Babcia nie jest nam potrzebna! — zgodnym chórem oznajmiły wnuki podczas rodzinnej narady.
— Trzy tysiące złotych za tego rozsypującego się grata?! — Stanisław Majewski z hukiem zatrzasnął maskę starego poloneza i spojrzał na sprzedawcę tak, jakby ten próbował mu wcisnąć cegłę owiniętą w gazetę. — Przecież tu wszystko trzyma się na słowie honoru!
— To nie grat, panie, tylko klasyk — odparł spokojnie sprzedawca, gładząc wytartą kierownicę. — Rocznik siedemdziesiąty szósty, porządna robota z FSO. Papiery są, silnik po przeglądzie. Chodzi jak zegarek.
— Jak zegarek, który stanął dziesięć lat temu — prychnął Stanisław i odwrócił się do żony. — Krystyno, idziemy. Nie będę wyrzucał pieniędzy na złom.
Krystyna Majewska posłała sprzedawcy przepraszający uśmiech.
— Przykro mi, ale mąż ma rację. Potrzebujemy auta na działkę, żeby przewieźć rzeczy, czasem wyjechać za miasto. A ten samochód…
— Nie pożałujecie! — sprzedawca pochylił się ku niej z nadzieją. — Dla państwa opuszczę. Dwa tysiące osiemset i zabieracie.
— Nie, dziękujemy — odpowiedziała Krystyna stanowczo i ujęła męża pod rękę. — Poszukamy dalej.
Szli w milczeniu między rzędami garaży. Stanisław nadal kipiał ze złości, a Krystynie ściskało się serce. Lato było tuż-tuż, a bez samochodu na działkę trudno było się dostać. Odkąd ich starego malucha skasował jakiś pirat drogowy — szczęście, że wyszli z tego tylko ze strachem — zostawało im albo tłoczenie się w autobusach z przesiadkami, albo proszenie sąsiadów o podwózkę za pieniądze.
— Może jednak wziąć kredyt na coś nowszego? — zaproponowała nieśmiało, kiedy wyszli za bramę garażowego osiedla.
— Przy naszych emeryturach? — Stanisław parsknął gorzko. — Nie. Znajdziemy coś używanego, ale rozsądnego. Trzeba tylko jeszcze pochodzić i poszukać.
— Ale ogródek zaraz trzeba przekopać — westchnęła Krystyna, poprawiając apaszkę, bo chłodny wiatr wciskał się pod kołnierz. — Dzieci obiecały pomóc, ale sam wiesz, jak to wygląda. Piotr ma pracę, Ewa swoje sprawy…
— No właśnie! — Stanisław nagle się ożywił. — A gdyby tak porozmawiać z panią Heleną?
— Z moją mamą?! — Krystyna aż rozszerzyła oczy. — Ona ma siedemdziesiąt dziewięć lat!
— I co z tego? — machnął ręką. — Twoja matka jest zdrowsza od nas obojga. Rano gimnastyka, potem sklep, potem herbatka z koleżankami. A oszczędności ma. Sama mówiła, że odkłada na czarną godzinę.
— Stanisław! — Krystyna aż uniosła dłonie. — Wstydź się. To jej pieniądze. Całe życie odkładała grosz do grosza. Poza tym chciała zostawić coś wnukom.
— Przecież właśnie dla wnuków weźmiemy! — nie ustępował Stanisław. — Kupimy auto i będziemy ich wozić na działkę. Powietrze, truskawki, ryby nad stawem. Samo zdrowie!
Krystyna pokręciła głową, ale nie odpowiedziała. Sama myśl, że miałaby prosić matkę o pieniądze, była dla niej upokarzająca. I tak widywali się rzadko. Helena Wiśniewska mieszkała samotnie w starym bloku z wielkiej płyty na drugim końcu miasta, dojazd był niewygodny. A teraz mieliby przyjechać jeszcze z taką sprawą…
W domu czekały już dzieci z wnukami: Piotr z żoną Moniką i czternastoletnim synem Kubą oraz Ewa z mężem Tomaszem i bliźniakami, Olą i Michałem, którzy niedawno skończyli dwanaście lat. Jak co niedzielę zebrali się na rodzinny obiad.
— No i co, znaleźliście jakąś furę? — zapytał Piotr, rozkładając talerze.
— Nie — westchnęła Krystyna. — Albo cena jak za złoto, albo ruina na kołach.
— A tata wymyślił, żeby pożyczyć od babci Heleny — wypalił niespodziewanie Stanisław, wchodząc do kuchni. — Przecież ma odłożone pieniądze.
— Od babci Heleny? — zdziwiła się Ewa, krojąc chleb. — Myślisz, że się zgodzi?
— Nie wiem — przyznała uczciwie Krystyna. — Jeszcze jej nie pytałam. I wcale nie jestem pewna, czy powinnam.
— A dlaczego nie? — Stanisław usiadł przy stole. — Komu ona to zostawi, jak nie wnukom?
— Chciała, żeby poszło na ich naukę — przypomniała Krystyna.
— No i co? Działka też jest edukacyjna. Biologia w praktyce!
Wszyscy się roześmiali, a rozmowa na jakiś czas odpłynęła w inne strony. Jednak po obiedzie Stanisław znowu wrócił do swojego pomysłu.
— Krysiu, ja mówię poważnie — odezwał się, pomagając jej sprzątać ze stołu. — Trzeba pogadać z twoją matką. To są rodzinne pieniądze. Powinny służyć rodzinie.
— Nie wiem, Stasiu — zawahała się Krystyna. — Mama jest samodzielna. Nie znosi, kiedy ktoś zagląda jej do portfela.
