Mama zostawiła nas w sierocińcu tuż po Nowym Roku…
Było to zdarzenie, które wstrząsnęło całym naszym światem. Dziewczynki płakały, nie rozumiejąc, dlaczego ich życie nagle się zmieniło. Były przyzwyczajone do ciepła rodzinnego domu. Kiedy matka skupiała się na swoim życiu osobistym, a robiła to nieustannie, siostry, Zuzanna i Magda, mieszkały u babci. Jednak gdy nadszedł śnieżny grudzień, babci już nie było, a matka postanowiła oddać nas do internatu. Nie była kobietą lekkich obyczajów, nie piła, nie paliła – ale czy to było sprawiedliwe, że byłyśmy skazane na samotną walkę, podczas gdy ojciec żył według własnych reguł?
Matka odpięła płaszczyk Magdy, mówiąc: „Nie płaczcie, okoliczności tak się ułożyły, to nie moja wina. Tutaj będzie wam dobrze, potem mi podziękujecie!”. Magda miała zaledwie trzy lata i jeszcze nie pojmowała w pełni, co się dzieje. Jednak patrząc w surowe oczy matki i przerażoną twarz starszej siostry, siedmioletniej Zuzanny, czuła, że wszystko jest złe. Matka syknęła: „Nie hańbcie mnie, przecież nie odchodzę od was. Ułożę sprawy i przyjdę po was na Wielkanoc!”. Dziewczynki, wciąż łkając, ucichły – mama obiecała powrót!
Przyzwyczajenie do internatu było trudne, mimo że wychowawcy okazywali im sympatię i współczucie za brak śmiałości, mądrości i wzajemnej troski. Zuzanna przyciągała uwagę poważnymi, ciemnymi oczami, a Magda przypominała białego, serdecznego pączka. Magda ciągnęła Zuzannę za rękaw: „A kiedy Wielkanoc? Ona przyjdzie i zabierze nas do mamy?”. Zuzanna cierpliwie tłumaczyła po raz setny: „Wielkanoc to taki wiosenny święty czas, pamiętasz, jak babcia farbowała jajka?”. Magda kiwała głową, ale gdy wspominała babcię, na jej rzęsach pojawiały się łzy. Zuzanna sama chciała wiedzieć, kiedy nadejdzie Wielkanoc. Poszła z tym pytaniem do wychowawczyni. Pani Iwona zdziwiła się – zwykle dzieci czekają na Nowy Rok i Mikołaja albo na urodziny. Mimo to podarowała Zuzannie mały kalendarzyk: „Widzisz, tego dnia będzie Wielkanoc, obwiązałam go kółkiem. A teraz to dzień dzisiejszy. Każda cyfra to jeden dzień. Gdy byłam w szkole, skreślałam dni do wakacji”. Zuzanna zaczęła również skreślać daty, a lista dni do przyjazdu mamy stawała się coraz krótsza.
Rankiem w Wielkanoc Magda pobiegła do Zuzanny, ściskając w rączce czerwone jajko: „Zuzia! Dziś mama przyjdzie, jestem taka szczęśliwa! A ty, Zuzanko, też szczęśliwa?”. Zuzanna nie mogła się doczekać mamy. Początkowo oczekiwanie sprawiało radość, lecz po drzemce Zuzannie chciało się płakać. Magda ciągle biegała wokół i jęczała. Pod wieczór, gdy Zuzanna zrozumiała, że mama ją oszukała, pocieszała młodszą: „Może autobus się spóźnił, słyszałam, że drogi są fatalne! Wychowawcy też tak mówią. Nie płacz, Magdo, autobus przyjedzie, a mama jutro na pewno zawita. Na razie noc spędzi w wiosce”. Młodsza kiwnęła głową, przełykając łzy. Ale matka nigdy nie wróciła, choć dziewczynki każdego dnia wymyślały nowe wymówki.
Pewnego ranka Zuzanna nie znalazła Magdy. Wychowawcy wyjaśnili, że matka ją zabrała. Dopiero później Zuzanna dowiedziała się, że matka napisała na nią rezygnację. Jednak los okazał się łaskawy: po dwóch latach odnalazła ją ciotka od strony ojca. Ciotka Lena była dobrą kobietą, a Zuzanna sama nie zauważyła, kiedy zaczęła nazywać ją mamą. Czułość ciotki i jej rodziny powoli leczyła rany w sercu Zuzanny, a o matce i siostrze starała się nie myśleć. Choć wiedziała, że Magda była wtedy malutka i nie do końca rozumiała sytuację, i tak…
Minęły lata. Zuzanna ukończyła studia pielęgniarskie, wyszła za mąż, urodziła syna. Żyli skromnie, lecz szczęśliwie. I nagle przyszło list od Magdy!
„Cześć, moja ukochana siostrzyczko! Pewnie mnie już nie pamiętasz? Pamiętam tylko twoje warkocze i kratkowane kapcie. Tak bardzo chcę cię zobaczyć! Wróciłyśmy niedawno do naszej dzielnicy, mieszkamy w Brzozówce. Jeśli nie masz nic przeciwko, mogę przyjechać do ciebie w odwiedziny?”
Zuzanna wzruszyła ramionami – dziwne, że sama nie zaprasza, a jednak chce przyjść… Mimo to zgodziła się.
