Aniu? – krzyczał do telefonu. – Znowu?
– Przepraszam, – odpowiadała. – Znowu zapomniałam.
Przełożono na następny tydzień. I znów Anna się nie pojawiła. Ale Paweł nie poddawał się.
Minęło pół roku, a on wciąż miał nadzieję. Wyznaczano nowe terminy i znów zawodziły. Za każdym razem przychodził pod lampę punktualnie.
Pracownicy USC szeptali z podziwem:
– To jest miłość! I w deszczu, i w śniegu stoi. Pamiętacie huragan? Powalone drzewa, a on tu! Zróbmy, kiedy przestanie przychodzić, pomnik. Symbol męskiej wierności!