– Nie jesteś naszą rodziną – powiedziała Zofia, wkładając kawałki mięsa z talerza swojej synowej z powrotem do garnka.
Anna zamarła przy kuchni, trzymając talerz w rękach. Na nim pozostał jeszcze sos od gulaszu, który dopiero co przygotowała Zofia. Kawałki mięsa znikały jeden po drugim, jakby jej teściowa liczyła je bardzo dokładnie.
– Przepraszam? – zapytała Anna, nie mogąc uwierzyć własnym uszom.
– Co tu jest niezrozumiałego? – Zofia wytrzepała ręce o fartuch i odwróciła się w stronę synowej. – Nie przyjęliśmy cię do rodziny. Sama się do nas przyplątałaś.
Na kuchni zapadła cisza, słychać było jedynie bulgotanie zupy na kuchence. Anna postawiła talerz na stole i odrzuciła kosmyk włosów z czoła. Jej dłonie drżały.
– Zofio, nie rozumiem. Przecież jesteśmy z Pawłem w małżeństwie już pięć lat! Mamy córkę…
– I co z tego? – przerwała teściowa. – Liza jest nasza, to prawda. Ale ty na zawsze pozostaniesz obca.
Drzwi kuchni otworzyły się i wszedł Paweł. Rozczochrane włosy, rozpięta koszula, widać było, że zdrzemnął się na kanapie po pracy.
– Co tu się dzieje? – zapytał, rozglądając się po żonie i matce. – Dlaczego krzyczycie?
– Nie krzyczymy – odpowiedziała spokojnie Zofia. – Po prostu rozmawiamy. Tłumaczę twojej żonie, jak powinna zachowywać się w naszym domu.
Paweł zmarszczył brwi i spojrzał na Annę. Stała blada, zaciskając usta.
– Mamo, co powiedziałaś?
– Prawdę. Mięso nie dla wszystkich. Rodzina duża, a kawałków mało.
Anna poczuła, jak w gardle ściska ją gulka. To wszystko. Pięć lat uważała siebie za część rodziny. Pięć lat starała się dogodzić teściowej, znosiła jej kąśliwe uwagi, liczyła, że z czasem relacje się poprawią.
– Paweł, pojadę do domu – powiedziała cicho do męża. – Do mamy.
– Jaki jeszcze dom? – oburzyła się Zofia. – Twój dom jest teraz tutaj. Czy myślisz, że możesz przychodzić i odchodzić, kiedy tylko ci się podoba?
– Mamo, wystarczy – Paweł podszedł do Anny. – Co się stało?
Anna milczała. Jak wytłumaczyć mężowi, że jego matka właśnie dała jej do zrozumienia, że tu nie istnieje? Że nawet talerz gulaszu dla niej jest już za wiele?
– Zbiorę Lizę – powiedziała zamiast odpowiedzi. – I zawiozę ją do mamy na weekend.
– Po co? – ożywiła się Zofia. – Babcia obok, po co dziecko gdzieś taszczyć?
– Babcia uważa, że jej matka nie jest rodziną – odpowiedziała cicho Anna. – Może i wnuczce znajdzie się gdzieś lepsze miejsce.
Odwróciła się i wyszła z kuchni. Paweł chwycił ją za rękę.
– Aniu, czekaj! Wyjaśnij, co się stało.
Anna spojrzała na niego. Mąż patrzył na nią z niedowierzaniem, a teściowa stała przy kuchence, udając, że miesza zupę.
– Zapytaj mamę – powiedziała Anna. – Ona ci lepiej wytłumaczy.
W pokoju dziecięcym trzyletnia Liza bawiła się lalkami. Gdy zobaczyła mamę, podbiegła radośnie.
– Mamusiu! Patrz, karmię Kasię!
– Brawo, córeczko – Anna przykucnęła i objęła dziecko. – Chcesz jeść?
– Chcę! Babcia powiedziała, że dziś będzie gulasz.
– Będzie, słoneczko. Tylko że pojedziemy z tobą do babci Gosi.
