„Jestem w ciąży z twoim narzeczonym” – powiedziała jej najlepsza przyjaciółka w samym środku wieczoru panieńskiego.
– Oszalałaś? Ta suknia kosztuje tyle, co używany Polonez! – Dorota patrzyła na przyjaciółkę szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w kwotę wypisaną na metce.
– To ty oszalałaś, jeśli sądzisz, że pójdę do ślubu w czymś, na widok czego Paweł nie zapomni oddychać! – Alicja obracała się przed ogromnym lustrem, podtrzymując ciężki, lśniący tren. – Ślub ma się raz w życiu!
– Oby – mruknęła Dorota, nadal wpatrzona w cenę. – Ale naprawdę, Ala, po co aż tak szaleć? Paweł kocha ciebie, a nie kawałek materiału ciągnący się po podłodze.
Alicja znieruchomiała. Uśmiech zniknął jej z twarzy, a spojrzenie nagle spoważniało.
– Kiedy rodzice znikają z twojego życia, zaczynasz rozumieć, ile warte są takie chwile. Chcę, żeby ten dzień był idealny. Żeby mama i tata, jeśli gdzieś tam patrzą, mogli być ze mnie dumni.
Dorocie natychmiast zrobiło się głupio. Rodzice Alicji zginęli w wypadku samochodowym trzy lata wcześniej, a ona od tamtej pory przykrywała żal śmiechem, energią i pozorną beztroską.
– Przepraszam – Dorota podeszła bliżej i objęła ją ostrożnie, uważając, żeby nie pognieść kosztownej sukni. – Skoro właśnie ta suknia sprawi, że poczujesz się tak, jak powinnaś, to znaczy, że jest tego warta.
– Najśmieszniejsze jest to – Alicja parsknęła cicho, odsuwając z czoła niesforny kosmyk – że Paweł sam zaproponował, żebyśmy wzięli pieniądze z naszego funduszu na wyjazd. Powiedział, że Zakopane nam nie ucieknie, a narzeczona w sukni marzeń zdarza się tylko raz.
Dorota uśmiechnęła się, przypominając sobie Pawła: wysokiego, opanowanego mężczyznę o dobrych oczach i trochę nieśmiałym uśmiechu. On i Alicja wydawali się dwiema połowami jednej całości. Ona była żywa, gwałtowna, pełna barw. On spokojny, rozsądny, mocno stojący na ziemi.
– Dorka, ja jestem taka szczęśliwa – szepnęła Alicja, kiedy konsultantka odeszła po welon. – Czasem aż trudno mi uwierzyć, że Paweł naprawdę jest najlepszym, co mnie spotkało.
– Zaraz po mnie, oczywiście – zażartowała Dorota.
Alicja roześmiała się bez cienia wahania.
– Oczywiście! A tak w ogóle, kiedy omawiamy panieński? Zostały dwa tygodnie.
– Wszystko dopięte – zapewniła Dorota, bo organizację wzięła na siebie. – Mały domek za miastem, basen, sauna, karaoke i siedem twoich najlepszych przyjaciółek. Bez striptizerów, tak jak prosiłaś.
– A szkoda – Alicja mrugnęła porozumiewawczo. – Ewelina mogłaby żałować, po rozwodzie wciąż przecież wypatruje światełka w tunelu.
– Dla Eweliny mam osobną niespodziankę – odparła Dorota z uśmiechem.
Konsultantka wróciła z koronkowym welonem, więc rozmowa natychmiast zeszła na długość, upięcie i to, czy delikatna koronka będzie pasowała do zdobień sukni.
Do domu Dorota wróciła zmęczona, lecz zadowolona. Alicja ostatecznie wybrała suknię i dodatki, a do ślubu zostały już tylko drobne sprawy do zamknięcia. Leżąc później w gorącej kąpieli, Dorota myślała o wieczorze panieńskim zaplanowanym na najbliższy weekend.
