– Magda, dłużej tego odkładać się nie da. Albo sama pójdziesz do lekarza, albo ja cię zapiszę i zawiozę – Paweł stukał palcami w blat, jakby ten równy, nerwowy rytm mógł ukryć jego rozdrażnienie.
– Nie zaczynaj znowu – Magda przesunęła dłonią po potarganych włosach. – Minęły dopiero trzy miesiące. Lekarz mówił, żeby zacząć się martwić dopiero po pół roku starań.
– Trzy miesiące? – Paweł prychnął z goryczą. – Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat. Dwóch, Magda. A dzieci dalej nie ma. Mama codziennie pyta, kiedy wreszcie będzie mogła czekać na wnuki.
Magda odwróciła się do szafki i zaczęła udawać, że czegoś w niej szuka. Rozmowy o dziecku od dawna kończyły się tak samo: napięciem, wyrzutami i ciszą, która później wisiała między nimi godzinami. Ona też pragnęła zostać matką, tylko że na razie nic z tego nie wychodziło, a nacisk ze strony teściowej sprawiał, że każdy kolejny miesiąc bolał jeszcze mocniej.
– Skoro już mowa o twojej mamie – zmieniła temat, bo czuła, że zaraz nie wytrzyma. – Jutro przychodzą do nas na kolację. Trzeba zrobić zakupy.
– Już zrobiłem – mruknął Paweł, powoli uspokajając głos. – Mama prosiła o kaczkę z jabłkami, taką jak na święta. Tata podobno ciągle ją wspomina i tęskni za twoim gotowaniem.
Magda uśmiechnęła się ledwie zauważalnie. Chociaż ktoś w tamtej rodzinie doceniał jej starania w kuchni. Teściowa potrafiła dostrzec u niej wszystko, tylko nie wysiłek.
– Natalia też przyjdzie? – spytała, mając na myśli młodszą siostrę Pawła.
– Oczywiście. I tym razem nie sama – dodał, jakby chciał poprawić jej humor. – Mama mówi, że pojawił się ktoś poważny. Lekarz. Bardzo porządny facet.
Magda skinęła głową, czując ukłucie zazdrości, którego natychmiast się zawstydziła. Natalia miała dwadzieścia dwa lata i już trzeciego „poważnego” chłopaka w ciągu roku. Teresa, matka Pawła, stawiała ją za wzór przy każdej okazji: piękna, zdolna, ambitna, z przyszłością. A Magda, trzydziestoletnia żona bez dzieci i bez osiągnięć, którymi można by olśnić rodzinę przy stole.
– Magda, przepraszam – Paweł podszedł od tyłu i objął ją za ramiona. – Nie chciałem cię naciskać. Po prostu się martwię.
– Wiem – położyła dłoń na jego ręce. – Wszystko będzie dobrze. Jutro zrobię twoją ulubioną kaczkę i wszyscy będą zadowoleni.
Pocałował ją w policzek i poszedł oglądać mecz, a Magda została w kuchni, w myślach układając listę zadań. Umyć porcelanowy serwis. Wyprasować obrus. Przetrzeć srebrne sztućce, bo Teresa zauważy każdą smugę. I jeszcze wybrać sukienkę: elegancką, ale nie przesadną. Bez względu na to, jak bardzo Magda się starała, teściowa zawsze znajdowała coś, co można było skrytykować.
Następnego ranka obudziła się wcześniej niż zwykle. Paweł jeszcze spał, więc wysunęła się cicho spod kołdry, żeby go nie obudzić, i od razu zabrała się do pracy.
O piętnastej mieszkanie lśniło czystością, kaczka dochodziła powoli w piekarniku, roznosząc po pokojach ciepły zapach jabłek i przypraw, a stół był nakryty tak starannie, jakby mieli przyjść nie krewni, lecz najważniejsi goście w roku. Magda stanęła przed lustrem. Granatowa sukienka ze stójką wysmuklała sylwetkę, delikatny makijaż dodawał twarzy świeżości. Na palcu połyskiwała platynowa obrączka z małym brylantem, rodzinna pamiątka od rodziców.
– Wyglądasz cudownie – powiedział Paweł, obejmując ją od tyłu. – Jak zawsze.
