— Nie zamierzam być darmową sprzątaczką dla twojej matki. Ma przecież rodzoną córkę — niech to ona doprowadza mieszkanie do porządku! — powiedziała Joanna po ośmiu godzinach harówki z rocznym synkiem u boku

— Nie zamierzam być darmową sprzątaczką dla twojej matki. Ma przecież rodzoną córkę — niech to ona doprowadza mieszkanie do porządku!

Joanna podtrzymywała jedną ręką rocznego Antosia, a drugą po raz kolejny poprawiała przekrzywiony śliniaczek. Chłopiec wiercił się w spacerówce, wyciągał pulchne dłonie w stronę gołębi i usiłował schwytać ptaki, które z godnością przechadzały się w pobliżu placu zabaw.

Powietrze było ciężkie, a upał nie odpuszczał ani na chwilę. Zwyczajny spacer przeciągnął się bardziej, niż planowała, więc Joanna właśnie zamierzała zawrócić do domu, kiedy w kieszeni rozdzwonił się telefon.

Na ekranie zobaczyła imię męża.

— Cześć, kochanie. Wszystko dobrze?

— Tak, w porządku. Słuchaj, dzwoniła przed chwilą mama. Po remoncie ma w mieszkaniu straszny bałagan i potrzebuje pomocy. Jutro do niej pojedziesz i wszystko posprzątasz.

Joanna zatrzymała wózek na środku alejki.

Marcin miał zadziwiający talent do przedstawiania własnych decyzji tak, jakby zgoda żony była jedynie niepotrzebnym dodatkiem.

— Co dokładnie trzeba tam zrobić?

— Nic wielkiego. Trochę ogarnąć, zetrzeć pył, umyć to i owo. Wiesz, o co chodzi.

— Właśnie nie wiem. Co znaczy „trochę”?

— Joasiu, mama sama sobie nie poradzi. Agnieszka pracuje i nie ma czasu. A ty jesteś teraz na urlopie macierzyńskim, więc właściwie masz wolne.

Dłonie Joanny zacisnęły się mocniej na rączce wózka.

Ma wolne.

Jakby karmienie dziecka o każdej porze, pranie bez końca, gotowanie, sprzątanie, nieprzespane noce i ciągłe zmienianie pieluch przypominały pobyt w luksusowym spa.

— Dobrze. Ale Antosia zabieram ze sobą.

— Jasne. Mama lubi dzieci, nie będzie jej przeszkadzał.

Zanim urodził się ich syn, Joanna pracowała jako fryzjerka w renomowanym salonie w centrum miasta. Klientki zapisywały się do niej z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, a część z nich specjalnie zmieniała swoje plany, byle tylko trafić właśnie w jej ręce.

W tamtych czasach Marcin z dumą opowiadał znajomym, że jego żona ma talent, świetnie radzi sobie w zawodzie i bardzo dobrze zarabia.

Po narodzinach Antosia coś jednak zaczęło się w nim stopniowo zmieniać.

Przy każdej okazji powtarzał teraz, że Joanna „tylko siedzi w domu”, jakby dziecko rosło samo, nie domagało się uwagi i nie pochłaniało całej energii matki.

Następnego ranka Marcin jak zwykle wyszedł do pracy w fabryce.

Joanna spakowała pieluchy, butelki, mokre chusteczki, zapasowe ubranka i kilka zabawek. Nakarmiła Antosia, ubrała go lekko na gorący dzień i ruszyła do teściowej.

Pani Krystyna mieszkała bardzo blisko, w sąsiednim bloku, na trzecim piętrze starego pięciopiętrowca bez windy.

Zanim Joanna wniosła po schodach wózek, dziecko i ciężką torbę, ramiona zaczęły ją boleć.

Antoś marudził coraz głośniej. Zbliżała się pora jego drzemki, a w obcych miejscach zasypiał z ogromnym trudem.

Pani Krystyna otworzyła drzwi niemal natychmiast.

— Joasiu, nareszcie! Wchodź szybko. Już myślałam, że się rozmyśliłaś.

Teściowa miała na sobie czysty domowy szlafrok, wyglądała na wypoczętą i ani trochę nie przypominała osoby, która nie jest w stanie utrzymać ścierki.

Joanna przekroczyła próg i stanęła jak wryta.

Mieszkanie sprawiało wrażenie, jakby przeszedł przez nie niewielki huragan.

Na podłodze walały się strzępy gazet i kawałki taśmy malarskiej. Na wykładzinie PCV zaschły krople farby, a parapety i meble przykrywała gruba warstwa pyłu po remoncie.

Ściany rzeczywiście były świeżo pomalowane na delikatny błękit, lecz niemal wszędzie widać było brudne ślady pozostawione przez ekipę.

— I jak ci się podoba? — zapytała z satysfakcją pani Krystyna, szeroko rozkładając ręce. — Ładnie wyszło, prawda? Tylko fachowcy zostawili po sobie taki koszmar, że szkoda mówić.

Antoś rozpłakał się jeszcze głośniej.

Joanna zaczęła delikatnie kołysać wózkiem, próbując go uspokoić.

— Pani Krystyno, co konkretnie mam zrobić?

— Och, nic szczególnego. Trzeba wszystko przetrzeć, porządnie umyć podłogi, doprowadzić okna do ładu. W łazience też jest okropny brud. Agnieszka, sama wiesz, od rana do wieczora pracuje. Ma odpowiedzialne stanowisko. A ty siedzisz w domu, więc czasu masz trochę więcej.

Joanna nie odpowiedziała.

Wyjęła z torby składany kojec i zaczęła rozstawiać go w przedpokoju.

Kiedy walczyła z zatrzaskami, teściowa spokojnie wyliczała kolejne obowiązki.

— Kuchnię trzeba wyszorować naprawdę dokładnie. Panele nad blatem są całe w tynku. Listwy przypodłogowe przejedziesz w każdym pokoju. I nie zapomnij o balkonie, bo po szlifowaniu ścian jest tam tyle kurzu, że trudno oddychać.

— A Agnieszka dziś nie przyjdzie? — zapytała Joanna.

— Oczywiście, że nie. Jest w pracy. Przecież ci tłumaczę: pracuje jako księgowa w dużym sklepie, spoczywa na niej ogromna odpowiedzialność.

Joanna posadziła Antosia w kojcu i położyła obok kilka kolorowych zabawek.

Chłopiec natychmiast chwycił jaskrawe kółko z piramidki i wsunął je do buzi.

Pani Krystyna przeszła do pokoju, zostawiając synową samą pośród poremontowego chaosu.

W kuchni było jeszcze gorzej niż w przedpokoju.