Michał opowiadał o swoim wyjeździe z takim zachwytem, jakby właśnie odniósł największe zwycięstwo w życiu. Przez cały tydzień odpoczywał w eleganckim kurorcie nad Bałtykiem u boku kochanki, a teraz z dumą relacjonował kolegom każdy szczegół. Nie przeczuwał jeszcze, że kiedy wróci do mieszkania i ujrzy spokojny, niemal tajemniczy uśmiech swojej żony, cała jego pewność siebie rozsypie się w jednej chwili.
— Przez cały tydzień była niewiarygodnie czuła, troskliwa, figlarna i uwodzicielska. Jakby za wszelką cenę chciała mi udowodnić, że żadna kobieta nie może się z nią równać. Alicja robiła wszystko, żebym zobaczył, jaka jest wyjątkowa, niezastąpiona i wspaniała. A podczas tego wyjazdu starała się jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Mężczyźni słuchali go niemal bez tchu. Jedni po cichu mu zazdrościli, inni podziwiali jego bezczelność, a pozostali tylko kręcili głowami z niedowierzaniem. Wydawało im się, że na takie życie może sobie pozwolić wyłącznie Michał. Oni mieli przecież w domach żony, dzieci, teściowe, wieczne remonty, działki i codzienne obowiązki, przez które trudno było znaleźć choćby godzinę prawdziwego spokoju.
— A jeśli twoja Joanna się dowie? — odezwał się w końcu jeden z kolegów. — Wyrzuci cię z mieszkania tak szybko, że nie zdążysz spakować nawet koszuli! I więcej cię nie wpuści.
— Daj spokój. Dokąd niby miałaby ode mnie odejść? — Michał uśmiechnął się z niezachwianą pewnością siebie. — Wybaczy mi. Poza mną nie ma przecież nikogo.
Nie minęło jednak nawet pół godziny, gdy stanął przed drzwiami swojego mieszkania i zadzwonił. Po chwili zamek szczęknął, drzwi się otworzyły, a on DOSŁOWNIE SKAMIENIAŁ.
Tuż za progiem, zamiast znajomego obrazu domu, zobaczył dużą walizkę podróżną. Stała pośrodku przedpokoju, tuż przy nogach Joanny.
— Joanno… — wydusił, czując nagle bolesny ucisk w żołądku. — Co to ma znaczyć?
Kobieta powoli przesunęła palcami po okładce paszportu, który trzymała w dłoni. Jej nieodgadniony uśmiech stał się odrobinę szerszy, a w oczach miała chłodny, niepokojący spokój.
— Wejdź, Michale — powiedziała cicho, niemal łagodnie. Właśnie ten opanowany ton przeraził go bardziej niż krzyk. — Jesteś w samą porę. Właśnie skończyłam się pakować.
Michał przekroczył próg i próbował zrozumieć, co się dzieje. Serce waliło mu tak mocno, że czuł puls w gardle. Spodziewał się łez, awantury, oskarżeń, histerii, może nawet tłuczonych talerzy. Tymczasem cisza w mieszkaniu oraz równy uśmiech żony były o wiele groźniejsze niż najgwałtowniejsza burza.
— Jak to: skończyłaś się pakować? — zapytał ochryple. — Joanno, zaczekaj… Mogę wszystko wyjaśnić. To była tylko…
— Pomyłka? Chwila słabości? Nagłe zaćmienie umysłu? — przerwała mu, wygładzając lekką letnią sukienkę, której nigdy wcześniej na niej nie widział. — Nie wysilaj się, Michał. Wiem wszystko. O Alicji. O hotelu Bursztynowym. I o tym, jak przechwalałeś się chłopakom przy garażach.
Westchnęła cicho, po czym podeszła tak blisko, że prawie nie było między nimi przestrzeni. Tym samym naturalnym ruchem, którym przez ostatnie dziesięć lat poprawiała mu kołnierzyk każdego ranka, wyprostowała materiał jego koszuli.
— Wiesz, życie ma wyjątkowo przewrotne poczucie humoru — szepnęła. — Kiedy rozkoszowałeś się swoją wymarzoną wolnością i udawałeś niezastąpionego mężczyznę, ja również spędzałam czas na pięknym urlopie nad morzem.
Michał pobladł.
— Co?.. Z kim?
— Nie martw się tak — odparła kokieteryjnie i lekko mrugnęła, naśladując niemal dokładnie minę, z którą on jeszcze niedawno popisywał się przed kolegami. — Mieszkaliśmy w tym samym kompleksie hotelowym. Byłeś jednak tak zajęty Alicją, że nawet nie zauważyłeś, iż zajmowałam pokój w drugim skrzydle. Swoją drogą, ta nowa fryzura przy basenie naprawdę ci pasowała. Wyglądałeś na bardzo zadowolonego z siebie.
Podeszła do lustra, podniosła ze stolika torebkę i spokojnie zawiesiła ją na ramieniu.
— Naprawdę sądziłeś, że nic do mnie nie dotrze? Wiedziałam od samego początku, Michale. Chciałam tylko zobaczyć, jak daleko się posuniesz. I wiesz, do jakiego wniosku doszłam przez ten tydzień? — Odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy. — Że ze mną wcale nie jest źle. Że istnieją ludzie, którym naprawdę na mnie zależy. Choćby masażysta z hotelowego spa. Bardzo szarmancki mężczyzna, swoją drogą. Miło spędzaliśmy czas, podczas gdy ty zamawiałeś Alicji ostrygi i kosztowne kolacje.
W jednej sekundzie świat Michała runął. Cała jego pycha, triumfalne poczucie wyższości i przekonanie, że jest „prawdziwym facetem”, rozsypały się pod jednym spokojnym spojrzeniem żony.
— Joanno… proszę… Porozmawiajmy normalnie — wyszeptał rozpaczliwie. — Kocham cię. Byłem idiotą… Popełniłem potworny błąd.
