Poranek po weselnym przyjęciu pachniał ciętymi kwiatami, drogimi perfumami i kawą, która zdążyła już lekko wystygnąć. Przez grube zasłony hotelowego apartamentu przeciskało się słońce, kładąc na podłodze i ścianach ciepłe, złote smugi. Na fotelu leżał niedbale odrzucony welon, a obok stały walizki, spakowane tylko do połowy.
Katarzyna siedziała na brzegu łóżka i w milczeniu patrzyła na Pawła. Jeszcze spał, a jego twarz była tak spokojna, że trudno było uwierzyć, iż za chwilę wszystko może się zmienić. Już niedługo mieli wyruszyć w podróż, o której rozmawiali i marzyli od wielu miesięcy.
Nagle telefon na nocnej szafce zawibrował.
Kobieta szybko chwyciła aparat, żeby dźwięk nie obudził męża. Na ekranie pojawił się nieznany numer stacjonarny.
— Słucham — powiedziała cicho, wychodząc na balkon.
— Pani Katarzyno Wójcik? Dzień dobry. Dzwonię z centralnego Urzędu Stanu Cywilnego, w którym wczoraj odbyła się rejestracja państwa małżeństwa — odezwała się kobieta urzędowym, chłodnym tonem. — Musimy pilnie spotkać się z panią w sprawie dokumentów rejestracyjnych.
Serce ścisnęło jej się nieprzyjemnie.
— Co się stało?
— Podczas weryfikacji danych ujawniono poważną niezgodność w państwowych rejestrach. Pani osobiste stawiennictwo jest konieczne niezwłocznie.
— Ale my dziś wylatujemy. Nie można załatwić tego później?
— Niestety nie. I jeszcze jedna prośba. Proszę przyjechać bez pana Pawła Nowaka. Na razie proszę nie mówić mu o tej rozmowie.
Te ostatnie słowa zabrzmiały szczególnie niepokojąco.
— Dlaczego?
— Wszystko zostanie pani wyjaśnione na miejscu.
Połączenie zostało przerwane.
Katarzyna przez chwilę stała bez ruchu, próbując zrozumieć, co właśnie usłyszała. Im dłużej obracała w głowie słowa urzędniczki, tym mocniej narastał w niej niepokój.
Kiedy wróciła do pokoju, Paweł już nie spał.
— Dzień dobry, żono — uśmiechnął się.
Od tego jednego słowa zrobiło jej się jeszcze ciężej.
— Dziś? Zaraz po ślubie?
— Tak. Powiedzieli, że to zajmie tylko chwilę.
— W takim razie pojadę z tobą.
— Nie trzeba. Szybko to wyjaśnię i wrócę.
Po pewnym czasie taksówka zatrzymała się przed znajomym budynkiem.
Jeszcze wczoraj wchodziła tu przy muzyce, wśród uśmiechów i gratulacji gości.
Teraz przechodziła przez boczne wejście, czując dziwny, niemal fizyczny lęk.
Korytarze były prawie puste.
W pokoju numer dwanaście czekała na nią kobieta w średnim wieku, trzymająca w dłoniach teczkę z dokumentami.
— Proszę wejść — powiedziała. — Nazywam się Anna Malinowska.
Katarzyna usiadła naprzeciwko.
— Proszę mi wyjaśnić, co się dzieje.
Urzędniczka milczała przez kilka sekund.
Potem otworzyła teczkę.
— Po rejestracji małżeństwa przeprowadzana jest dodatkowa automatyczna kontrola danych w bazach państwowych.
— I co?
— W trakcie tej kontroli wyszło na jaw, że przy pani małżonku istnieje aktywny wpis dotyczący wcześniej zawartego małżeństwa.
Katarzyna nie od razu pojęła sens tych słów.
— Przepraszam?
— Według informacji, które wpłynęły dziś rano, pan Paweł Nowak oficjalnie pozostaje w zarejestrowanym związku małżeńskim z inną kobietą.
Pokój jakby zachwiał się przed jej oczami.
— To niemożliwe.
Anna Malinowska przesunęła w jej stronę kopię dokumentu.
— My również liczyliśmy, że to pomyłka. Właśnie dlatego poprosiliśmy panią, żeby przyjechała osobiście.
Katarzyna patrzyła na papier i nie potrafiła uwierzyć w to, co widzi.
Data rejestracji.
Nazwisko.
Imię kobiety.
Wszystko wyglądało zupełnie oficjalnie.
— Może to błąd systemu?
— Tę możliwość sprawdziliśmy jako pierwszą. Niestety dane potwierdzają się w kilku źródłach.
— Ale Paweł mówił, że nigdy nie był żonaty.
— W takim razie albo sam nie wie o tym problemie, albo świadomie go przed panią ukrył.
Te słowa spadły na nią wyjątkowo ciężko.
Po wyjściu z gabinetu Katarzyna długo siedziała w samochodzie, nie mając odwagi wrócić do hotelu.
Myśli plątały się bezładnie.
W pamięci zaczęły wypływać jedna po drugiej drobnostki, którym wcześniej nie nadawała znaczenia.
Dziwne telefony.
Niechęć do rozmów o przeszłości.
Rzadkie wyjazdy „w sprawach”, o których opowiadał zbyt ogólnikowo.
To, co wcześniej wyglądało jak przypadkowe szczegóły, nagle zaczęło układać się w niepokojący obraz.
Po godzinie jednak wróciła.
Paweł czekał na nią w holu.
— Gdzie ty się podziewałaś? Zacząłem się martwić.
Uważnie spojrzała na męża.
Jego twarz była równie spokojna jak rano.
Jakby nic się nie wydarzyło.
— Musimy porozmawiać.
Uśmiech zniknął.
— Co się stało?
— Nie byłam dziś w pracy.
Napiął się.
Ledwie zauważalnie.
Ale ona to zobaczyła.
— A gdzie?
— W Urzędzie Stanu Cywilnego.
Kilka sekund przeciągnęło się boleśnie.
— Po co?
— Powiedziano mi, że masz ważne małżeństwo.
Paweł pobladł.
I właśnie ta reakcja powiedziała jej więcej niż jakiekolwiek słowa.
Nie zdziwienie.
Nie oburzenie.
Nie niezrozumienie.
Strach.
Prawdziwy strach.
Powoli usiadł w fotelu.
— Kasiu…
— To prawda?
Mężczyzna zamknął oczy.
To wystarczyło.
Odpowiedź już znała.
W pokoju zawisła ciężka cisza.
Katarzyna poczuła, jak coś w niej ostatecznie pęka.