– Dziękuję – odpowiedziała z uśmiechem, choć w środku nadal czuła nerwowy ucisk. – Mam nadzieję, że twojej mamie kolacja będzie smakować.
– Na pewno. – Mrugnął do niej. – Twojej kaczce nikt się nie oprze.
Dzwonek do drzwi rozległ się punktualnie o siedemnastej. Teresa nigdy się nie spóźniała.
– Moi kochani! – zawołała od progu, wpadając do mieszkania i całując syna w policzek. Magdzie podała tylko suchą, chłodną dłoń. – Jak ja za wami tęskniłam!
Za nią wszedł Stanisław, ojciec Pawła, wysoki, siwy mężczyzna o łagodnej twarzy. Uściskał synową i szepnął jej do ucha:
– Pachnie wspaniale, Madziu. Już mi ślinka cieknie.
Magda uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
– A gdzie Natalia? – zapytał Paweł, pomagając rodzicom zdjąć płaszcze.
– Podjedzie trochę później – odparła Teresa, rozglądając się uważnie po przedpokoju. – Z Michałem. Zatrzymali się w klinice.
– Michał to…? – upewniła się Magda.
– Jej narzeczony – oznajmiła Teresa z dumą. – Neurochirurg, bardzo obiecujący młody człowiek.
– Narzeczony? – zdziwił się Paweł. – Mamo, nie mówiłaś, że oni już…
– Oficjalnie jeszcze nie – machnęła ręką Teresa. – Ale to tylko kwestia czasu. Michał już dawał do zrozumienia, że zamierza poprosić ją o rękę.
Magda uchwyciła spojrzenie Stanisława. Teść lekko przewrócił oczami, dając do zrozumienia, że żona jak zwykle bierze własne życzenia za rzeczywistość.
– Przejdźcie do salonu – zaproponowała Magda. – Ja zaraz podam do stołu. Paweł, pomożesz mi, proszę?
W kuchni wypuściła powietrze z płuc i zaczęła rozkładać przystawki. Paweł otwierał butelkę wina.
– Nie zwracaj uwagi na mamę – powiedział cicho. – Zawsze przesadza, kiedy chodzi o Natalię.
– Wiem – odparła Magda z bladym uśmiechem. – Weź sałatki, dobrze?
Pół godziny później przyszła Natalia, jasnowłosa, z modnie przyciętymi włosami i idealnym manicure. Obok niej stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna około trzydziestki piątki, ubrany w elegancki garnitur.
– Cześć wszystkim! – zawołała, obejmując brata. – Poznajcie, to Michał.
– Bardzo mi miło – Michał uścisnął dłoń Pawła, a potem skinął uprzejmie Magdzie. – Dziękuję za zaproszenie.
– To już u nas tradycja – powiedziała Magda. – Rodzinna kolacja raz w miesiącu.
– Piękna tradycja – przyznał Michał. – Rodzina jest w życiu najważniejsza.
Teresa aż promieniała, patrząc na córkę i jej towarzysza.
– Widzisz, Paweł? Natalia jest młodsza, a już znalazła porządnego mężczyznę. Michał kieruje oddziałem neurochirurgii.
– Mamo – Natalia przewróciła oczami. – My się po prostu spotykamy. Nie zawstydzaj Michała.
– Już dobrze, dobrze – Teresa poklepała ją po ręce. – Ja tylko widzę, jak na siebie patrzycie. A Magda i Paweł są małżeństwem dwa lata, a ani własnego gniazdka z dziećmi, ani wieści o wnukach.
– Mamo! – przerwał jej Paweł. – Rozmawialiśmy już o tym.
– A cóż ja takiego powiedziałam? – Teresa zrobiła niewinną minę. – Stwierdzam tylko fakt.
Przy stole rozmowa toczyła się potem wokół wiadomości, polityki i rodzinnych spraw. Kaczka z jabłkami wyszła doskonale, nawet Teresa pochwaliła mięso i sos. Magda na chwilę się rozluźniła, ale ta ulga okazała się złudna.
Kiedy podała domowy sernik, Natalia nagle skrzywiła się i chwyciła za palec.
