Komu naprawdę jesteś potrzebna, kiedy własny mąż odbiera ci głos, spokój i ostatnią wiarę w siebie?

— Pawle, proszę, pozwól mi odejść. Próbowaliśmy zbudować rodzinę, ale wszystko się rozsypało. Po co mamy dalej siebie ranić? Rozwiedźmy się po prostu.

— Teraz? — prychnął z krzywym uśmiechem. — Możesz sobie pomarzyć. Nigdzie cię nie puszczę. Jesteś moją żoną, ja jestem twoim mężem, mamy rodzinę. Źle ci się żyje? Może już mnie nie kochasz? A może kogoś masz? Odpowiadaj, kiedy do ciebie mówię!

Marta siedziała na brzegu kanapy i nerwowo miętosiła róg koca. Po kolejnej kłótni z mężem chciała po prostu zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu, wyjść z jego życia raz na zawsze. Rozwód wydawał się oczywistym wyjściem, ale brakowało jej odwagi, by naprawdę złożyć pozew. Dwa lata małżeństwa zamieniły się w koszmar, a ostatnie pół roku było najgorsze. Paweł nagle stał się domowym tyranem, który każdego dnia znajdował nowy powód, żeby ją upokorzyć.

Tego ranka wszystko zaczęło się od drobiazgu. Marta zamówiła sobie nowy krem do twarzy.

— Znowu wydajesz pieniądze na głupoty? — usłyszała głos męża, kiedy wróciła z paczką.

Próbowała mu spokojnie wytłumaczyć, ale Paweł wcale jej nie słuchał.

— O czym ty w ogóle myślisz? O nas? Czy tylko o sobie, kochanie? Krem ci potrzebny! Lepiej byłoby wydać te pieniądze na coś pożytecznego. Na przykład pomóc moim rodzicom.

— Paweł, dlaczego od razu tak mówisz? Przecież pracuję, mam swoje pieniądze. Zawsze pomagam twoim rodzicom, dobrze o tym wiesz.

— Pomagasz? Przelewasz im jakieś grosze! A oni potrzebują prawdziwego wsparcia, rozumiesz? Jesteś egoistką, Marta. Wszystko, co zarobisz, wyrzucasz na te swoje mazidła do twarzy!

Jego głos był twardy, a oczy błyskały gniewem. Marta nie wytrzymała i wybuchnęła płaczem. Paweł, jak zwykle, trzasnął drzwiami i zostawił ją samą ze łzami oraz poczuciem całkowitej bezradności. Zawsze robił tak samo: najpierw doprowadzał ją do rozpaczy, a potem wychodził.

Marta dobrze pamiętała, jak wyglądały początki. Paweł wydawał się wtedy idealny: uważny, czuły, opiekuńczy. Kochał ją, a przynajmniej tak jej się wydawało. Z czasem coś jednak zaczęło się zmieniać. A może po prostu wcześniej nie umiała zobaczyć jego prawdziwej twarzy?

Wieczorem Paweł wrócił do domu. Marta siedziała w kuchni i piła herbatę.

— Znowu płakałaś? — zapytał, nawet na nią nie patrząc.

— Skrzywdziłem cię? Sama jesteś sobie winna. Myśl, co robisz.

— A co ja robię nie tak? — spytała cicho.

— Wszystko! W ogóle się nie starasz. Ja pracuję, wracam zmęczony, a ty? Pół dnia przy komputerze, pół dnia w domu!

— Ja też pracuję. I wcale nie mniej niż ty — odpowiedziała Marta, ale natychmiast pożałowała tych słów.

— Co to za praca? Zarabiasz grosze! To ja utrzymuję rodzinę. Doceń mnie wreszcie, Marta. Przez całe nasze małżeństwo nawet raz nie usłyszałem od ciebie porządnego „dziękuję”. A zasłużyłem!

— Doceniam cię, Pawle. Ale to nie daje ci prawa mówić do mnie w taki sposób.

— A jak mam do ciebie mówić? Wiecznie jesteś niezadowolona, ciągle płaczesz! Robisz ze mnie potwora!

— Pawle, to ty jesteś ciągle niezadowolony. Boję się odezwać, boję się coś kupić, boję się nawet odpocząć. Po obiedzie nie mogę się położyć na chwilę, bo jeśli się dowiesz, od razu zaczniesz krzyczeć. Ja już nie mam siły, nie mam stalowych nerwów, przestaję nad sobą panować.

— Och, przestań jęczeć! Zawsze robisz z siebie ofiarę. Niedobrze mi od tego!

W jego głosie było tyle pogardy, że Marcie zrobiło się fizycznie niedobrze.

— Nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktujesz — wyszeptała. — Co ja mam zrobić?

— Rób wszystko jak trzeba, nie doprowadzaj mnie do szału i będzie dobrze.

Marta spojrzała mu w oczy. Nie było w nich już ani ciepła, ani miłości. Zostało tylko rozdrażnienie i chłód.

— Może porozmawiajmy? — zaproponowała niepewnie. — Może pójdziemy do terapeuty małżeńskiego?

— Terapeuta? To ty powinnaś iść do terapeuty, bo jesteś nienormalna — uciął Paweł. — Wszystko sobie wymyślasz.

Te słowa ostatecznie przekonały Martę, że musi odejść. Mąż zjadł coś szybko, włączył telewizor, a ona wyjęła stary notes i zaczęła planować ucieczkę. Musiała przemyśleć każdy szczegół.