Kiedy wyszła z łazienki, telefon zawibrował. Agnieszka, jedna z zaproszonych dziewczyn, pisała, że nie da rady przyjechać, bo jej syn dostał wysokiej gorączki.
– Szkoda – westchnęła Dorota, odpisując życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Coś jej podpowiadało, że to nie będzie ostatnia rezygnacja.
Następnego ranka zadzwoniła Beata. Przepraszała, że nie udało jej się zamienić dyżuru w pracy.
– Nie przejmuj się – uspokoiła ją Dorota. – Najważniejsze, żebyśmy wszystkie były na ślubie.
Do piątkowego wieczoru, gdy Dorota ruszała starym dostawczym Żukiem zapakowanym jedzeniem i torbami, z siedmiu zaproszonych przyjaciółek zostały tylko cztery: ona, Ewelina, Karolina i Natalia. Alicja jednak nie wyglądała na rozczarowaną.
– Mniej ludzi, więcej powietrza – oznajmiła, moszcząc się obok Doroty na przednim siedzeniu. – I więcej szampana na głowę!
Ewelina, rozwiedziona przyjaciółka, już zdążyła otworzyć butelkę musującego wina i nalewała je do plastikowych kubków.
– Za pannę młodą! – zawołała. – Za najpiękniejszą, najszczęśliwszą i najbardziej fartowną kobietę pod słońcem!
– I za jej cudownego narzeczonego – dodała Karolina, która pracowała z Pawłem w firmie budowlanej. – Z takim facetem każda kobieta miałaby szczęście.
– Ja jakoś nie miałam – westchnęła Ewelina. – Mój były okazał się zwykłym draniem.
– Nie wszyscy mężczyźni są tacy sami – powiedziała łagodnie Dorota. – Paweł nie jest taki.
– Właśnie – podchwyciła Alicja. – Czasem mam wrażenie, że na niego nie zasługuję. Wczoraj wróciłam do domu, a on już zrobił kolację, zapalił świeczki, otworzył wino. I powiedział: „Tyle pracujesz przy naszym ślubie, odpocznij chociaż dziś”.
– To się nazywa mężczyzna – rzuciła Natalia z lekką zazdrością. – Mój nawet jajecznicy nie umie usmażyć bez telefonu do mnie.
Rozmowa zeszła na męskie zalety, wady i domowe katastrofy. Gdy Żuk zatrzymał się przed niewielkim dwupiętrowym domkiem nad jeziorem, szampan był już prawie wypity, a humory dziewczyn wyraźnie lżejsze.
Domek wynajęty przez Dorotę okazał się przestronny i przytulny. Na dole znajdowała się duża kuchnia połączona z salonem oraz taras z podgrzewaną balią. Na górze były trzy sypialnie i sauna.
– Nie wierzę! – zachwyciła się Alicja, rozglądając się po wnętrzu. – Przeszłaś samą siebie, dziewczyno.
Dorota uśmiechnęła się z dumą. Prawie miesiąc szukała miejsca idealnego na ten wieczór: z ładnym otoczeniem, wodą, miejscem na grill i poczuciem całkowitej prywatności.
Wieczór zaczął się od wspólnego gotowania. Sałatki, mięso na grilla, pieczone ziemniaki, sosy, przekąski. Ku zaskoczeniu Doroty Ewelina była wyjątkowo cicha i co chwilę zerkała na telefon.
– Coś się stało? – zapytała Dorota szeptem, kiedy pozostałe dziewczyny wyszły na taras przygotować stół.
Ewelina drgnęła, jakby została przyłapana na czymś zakazanym.
– Nie, wszystko dobrze. Jestem tylko zmęczona. W pracy mam urwanie głowy, a mały ostatnio ciągle marudzi.
– Gdybyś chciała pogadać, jestem obok – Dorota ścisnęła jej dłoń.
W odpowiedzi dostała tylko blady, krótki uśmiech.