– Co się stało? – zaniepokoił się Michał.
– Pierścionek mnie uwiera – poskarżyła się, zdejmując cienki złoty pierścionek z maleńkim oczkiem. – Chyba palec spuchł od ciepła.
– Pokaż no – Teresa natychmiast wzięła ozdobę do ręki i obejrzała ją pod światło. – Przecież to tania błyskotka. Natalko, ty zasługujesz na coś lepszego.
– Mamo, to prezent – Natalia próbowała odebrać pierścionek, ale Teresa nie odpuszczała.
– Od kogo? – spytała ostro.
– Od kolegi z pracy – odpowiedziała niechętnie Natalia. – Na urodziny.
– Od Kamila? – Teresa zmrużyła oczy. – Wiedziałam. Ty nadal utrzymujesz kontakt z tym chłopakiem?
– Mamo! – oburzyła się Natalia. – On nie jest żadnym oszustem ani chłystkiem, tylko dobrym znajomym.
Teresa prychnęła i zwróciła się do Michała z wymuszonym uśmiechem:
– Proszę się tym nie przejmować, panie Michale. Natalia miała kiedyś nieudany romans, ale szybko zrozumiała, że to nie był człowiek dla niej.
Magda zauważyła, jak Michał zesztywniał, jakby o „dobrym znajomym” słyszał po raz pierwszy. Teresa też to wyczuła i natychmiast postanowiła naprawić niezręczność po swojemu.
– O, Magda dobrze robi, że nie nosi byle czego – stwierdziła, wskazując na rękę synowej. – Ona ma porządną obrączkę, taką, jaka przystoi zamężnej kobiecie.
Magda odruchowo zakryła prawą dłoń lewą, jakby chciała ochronić obrączkę przed cudzym spojrzeniem. Nie podobał jej się kierunek tej rozmowy.
– Paweł tak się starał, kiedy ją wybierał – ciągnęła Teresa z rozrzewnieniem. – Pamiętam, jak się z nami naradzał, katalogi pokazywał…
– Właściwie to prezent od moich rodziców – poprawiła ją cicho Magda. – Rodzinna pamiątka.
W pokoju zapadła ciężka, krępująca cisza. Teresa zacisnęła usta w wąską linię.
– Ach tak? – odezwała się wreszcie. – Byłam pewna, że kupił ją Paweł.
– Magda ma rację, mamo – wtrącił Paweł. – To prezent od jej rodziców. Zależało im, żeby właśnie tę obrączkę nosiła.
– Jak miło – powiedziała Teresa tonem, który z miłym nie miał nic wspólnego. – W naszej rodzinie też były tradycje. Ja na przykład nosiłam obrączkę po swojej teściowej i zamierzałam przekazać ją żonie Pawła.
– Pierwsze słyszę – mruknął Stanisław, ale żona udawała, że go nie usłyszała.
– Natalii przydałby się teraz naprawdę ładny pierścionek – kontynuowała Teresa, przenosząc wzrok z córki na Magdę. – Zwłaszcza w sytuacji, gdy ma tak poważną znajomość.
Magda znieruchomiała. Dopiero wtedy zrozumiała, dokąd teściowa zmierza od kilku minut.
– Chce pani, żebym oddała Natalii moją obrączkę? – zapytała wprost.
– Od razu oddała? – Teresa przybrała urażoną minę. – Po prostu pożyczyła na jakiś czas. Przecież może niedługo dojdzie do zaręczyn, a ona musi wyglądać godnie. Ty jesteś już mężatką, nie musisz codziennie nosić tak drogiej rzeczy.
Nad stołem zawisło napięte milczenie. Magda spojrzała na Pawła, czekając, że wreszcie stanie po jej stronie. On jednak siedział z pustym wzrokiem, jakby bał się poruszyć i powiedzieć cokolwiek.
– Mamo, wystarczy – odezwała się Natalia. – Nie potrzebuję cudzego pierścionka.
– Nie cudzego, tylko rodzinnego – ucięła Teresa. – Zdejmij obrączkę, mojej córce bardziej się przyda. Przecież widzisz, jakiego ma narzeczonego!