– Do twojej mamy? – ucieszyła się Liza. – Hurra! A tata pojedzie?
– Nie, tata zostanie w domu.
Anna zaczęła pakować rzeczy dziecka do torby. Sukienki, rajstopy, zabawki – wszystko, co będzie potrzebne na kilka dni. Gdy układała ubrania, do pokoju zajrzał Paweł.
– Aniu, co to za przedszkole? Z powodu jakiejś głupoty wyjeżdżać?
– Przedszkole? – Anna wyprostowała się i spojrzała na męża. – Twoja matka powiedziała mi, że nie jestem rodziną! Odebrała mi jedzenie! To głupota?
– A ileż razy matka mówi coś dziwnego! – odparł Paweł. – Wiesz, że jest wybuchowa. Jutro zapomni.
– Ale ja nie zapomnę, Pawle! Nie pierwszy raz.
– Daj spokój! – Matka po prostu się zmęczyła. W pracy miała kłopoty, stąd wybuch.
Anna uśmiechnęła się, lecz śmiech miał gorzki smak.
– Zmęczona? Pięć lat jest zmęczona?! I wszystko na mnie zrzuca.
– No, to nie zwracaj uwagi!
– Nie zwracać uwagi na to, że w moim własnym domu nazywają mnie obcą? Pawle, sam słyszysz, co mówisz?
Paweł przeszedł się po pokoju, pocierając kark. Gest dobrze mu znany, zawsze tak robił, gdy nie wiedział, co powiedzieć.
– Aniu, dokąd masz zamiar iść? Jesteśmy rodziną. Mamy dziecko.
– Właśnie dlatego wyjeżdżam. Nie chcę, żeby Liza słyszała, jak jej matkę upokarzają!
– Kto cię upokarza? – Matka wyraziła swoje zdanie.
– Swoje zdanie? – Anna przestała układać rzeczy i spojrzała na męża. – Pawle, zabrała mi jedzenie! Powiedziała, że jestem obca! To jest jej zdanie?
– Może powiedziała to ostro. Ale wiesz, matka przez całe życie sama prowadziła naszą rodzinę. Ojciec odszedł wcześnie, a ona nas wychowywała. Przyzwyczaiła się do kontrolowania wszystkiego.
– I co, mam teraz do końca życia znosić jej kontrolę?
Paweł usiadł na krawędzi łóżka i wziął żonę za ręce.
– Aniu, nie kłóćmy się. Porozmawiam z mamą, wyjaśnię.
– Co wyjaśnisz? Że też jestem człowiekiem? Że mam uczucia?
– Tak, powiem, żeby nie była niemiła.
Anna pokręciła głową.
– Pawle, nie chodzi o niemiłość. Chodzi o to, że twoja matka mnie nie akceptuje! I wiesz o tym.
– Pięć lat to za mało?! Ile jeszcze czekać?
Z kuchni dobiegł głos Zofii:
– Pawle! Chodź na kolację! Wszystko ostygnie!
Paweł wstał.
– Chodźmy, zjemy normalnie. Potem porozmawiamy.
– Nie, dziękuję. Nie mam apetytu.
Mąż postał chwilę, potem wyszedł. Anna słyszała, jak rozmawia z matką w kuchni, lecz nie mogła wychwycić słów. Głosy raz podnosiły się, raz cichły.
Wyjęła telefon i wybrała numer matki.
– Mamo? To ja. Możemy przyjechać na kilka dni?
– Oczywiście, córeczko. Co się stało?
– Opowiem później. Teraz wyjeżdżamy.
– Dobrze. Ugotowałam barszcz, wystarczy dla wszystkich.
Anna mimowolnie się uśmiechnęła. Spakowała Lizę, pocałowała ją w ciepłe włosy, włożyła kurtkę i wyszła z mieszkania. Za sobą cicho zamknęła drzwi, a w zamku metaliczny klik pozostał na stoliku w przedpokoju. W samochodzie Anna odpaliła silnik, spojrzała w lusterko: za oknem paliło się samotne światło w kuchni. Potem ruszyła i nie obejrzała się już za siebie.