Przy kolacji na tarasie atmosfera się rozluźniła. Otwierano kolejne butelki, dziewczyny wspominały studia, pierwsze randki i dawne kłótnie o drobiazgi. Alicja, rozgrzana winem, wyglądała tak, jakby świeciła od środka.
– Pamiętacie, jak się poznałyśmy? – zapytała, patrząc po kolei na przyjaciółki. – Pierwszy rok, akademik, wchodzę do pokoju, a tam Dorota z gitarą, Karolina z wielkim pluszowym misiem…
– I ja z trzema walizkami ubrań! – roześmiała się Ewelina. – Myślałyśmy wtedy, że jesteś jakąś rozpieszczoną panienką.
– A wyszło na to, że po prostu jesteś zakupoholiczką – dorzuciła Dorota.
– Dzięki szafie Eweliny każda z nas chodziła na randki w czymś innym – przypomniała Karolina. – Pamiętacie nasz system wymiany?
Wieczór płynął dalej w żartach i wspomnieniach. Później Dorota włączyła muzykę, a Karolina wyciągnęła talię kart i zaproponowała grę w „prawdę albo wyzwanie”.
– Lepiej zagrajmy w „nigdy przenigdy” – zaproponowała Alicja. – Jak kiedyś.
Na początku wszystko było lekkie i zabawne. „Nigdy nie całowałam się z dziewczyną” – Karolina i Natalia wypiły łyk. „Nigdy niczego nie ukradłam w sklepie” – do czego z krzywym uśmiechem przyznała się Ewelina. „Nigdy nie marzyłam o ślubie” – nawet Dorota, wieczna sceptyczka, musiała upić trochę wina.
Pytania stawały się coraz odważniejsze, śmiech głośniejszy, a odpowiedzi mniej ostrożne. Przy jednym z ostatnich haseł Ewelina nagle zakryła twarz i rozpłakała się.
– Ewka, co ty? – przestraszyła się Alicja, przysuwając się do niej. – To tylko głupia gra.
– Przepraszam – wyszlochała Ewelina. – Ja już nie mogę…
– Może wystarczy tego picia? – zaproponowała ostrożnie Natalia.
– Nie! – Ewelina odsunęła ją gwałtownie. – Muszę powiedzieć prawdę. Dłużej nie dam rady milczeć!
W pokoju zrobiło się tak cicho, że słychać było ciche trzaskanie drewna za oknem i szum wody w balii. Ewelina, zapłakana i blada, spojrzała na przyjaciółki.
– Ja… ja jestem w ciąży z Pawłem. Z twoim narzeczonym.
Alicja zastygła, jakby słowa nie potrafiły przedostać się do jej świadomości. Natalia i Karolina patrzyły na Ewelinę w kompletnym osłupieniu, a Dorota poczuła zimno przesuwające się po plecach.
– Co ty wygadujesz? – krzyknęła w końcu Alicja. – Jesteś pijana czy kompletnie zwariowałaś?
– To prawda – Ewelina otarła łzy wierzchem dłoni. – To się stało półtora miesiąca temu, kiedy jechałaś do ciotki do Białegostoku. Przyszłam do was oddać dokumenty do wizy. Paweł był sam…
– Zamilcz! – Alicja poderwała się tak gwałtownie, że przewróciła kieliszek. Czerwone wino rozlało się po jasnym dywanie jak plama krwi. – Nie waż się opowiadać tej brudnej bajki dalej!
– Nie kłamię – Ewelina sięgnęła po telefon, pokazała zdjęcie testu ciążowego i wiadomości od Pawła.
Alicja cofnęła się od ekranu, jakby zobaczyła jadowitego węża.
– Nie wierzę – wyszeptała, ale w jej głosie po raz pierwszy pojawiła się rysa wątpliwości.
– Powiedział, że macie problemy – ciągnęła Ewelina. – Że śpicie w osobnych pokojach, że ten ślub to pomyłka, że i tak zamierzacie się rozstać…
– Nigdy! – Alicja prawie krzyczała. – U nas wszystko jest dobrze! Kochamy się!
