Mam 74 lata i nigdy nie przypuszczałam, że pewnego dnia przyjdzie mi opowiedzieć historię własnego wnuka — gorzką, bolesną, a zarazem pełną trudnej lekcji. Nazywam się Halina. Przez ponad dwadzieścia lat żyłam jako wdowa i niemal sama wychowałam syna mojej córki, Tomasza. Elżbieta zmarła podczas porodu, a ojciec chłopca, Wojciech, niedługo potem zniknął, pozostawiając mnie samą z maleńkim dzieckiem. Nocami pracowałam w pralni, a w weekendy sprzątałam biura, żeby mojemu wnukowi nigdy nie zabrakło ciepłego posiłku, czystych ubrań ani bezpiecznego, ciepłego łóżka.