Magda, w błękitnej kurteczce, kuśtykając lekko, biegła na spotkanie z siostrą, radośnie machając ręką! Rozpoznała ją w tłumie na dworcu, mocno przytuliła i wybuchła płaczem: „Siostrzyczko, od razu wiedziałam, że to ty, moja Zuzanko! Od razu, wierzysz mi?”.
Zuzanna niezbyt przyjemnie mruknęła, że była płaczką i taka pozostała, a w jej oczach pojawiło się ciepło.
Po kolacji Magda opowiadała:
„Nie gniewaj się na mamę, wujek Sławek od razu powiedział, jak się poznali, że mama weźmie nas z dziećmi. Tylko się przestraszyła, że od razu dwie! Później u wujka i mamy urodził się syn, a potem córka! Weronika, taka malutka! Nie gniewaj się! Wujek Sławek dobrze zarabia, jest świetnym stolarzem, zawsze ma mnóstwo zleceń. Czasem jeździmy na południe. W siódmej klasie byk mnie podniósł na rogi, na szczęście nic więcej się nie stało. A jak widzisz, kulam się… Jakie masz, Zuzanko, pyszne ciasto? Dasz mi przepis?”.
Zuzanna spytała: „A ty pracujesz? Uczysz się? Masz przyjaciół? Jesteś taka śliczna!”.
Magda zawahała się: „Po tym wszystkim długo dochodziłam do siebie, wydano na mnie mnóstwo pieniędzy… Pomagam w domu albo wujkowi przy zleceniach… Mama pracuje w administracji jako księgowa. A przyjaciół mam niewielu. I kulam się… ale przywykłam”.
Zuzanna namówiła Magdę, by została na noc, obiecując, że odprowadzi ją na pierwszy autobus. Siostra zasnęła, ledwo głowa dotknęła poduszki. Zuzanna przypadkiem zerknęła na jej ubrania, starannie złożone na krześle. Wszystko było czyste, ale zużyte i wielokrotnie łatane! W szpitalu salowe i tak lepiej wyglądały, a w odwiedziny tym bardziej!
Zuzanna wstała o trzeciej nad ranem, obudziła męża i poprosiła, by natychmiast zawiózł ją do Brzozówki. Mąż narzekał, ale po chwili pojechali. W drodze Zuzanna tłumaczyła wszystko, najpierw mąż był zły, później kiwnął głową w zgodzie.
Zuzanna bez trudu znalazła dom matki. Serce waliło jak oszalałe, gdy pukała do drzwi. Otworzyła je matka, nie poznając jej. Zuzanna natychmiast rozpoznała mamę – choć starsza, wciąż była piękna i zadbana. Dziewczyna powiedziała:
„Dzień dobry, mamo! Spotkałyśmy się w końcu…”.
Matka pozdrowiła obojętnie, jakby Zuzanna była natrętną sąsiadką, a nie córką. Potem zapytała chłodno: „A Magda gdzie? W oborze? Niech wraca do domu, trzeba przygotować śniadanie dla dzieci, wczoraj nie posprzątane. No i wejdź, skoro przyjechałaś…”.
Zuzanna starała się mówić spokojnie: „Magda zostanie u mnie. Zbierz jej ubrania i rzeczy… Jeśli możecie, dajcie też trochę pieniędzy. Ułożę Magdę do pracy jako salową, później nauczy się zawodu. I nogę trzeba jej leczyć, taka piękność, a kulawa! Słyszysz, mamo?”.
Matka wydęła wargi, jak zwykle, gdy coś jej się nie podobało, i powiedziała: „Wynoś się stąd, obrończyni, a po Magdę przyjdziemy sami! Żeby więcej cię nie widzieć przy niej!”.
Zuzanna zdecydowanie pokręciła głową i spojrzała matce w oczy, mówiąc wyraźnie: „Po pierwsze, nie Magda, tylko Magdusia! Swoją krowę nazywaj Magdą, którą teraz będziesz doić rano, paniusiu! Chcesz, mogę od razu pół wsi zebrać? I wszyscy dowiedzą się, jak przykładna ciotka z administracji porzuciła swoje dzieci w sierocińcu! Czy twoje koleżanki w wiosce są wierne, czy znajdą się te, które ci tego nie wybaczą? Chcesz uciekać i zabrać Magdę, a ja rozgłoszę to po całym kraju!”.
Matka skrzywiła się, zniknęła w domu, trzasnąwszy drzwiami. Po pół godzinie wyszedł chudy, garbaty mężczyzna z plecakiem:
„Dzień dobry, nazywam się Sergiusz. Oto rzeczy… Przekażcie Ludmile (tak zawsze nazywałem Magdę) pozdrowienia ode mnie, oby wszystko było dobrze. Pieniądze też damy, postaram się. Naprawdę, ile lat dziewczynka spędziła jak Kopciuszek u własnej matki? Powiedziałem jej… Ale nie gniewaj się na matkę, życie bywa trudne…”.
Zuzanna szła z plecakiem do samochodu męża i myślała: życie naprawdę bywa trudne. A czy to jest łatwe? By uniknąć pijanych mężczyzn, by kobiety nie porzucały dzieci dla „facetów”, by siostry i bracia nie zapomnieli o sobie nawzajem?
Mama oddała nas do sierocińca tuż po Nowym Roku…