– To dlaczego to zrobił? – spytała gorzko Ewelina. – Po co mówił, że od dawna mnie pragnie, że jestem wyjątkowa…
Nie zdążyła dokończyć. Alicja uderzyła ją w twarz. Ewelina krzyknęła i złapała się za policzek.
– Dość! – Dorota stanęła między nimi. – Uspokójcie się obie!
– Uspokoić się? – Alicja odwróciła się do niej z oczami pełnymi łez. – Moja najlepsza przyjaciółka właśnie powiedziała, że jest w ciąży z moim narzeczonym. Jak mam się uspokoić?
– Musimy to wyjaśnić – Dorota próbowała mówić spokojnie, choć sama czuła, że głos jej drży. – Ewelina, jesteś pewna, że jesteś w ciąży? I że to Paweł?
– Tak – odpowiedziała cicho Ewelina. – Test jest pozytywny. Po rozwodzie nie spałam z nikim innym.
– Nie przyszło ci do głowy najpierw porozmawiać z Pawłem, zamiast robić tu scenę? – odezwała się Natalia, która dotąd milczała.
– Próbowałam – Ewelina spuściła wzrok. – Ale powiedział, że to mój problem. Że kłamię. Że kocha tylko Alicję. A ja wiem, że to nieprawda!
Alicja wyrwała jej telefon z dłoni i zaczęła przewijać wiadomości. Z każdą sekundą bledła coraz bardziej.
– Tu nie ma nic konkretnego – powiedziała w końcu. – Zwykłe „cześć”, „co słychać”, „jak się trzymasz”. Ani słowa o ciąży.
– On dzwonił – szepnęła Ewelina. – Nie chciał pisać takich rzeczy.
– Bardzo wygodne – rzuciła z przekąsem Karolina.
Alicja przewijała dalej. Nagle jej palec zamarł. Na ekranie było zdjęcie: Ewelina, półubrana, leżąca w łóżku. Przez pierwszą sekundę Alicji wydało się, że rozpoznaje to miejsce. Jakby ich sypialnia. Jej i Pawła.
– Kiedy to było? – zapytała Dorota.
– Wtedy, kiedy wyjechałaś do Białegostoku – odparła Ewelina. – Piętnastego kwietnia.
Alicja zamknęła oczy, usiłując opanować serce tłukące się w piersi jak uwięziony ptak.
– Ja nie byłam w Białymstoku – powiedziała wolno. – Nie pojechałam. Ciotka trafiła do szpitala, wyjazd odwołano, a ja zostałam z Pawłem w domu. Oglądaliśmy filmy.
Ewelina pokręciła głową.
– Paweł mówił, że wyjechałaś.
– I uwierzyłaś mu tak po prostu? – spytała Natalia. – A może wszystko sobie wymyślił?
– Nie! – krzyknęła Ewelina. – On przychodził do mnie. Mam dowód! Patrzcie!
Znów podsunęła telefon. Alicja nachyliła się nad fotografią i po chwili, ku zdumieniu wszystkich, zaczęła się śmiać. Najpierw cicho, potem coraz bardziej nerwowo, aż musiała otrzeć łzy.
– Boże… – wydusiła. – To nie jest nasza sypialnia. To twoje mieszkanie, Ewka. Na ścianie wiszą te łabędzie, które przywiozłaś z domu rodziców.
Ewelina zamrugała, wpatrując się w ekran, jakby zdjęcie nagle stało się obce.
– A jeśli spojrzysz na datę – ciągnęła Alicja – zobaczysz, że to nie kwiecień. To luty. Piętnasty drugi, nie piętnasty czwarty.
Ciężka cisza opadła na salon. Ewelina usiadła powoli na kanapie, jakby ktoś odciął jej wszystkie siły.
– Czyli co? – zapytała Dorota. – Okłamałaś nas wszystkie?