— Kto mówi o zaglądaniu? — obruszył się. — Po prostu wyjaśnimy sytuację. Zrozumie przecież, że nie prosimy na kasyno, tylko na potrzebną rzecz.
Wieczorem, kiedy wszyscy siedzieli przed telewizorem, Stanisław nagle rzucił coś, co sprawiło, że Krystyna omal nie zakrztusiła się herbatą.
— A może przenieść babcię Helenę do nas?
— Dokąd?! — spojrzała na niego z niedowierzaniem. — Przecież my sami ledwo się mieścimy!
— Schowek się przerobi — zaproponował z zapałem. — Albo kanapa w dużym pokoju. Ona nie byłaby sama, a my mielibyśmy spokojniejszą głowę. Wiek jednak robi swoje.
— A jej mieszkanie? — zapytał ostrożnie Piotr.
— Wynajmiemy! — ucieszył się Stanisław, jakby właśnie odnalazł brakujący element układanki. — Dwa pokoje, nawet na obrzeżach, dadzą ze dwa tysiące miesięcznie. Będzie i na samochód, i na działkę.
Krystyna zmarszczyła brwi.
— Ty mówisz o mojej matce czy o krowie dojnej? Ona przeżyła w tym mieszkaniu pół wieku. Tam jest całe jej życie.
— Daj spokój — zbył ją Stanisław. — Jakie życie w tym wieku? Jej potrzeba opieki.
Wtedy odezwał się Kuba, nie odrywając od razu wzroku od telefonu.
— A babcia Helena wie o tych planach?
— Jeszcze nie — przyznał Stanisław. — Zamierzamy jej zaproponować.
— A jeśli nie będzie chciała? — spytała Ola.
— Przekonamy ją — odparł pewnie. — Wytłumaczymy, że tak będzie lepiej.
— Lepiej dla kogo? — wtrącił nagle Michał, zwykle najcichszy z całej trójki. — Dla babci czy dla was?
— Michał! — skarciła go Ewa.
— Ja tylko pytam — chłopiec wzruszył ramionami. — W ogóle zapytaliście ją kiedyś, czy ciężko jej samej? Przecież odwiedzamy ją raz na pół roku.
— Każdy ma swoje sprawy — westchnęła Krystyna.
— Właśnie — podchwycił Stanisław. — A jak zamieszka z nami, będziemy się widywać codziennie!
Wnuki wymieniły spojrzenia. Krystyna od razu zrozumiała, że entuzjazmu w nich nie ma ani odrobiny. Babcia Helena była surowa, należała do tych osób, które uważały telefony za zło konieczne, a media społecznościowe za głupoty, które tylko zabierają ludziom czas.
— Najpierw zapytajcie babcię — zaproponowała Ewa. — Może ona wcale nie chce się wyprowadzać?
— Oczywiście, że zapytamy — kiwnęła głową Krystyna. — Jutro do niej pojedziemy.
— Jadę z tobą — natychmiast oznajmił Stanisław. — We dwoje szybciej ją namówimy.
Następnego dnia pojechali do Heleny Wiśniewskiej. Przyjęła ich z radością: nakryła stół, wyjęła konfiturę z porzeczek i upiekła ulubione ciasto zięcia.
— Jak się czujesz, mamo? — zapytała Krystyna w kuchni.
— Normalnie — odpowiedziała Helena dziarsko. — Rano ćwiczenia, potem sklep, wieczorem z dziewczynami serial. Żyję sobie.
— Właśnie o tym chcieliśmy porozmawiać — zaczął Stanisław przy stole. — O pani życiu, pani Heleno.
— A co z nim nie tak? — starsza kobieta od razu spoważniała.
— Nic, nic — pospieszyła Krystyna. — Tylko… może przeniosłabyś się do nas? Zrobimy ci miejsce, będziemy się tobą opiekować…
— Do was? — Helena uniosła brwi. — A skąd nagle taki pomysł?
— No, wiek — włączył się Stanisław. — Nigdy nie wiadomo, co się może stać. A u nas rodzina, wnuki, zawsze ktoś miałby panią na oku.
Helena zmrużyła oczy, po czym przeniosła spojrzenie na córkę.
— A moje mieszkanie?
— Można wynająć — rzucił Stanisław z pozorną lekkością. — Dodatkowy dochód. Zwłaszcza teraz, kiedy potrzebujemy auta na działkę.
— Aha — skinęła powoli Helena. — Czyli jednak chodzi o moje pieniądze?
— Nie tylko! — Krystyna posłała mężowi gniewne spojrzenie. — Mamo, naprawdę chcemy, żebyś była bliżej — powiedziała twardo. — A samochód… Samochód może poczekać.
Helena długo patrzyła na nich w ciszy, a potem cicho się roześmiała.
— Dziękuję ci, córko. Bo już pomyślałam, że nie córka przyjechała, tylko pośrednik z zięciem.
Stanisław poczerwieniał, lecz nie odezwał się ani słowem.
Tydzień później, w niedzielę, cała rodzina znów zebrała się przy stole. Tym razem siedziała przy nim także Helena — nie jak gość, lecz jak ktoś, kto od progu wziął kuchnię w swoje ręce i sam napiekł pierogów z kapustą.
— Babciu, mogę ci podłączyć tablet do telewizora? — zapytał nieśmiało Michał. — Będziesz mogła oglądać zdjęcia wnuków.
Starsza kobieta uśmiechnęła się łagodnie.
— Dawaj, wnusiu. Tylko najpierw wypijemy herbatę. A samochód… Kupicie, kiedy będzie można. Autobus nie ucieknie, a działka też nigdzie się nie przeprowadzi.
