Gdy drzwi kawiarni się otworzyły, młody kelner z uśmiechem przywitał nowego gościa. Wszedł wysoki mężczyzna o umięśnionych ramionach, z tatuażami i lodowatym spojrzeniem. Rozejrzał się po sali, jakby szukał najlepszego miejsca dla siebie.
— Mogę zaproponować stolik w końcu sali — powiedział uprzejmie kelner.
— Nie, usiądę tutaj — odpowiedział ostro mężczyzna, wskazując na stolik przy oknie, gdzie spokojnie jadł starszy pan.
— Przepraszam, ale ten stolik jest zajęty. Ten dziadek właśnie złożył zamówienie.
— Widzę to. Zaraz się zwolni — odparł z uśmiechem i ruszył prosto w jego stronę.
Zatrzymał się przy stole i, nie witając się nawet, rzucił:
— Hej, staruszku, wstawaj. Kawiarnia się zamyka.
Starszy pan powoli uniósł wzrok i spokojnie odpowiedział:
— Kawiarnia jest czynna do dziesiątej wieczorem. Teraz dopiero południe.
— Powiedziałem, zamykamy. Wstań natychmiast, albo…
— Albo co? — przerwał mu staruszek, nie podnosząc głosu.
Mężczyzna skrzywił się, zacisnął pięść i nachylił się bliżej:
— Pożałujesz.

Ale staruszek nawet się nie poruszył. Spokojnie jadł dalej, jakby nikogo obok nie było. Odgryzł kęs burgera, upił łyk wody.
To jeszcze bardziej rozwścieczyło bezczelnego gościa. Uderzył gwałtownie pięścią w stół, porcelana zadrżała, a potem chwycił butelkę i jednym ruchem wylał zawartość na głowę starszego pana.
W kawiarni rozległ się stłumiony szmer. Goście zamarli, nagle przestali jeść, wpatrując się w tę scenę.
Starszy pan pozostał na swoim miejscu. Woda spływała po twarzy i ubraniu, ale nie drgnął. Powoli wziął serwetkę, wytarł twarz i ręce, delikatnie osuszył usta, jakby nic szczególnego się nie stało.
— Wygląda na to, że masz same mięśnie, a mózgu brak — powiedział spokojnie. — Dobrze, wytłumaczę ci inaczej.
W następnej chwili wszystko wydarzyło się błyskawicznie.
Staruszek gwałtownie wstał i precyzyjnym, krótkim ciosem trafił mężczyznę w brzuch. Ten ze zdziwienia się podkurczył, nie zdążając zareagować. Kolejny cios, tym razem nogą, i silny mężczyzna upadł na podłogę.
W kawiarni zapadła cisza.

Starszy pan usiadł z powrotem, poprawił ubranie i spokojnie dodał:
— Jeśli w dzieciństwie nikt ci tego nie wytłumaczył, powiem ja. Z starszymi tak się nie postępuje i niczego siłą się nie odbiera od innych.
Zrobił pauzę, spojrzał na leżącego mężczyznę i kontynuował:
— Zjem obiad i zwolnię stolik za pół godziny. Możesz poczekać albo odejść. Zrozumiałeś?
Mężczyzna, ledwo się podnosząc, już bez wcześniejszej arogancji, szybko skinął głową:
— Zrozumiałem… zrozumiałem.
W tym momencie stało się jasne, kto naprawdę tu jest silniejszy.