– Ja… – Ewelina zasłoniła twarz dłońmi. – Test naprawdę jest pozytywny, ale ja nie wiem, kto jest ojcem. Po rozwodzie spotykałam się z kilkoma mężczyznami. Kiedy dowiedziałam się o ciąży, spanikowałam. Żaden z nich nie chciał niczego poważnego. Paweł wydawał mi się dobry, odpowiedzialny… Pomyślałam, że może mógłby być ojcem.
– Czyli uznałaś, że byłby dobrym ojcem – dokończyła Natalia lodowatym tonem. – I dlatego postanowiłaś skłamać, żeby rozwalić ich związek.
– Jesteś podła – wyszeptała Alicja. W jej głosie było więcej bólu niż złości. – Uważałam cię za jedną z najbliższych osób.
– Byłam zrozpaczona – przyznała Ewelina, spuszczając głowę. – Po rozwodzie zostałam sama, z dzieckiem, a teraz jeszcze ta ciąża. Nie wiedziałam, co robić.
Dorota ciężko westchnęła.
– Mogłaś poprosić nas o pomoc. Byłybyśmy przy tobie. Ale ty wybrałaś coś takiego…
Alicja bez słowa zaczęła zbierać swoje rzeczy.
– Dokąd idziesz? – spytała Dorota. – Jest późno. Lepiej zostań do rana.
– Nie mogę tu być – odpowiedziała Alicja, a łzy spływały jej po policzkach. – Zamówię taksówkę i wrócę do domu.
– Jadę z tobą – powiedziała Dorota zdecydowanie. – Nie zostawię cię samej.
Ewelina siedziała na kanapie ze spuszczoną głową.

– Alicja… przepraszam. Zazdrościłam ci szczęścia. Przepraszam.
Alicja zatrzymała się w progu i obejrzała przez ramię.
– Nie zniszczyłaś tylko naszej przyjaźni. Zniszczyłaś też moje zaufanie do ludzi. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiała ci wybaczyć.
W taksówce, która pędziła nocną drogą, Alicja milczała, patrząc na światła przemykające za szybą. Dorota nie próbowała jej zagadywać. Rozumiała, że przyjaciółka potrzebuje przestrzeni, choć siedziała obok niej na wyciągnięcie ręki.
– Wiesz, czego się boję? – odezwała się w końcu Alicja. – Że przez chwilę jej uwierzyłam. Zwątpiłam w Pawła. W nas.
– To normalne – odpowiedziała cicho Dorota. – Każdy by zwątpił, słysząc coś takiego.
– Nie powinnam! – Alicja uderzyła pięścią w kolano. – Znam Pawła cztery lata. Nigdy nie dał mi powodu, żebym mu nie ufała. A wystarczyło jedno oskarżenie i byłam gotowa uwierzyć w zdradę.
– Byłaś w szoku – Dorota położyła jej dłoń na ramieniu. – Wszystko się ułoży. Prawda i tak zawsze wychodzi na jaw.

– Tak – Alicja uśmiechnęła się gorzko. – Moja najlepsza przyjaciółka okazała się zdrajczynią, gotową zniszczyć moje szczęście dla własnej korzyści.
– Ewelina zrobiła coś strasznego – westchnęła Dorota. – Ale była zdesperowana. Sama, z dzieckiem, bez oparcia…
– Ty jej bronisz? – w oczach Alicji błysnął gniew.
– Nie – odparła Dorota twardo. – Próbuję zrozumieć. To nie to samo.
Milczenie znów wypełniło samochód. Kierowca włączył radio, z głośników popłynęła cicha, ciepła melodia, zupełnie niepasująca do ciężaru tej nocy.
– Zadzwonię do Pawła – powiedziała w końcu Alicja.
Paweł odebrał. Przez chwilę tylko słuchał jej urywanego głosu, a potem spokojnie obiecał, że spotka się z nią o świcie w parku, żeby razem zdecydować, jak mają żyć dalej.