Następnego dnia wyszła z domu wcześniej niż zwykle. Weszła do małej kawiarni niedaleko przystanku, zamówiła filiżankę kawy, otworzyła notes i zapisała:

„Krok pierwszy: znaleźć dodatkową pracę na część etatu, żeby zarabiać więcej niż teraz. Krok drugi: wynająć mały pokój. Krok trzeci: spakować rzeczy. Krok czwarty…”

— Marta? — usłyszała nagle znajomy głos.

Podniosła wzrok i zobaczyła Ewę, dawną koleżankę ze szkoły.

— Ewka! Co za niespodzianka! — zawołała Marta.

— Ile lat się nie widziałyśmy — uśmiechnęła się Ewa. — Co tu robisz? Pracujesz tutaj?

— Nie, weszłam tylko pomyśleć — odpowiedziała wymijająco Marta.

— Co się stało? Wyglądasz kiepsko. Jesteś chora?

Marta, która od dawna nie słyszała od nikogo zwykłej troski, nagle się rozpłakała.

— Ewa, u mnie jest strasznie. Mąż mnie niszczy. Ciągle krytykuje, poniża, czepia się wszystkiego. Ja już nie daję rady. Boję się, bo czasem w kłótni mnie szarpie.

Ewa słuchała uważnie, nie przerywając jej ani słowem.

— Chcę od niego odejść — mówiła dalej Marta — ale jestem przerażona. Nie wiem, od czego zacząć. Nie wiem, jak mam dalej żyć.

— Marta, uciekaj. Słyszysz? Uciekaj — powiedziała Ewa stanowczo. — Nie zostawię cię z tym samej. Przyjedziesz do mnie, pomieszkasz jakiś czas. Pamiętasz mój adres? Są też darmowe konsultacje psychologiczne dla kobiet, które żyją z domowym tyranem.

— Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje — przyznała Marta.

— To teraz już wiesz. Najważniejsze, żebyś uwierzyła w siebie. Jesteś silna. Poradzisz sobie.

Po tej rozmowie spotkały się jeszcze raz i po kilku godzinach Marta wyglądała już jak inna kobieta. Nie dlatego, że problemy zniknęły, ale dlatego, że po raz pierwszy od dawna zobaczyła przed sobą wyjście.

Wieczorem, kiedy wróciła do mieszkania, zastała Pawła w fotelu, wpatrzonego w telewizor.

— Gdzie byłaś? — zapytał, nie odwracając głowy.

— Spacerowałam — odpowiedziała Marta.

— Za często ostatnio spacerujesz. Kochanka sobie znalazłaś?

W Marcie wszystko nagle zamarło.

— Co ty mówisz? — oburzyła się.

— A co? Wcale bym się nie zdziwił. Sprytna z ciebie kobieta.

— Pawle, dość — powiedziała zmęczonym głosem. — Nie chcę już tego słuchać.

— A czego chcesz słuchać? Komplementów?

Marta nabrała głęboko powietrza, próbując zachować spokój.

— Pawle, musimy porozmawiać.

— O czym? O twoich zdradach?

— Nie. O nas. O naszym małżeństwie.

— I co chcesz mi powiedzieć?

— Chcę rozwodu.

Paweł spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Co powiedziałaś?

— Powiedziałam, że chcę rozwodu. Nie mogę już tak żyć. Ciągle mnie poniżasz, krytykujesz, odbierasz mi godność. Jestem przy tobie nieszczęśliwa.

— Zwariowałaś! Rozwód? Kim ty jesteś beze mnie? Nikim! Powinnaś mi dziękować, że w ogóle z tobą mieszkam.

— Nikomu nie jestem nic winna. Chcę być szczęśliwa.

— Szczęśliwa? Myślisz, że beze mnie będziesz szczęśliwa? Mylisz się. Ty nikomu nie jesteś potrzebna. Rozumiesz?

Marta milczała. Nie chciała już się kłócić. Wszystko zostało postanowione.

— Jutro odchodzę — powiedziała spokojnie.

— Dokąd pójdziesz? — krzyknął Paweł. — Gdzie będziesz mieszkać? Przecież jesteś biedna!

— To już nie twoja sprawa. Poradzę sobie.

— Ja ci nie dam żyć! — ryknął. — Znajdę cię i sprawię, że pożałujesz, że się urodziłaś! Niewdzięcznica! Wszystko ci dałem, wyciągnąłem cię na ludzi, a ty tak mi się odwdzięczasz!

Marta nie odpowiedziała. Odwróciła się tylko i poszła do sypialni, żeby zacząć pakować rzeczy.

Rano obudziła się wcześnie, umyła twarz, ubrała się i wyszła do kuchni. Paweł już siedział przy stole, popijając kawę.

— Nigdzie nie pójdziesz — powiedział. — Nawet nie próbuj uciekać, kiedy będę w pracy.

— Już podjęłam decyzję — odparła.

— Ja ci na to nie pozwolę!

— Dość, Paweł…

— Ty mnie w ogóle słyszysz?

Wstał i ruszył w jej stronę. Marta poczuła, jak strach ściska ją za gardło.

— Nie podchodź — poprosiła. — Paweł, odsuń się.

Paweł popchnął ją na ścianę. Uderzyła głową i osunęła się na podłogę. Jego pięść spadła na jej twarz. Marta zamknęła oczy, przygotowując się na najgorsze.

Wkrótce w sąsiedniej klatce usłyszano jej krzyki. Policja, wezwana przez zaniepokojonych sąsiadów, wtargnęła do mieszkania. Martę zabrano do szpitala, gdzie udzielono jej pomocy. Po wyjściu natychmiast złożyła pozew o rozwód. Ich rodzinne życie zakończyło się całkowitym upadkiem.