RODZINA ZMUSIŁA JĄ DO ŚLUBU Z „MILIARDEREM-ŚWINIĄ”, BY SPŁACIĆ OGROMNY DŁUG — LECZ W NOC ROCZNICY KRZYKNĘŁA, GDY MĄŻ ZDJĄŁ SWOJĄ „SKÓRĘ” I POKAZAŁ PRAWDZIWĄ TWARZ

Anna była młodą kobietą, która wciąż próbowała wierzyć, że kiedyś wyrwie się z biedy i zacznie żyć po swojemu. Miała marzenia, plany i nadzieję, ale problemy rodzinne zamykały ją w niewidzialnej klatce. Jej ojciec, Andrzej, od dawna nie potrafił oprzeć się hazardowi. Kolejne zakłady i desperackie próby odegrania się doprowadziły go w końcu do długu wynoszącego pięćdziesiąt milionów złotych.

Najgorsze było jednak to, komu był winien te pieniądze.

Wierzycielem okazał się Damian Wysocki — jeden z najbogatszych ludzi w kraju.

Nazwisko Wysockiego regularnie pojawiało się w prasie finansowej, ale ludzie interesowali się nie tylko jego majątkiem. Jeszcze częściej szeptano o jego niezwykłym wyglądzie.

Damian ważył podobno blisko sto czterdzieści kilogramów.

Był potężnie otyły, niemal bez przerwy ocierał pot z twarzy, a jego policzki pokrywały wyraźne blizny. Poruszał się na elektrycznym wózku. Krążyły pogłoski, że przez własny ciężar nie jest już w stanie samodzielnie chodzić.

Za jego plecami nazywano go okrutnie „Miliarderem-świnią”.

UMOWA

Pewnego wieczoru przed skromnym domem Anny zatrzymały się samochody należące do ludzi Wysockiego.

— Spłacicie zobowiązanie albo sprawa trafi do prokuratury i skończy pan w więzieniu — powiedział jeden z mężczyzn do Andrzeja.

Ojciec Anny pobladł.

— Nie mam takich pieniędzy! Skąd miałbym je wziąć?!

I wtedy, przyparty do muru, zrobił coś, czego Anna nigdy mu nie wybaczyła.

— Mogę oddać wam córkę! — wyrzucił z siebie. — Annę! Jest młoda, piękna, pracowita. Niech pan Wysocki ją poślubi. Niech weźmie ją zamiast tych pieniędzy!

Anna patrzyła na ojca, jakby właśnie zobaczyła obcego człowieka.

— Tato?! Ty naprawdę próbujesz mnie sprzedać?!

Andrzej nie potrafił spojrzeć jej w oczy.

Anna praktycznie nie miała wyboru. Wiedziała, że jeśli odmówi, jej ojciec może stracić wszystko i trafić za kratki. W końcu zgodziła się zostać żoną człowieka, którego nazwiska obawiali się nawet wpływowi ludzie.

ŚLUB

W dniu ceremonii szepty towarzyszyły im od chwili, gdy weszli na salę.

Anna miała na sobie olśniewającą suknię ślubną. Wyglądała pięknie, spokojnie i dostojnie. Obok niej siedział Damian Wysocki. Oddychał ciężko, pot spływał mu po skroniach, a na eleganckiej marynarce pozostał ślad po czerwonym barszczu.

— Biedna dziewczyna — szepnęła jedna z kobiet.

— Przecież wiadomo, że zrobiła to dla pieniędzy.

— Wyobrażasz sobie, że będzie musiała z nim spać?

Anna słyszała niemal każde słowo.

Nie spuściła jednak głowy.

Wyjęła chusteczkę i delikatnie otarła pot z czoła męża.

— Dobrze się pan czuje, panie Damianie? — zapytała spokojnie. — Może przynieść panu wodę?

Damian znieruchomiał.

Od początku spodziewał się obrzydzenia. Był przygotowany na grymas, odwracanie wzroku i przymusowy uśmiech kobiety, która czuje się sprzedana.

Tymczasem zobaczył w jej oczach współczucie.

Prawdziwą troskę.

— Wody — odpowiedział cicho.

Przez całą uroczystość Anna pozostawała przy nim.

Kiedy nadszedł czas robienia zdjęć, nie próbowała zwiększać dystansu między nimi.

Ujęła jego wielką, szorstką i lekko drżącą dłoń.

PRÓBA

Po ślubie małżonkowie pojechali do ogromnej rezydencji Wysockiego.

Gdy weszli do sypialni, Damian spojrzał na Annę chłodno.

— Będziesz spała na kanapie — oznajmił. — Jestem za duży. Przy mnie nie miałabyś miejsca. I jeszcze jedno…

Anna czekała.

— Przed snem umyjesz mi stopy. Potem mnie nakarmisz.

Nie wiedziała, że właśnie rozpoczynało się jej pierwsze prawdziwe doświadczenie z mężem.

Damian ją sprawdzał.

Celowo zachowywał się jak człowiek leniwy, niechlujny, opryskliwy i bezwzględny.

Potrafił odepchnąć talerz i krzyknąć:

— To jest niejadalne!

Innym razem rzucał:

— Ruszaj się szybciej! Wytrzyj mi plecy!

Przez trzy miesiące Anna opiekowała się nim niemal jak zawodowa pielęgniarka.

A jednak ani razu nie zaczęła narzekać.

— Przepraszam, panie Damianie. Jutro zrobię to lepiej — odpowiadała spokojnie.

Wieczorami, kiedy sądziła, że mąż już śpi, siadała przy jego łóżku i masowała jego obrzęknięte stopy.

Czasem mówiła do niego szeptem:

— Wiem, że gdzieś pod tym wszystkim jest dobry człowiek. Może zachowuje się pan w ten sposób, bo ludzie zbyt długo pana ranili. Nie musi się pan bać. Jestem tutaj. Zostałam pańską żoną i nie zamierzam po prostu zniknąć.

Damian słyszał każde słowo.

Leżał nieruchomo z zamkniętymi oczami.

A pod grubą warstwą sztucznej „skóry” coś zaczynało się zmieniać.

WIELKI BAL CHARYTATYWNY

Nadszedł wieczór wielkiego balu dobroczynnego. Po raz pierwszy od ślubu Damian miał oficjalnie pokazać Annę ludziom ze swojego świata.

Podarował jej elegancką, głęboko czerwoną suknię oraz kosztowną biżuterię.

Sam wystąpił w smokingu, który z trudem opinał jego ogromne ciało.

Gdy tylko pojawili się w sali, rozmowy zaczęły cichnąć. Niemal wszyscy zwrócili ku nim głowy.

Po chwili podeszła do nich Katarzyna.

Była dawną partnerką Damiana. Spotykali się jeszcze w okresie, gdy — jak sądziła — wyglądał zupełnie inaczej. To właśnie jej zdrada sprawiła kiedyś, że Damian przestał ufać kobietom.