Wszystkim zrobiło się gorąco: Magdzie z oburzenia, Natalii ze wstydu, Michałowi z zażenowania. Tylko Teresa siedziała niewzruszona, jakby naprawdę nie rozumiała, że właśnie przekroczyła granicę.
Magda powoli wstała.
– Przepraszam, muszę sprawdzić deser – powiedziała drżącym głosem i wyszła do kuchni.
Oparła się plecami o lodówkę i próbowała uspokoić ręce, które nagle zaczęły jej drżeć. Przez sześć lat związku z Pawłem zdążyła przywyknąć do wyskoków jego matki, ale ten wieczór przebił wszystko. Żądać od niej rodzinnej pamiątki, daru od rodziców, dla dziewczyny, która być może wcale nie planowała wiązać życia z Michałem? To nie była już złośliwość. To było upokorzenie.
Drzwi kuchni uchyliły się i wszedł Stanisław.
– Wybacz jej, Madziu – powiedział cicho. – Teresa zawsze była… trudna. Szczególnie kiedy chodzi o córkę.
– To już nie jest trudny charakter, panie Stanisławie – Magda pokręciła głową. – To brak szacunku do mnie, do moich rodziców i do naszego małżeństwa.
– Wiem – teść bezradnie rozłożył ręce. – Porozmawiam z nią. Tylko nie bierz tego tak bardzo do serca.
Magda lekko skinęła głową, choć doskonale wiedziała, że takie rozmowy niczego nie zmienią. Wyjęła deser i zaczęła rozkładać porcje na talerzyki.
Wtedy do kuchni wszedł Paweł.
– Magda, jak się czujesz? – zapytał, nie patrząc jej w oczy.
– A jak myślisz? – odpowiedziała cicho. – Twoja matka przed chwilą zażądała, żebym oddała twojej siostrze swoją obrączkę, a ty milczałeś.
– Wiem – potarł kark dłonią. – Tylko rozumiesz, jaka ona jest. Najlepiej przepuścić to mimo uszu.
– Przepuścić? – Magda spojrzała na niego z niedowierzaniem. – To nie była przypadkowa uwaga, tylko żądanie, żebym oddała coś, co jest dla mnie ważne. A ty proponujesz, żebym udawała, że nic się nie stało?

– Nie, oczywiście, że nie – podszedł bliżej i spróbował ją objąć, ale odsunęła się. – Po prostu nie chcę awantury. Dokończmy wieczór, a potem naprawdę z nią porozmawiam.
– Tak jak ostatnio? I przedostatnio? – uśmiechnęła się gorzko. – Za każdym razem obiecujesz, że porozmawiasz. I za każdym razem nic się nie zmienia.
Postawiła talerzyki na tacy.
– Wiesz co? Zanieś deser sam. Ja się położę. Pęka mi głowa.
Wyszła z kuchni, starając się trzymać prosto, przeszła do salonu i skinęła gościom głową.
– Przepraszam, źle się poczułam. Paweł zaraz przyniesie deser. Smacznego.
Potem zamknęła się w sypialni i przekręciła klamkę tak cicho, jak tylko potrafiła.
Po godzinie usłyszała w przedpokoju głosy pożegnania. Brzmiały sztucznie, sztywno, bez zwykłej rodzinnej swobody. Kiedy drzwi wejściowe wreszcie się zamknęły, w mieszkaniu zapadła cisza.

Paweł ostrożnie zapukał do sypialni.
– Magda, mogę wejść?
Nie odpowiedziała. Uchylił drzwi i zajrzał do środka. Siedziała na brzegu łóżka, patrząc w okno.
– Poszli? – spytała, nawet się nie odwracając.
– Tak – Paweł usiadł obok niej. – Natalia przeprosiła za mamę. Michał też. Było im bardzo głupio.
– A tobie? – Magda spojrzała na niego wreszcie. – Tobie też było głupio?
Paweł nie znalazł od razu odpowiedzi. Powoli wstał, podszedł do okna i zapatrzył się w migoczące światła miasta. W tej ciszy zrozumiał, że nie da się już dłużej stać w cieniu cudzych oczekiwań. Musiał w końcu zdecydować, gdzie jest jego własne szczęście i po czyjej stronie naprawdę chce być.