PODDAJĄC SIĘ UCZUCIOM
Dzisiaj mama znowu zaczęła swoje:
Anieczko, opamiętaj się! Twój wybraniec ma osiemnaście lat, a ty dwadzieścia sześć! Cudowna para, nie można oderwać wzroku! Co on ci da? Same kłopoty. Koledzy będą się z ciebie śmiać. Nauczycielka zakochała się w uczniu – gdzie coś takiego widziano? Zrezygnuj z pracy w szkole z własnej woli, zanim wyrzucą cię za niemoralność.
A moje serce pękało na kawałki. Tak się złożyło, że pokochaliśmy się z Dimą. Tak, jest młodszy i jest moim uczniem. Ale za rok skończy szkołę. Pobierzemy się, a różnica wieku stanie się nieistotna. Trzeba tylko trochę poczekać. Nie jestem w stanie się z nim rozstać. Dima to moja pierwsza miłość.
Mama oczywiście dramatyzowała, jakby wszyscy wiedzieli o naszym związku. Spotykaliśmy się z Dimą w tajemnicy. Chociaż rozumiałam: taka wiadomość rozniesie się po szkole w mgnieniu oka. Ale nie mogłam się powstrzymać, płonęłam w jego ramionach, łapałam każde spojrzenie. Zdawałam sobie sprawę, że daję zły przykład. W końcu jako nauczycielka powinnam zasiewać mądrość i wartości wieczne.

Moja matka też jest pedagogiem i dla niej moje postępowanie było niewytłumaczalne. Na próżno podzieliłam się z nią moją niepokojącą radością. Nie doczekałam się wsparcia. Ile razy w myślach zrywałam z Dimą? Nie zliczyć. Ale wystarczyło go zobaczyć i wszystko: serce zamiera, zapiera dech, mam gdzieś zakazy, kocham!
Z Dimą czułam się jak młoda głupia dziewczyna. Był prymusem, wysportowanym, rozsądnym. Koleżanki z klasy chodziły za nim jak cienie, a ja musiałam w duchu zazdrościć. W sercu czułam zarówno radość, jak i niepokój.
Zabrzmiał ostatni dzwonek. Dima dostał się na uniwersytet. A ja zaszłam w ciążę.
Mama, zauważając zmiany, nie mogła się powstrzymać:
Wystarczy już tych wybryków, kochani. Co teraz? Będziesz się jej pozbywać? Nie posłuchałaś, teraz musisz ponieść konsekwencje, głuptasie.
Nie, nie będę.
Urodziła się nasza Maszia. Dima nie spieszył się z małżeństwem. Studia były dla niego ważniejsze. Ogólnie zaczął się oddalać, unikał spotkań, „zapominał” dzwonić. Życie studenckie, nowe znajomości. Wkrótce się rozstaliśmy. Zstąpiłam z nieba na ziemię. Zostałam sama z córką. I nikomu nie można powiedzieć, że romans był z uczniem – zaczną się plotki.
Mama, widząc mój stan, pocieszała mnie:
Czuję, że coś jest nie tak między tobą a Dimą. Nic się nie stało, Ania, nawet w popiele żyje iskra. Przestań się dręczyć, wszystko się ułoży.

Minęły dwa lata. Nie widzieliśmy się. A do mnie zaczął przychodzić chłopak z pieskiem. Tak go nazywałam – „chłopak z pieskiem”. Z Serżem poznaliśmy się w parku: ja spacerowałam z wózkiem, a on ze szczeniakiem rasy taks, Barsikiem. Zaczęliśmy rozmawiać, zbliżyliśmy się do siebie
Sierioża okazał się serdeczny, z dobrym poczuciem humoru, emanował ciepłem. Zaczęliśmy romans. Masienkę i Barsika zostawialiśmy z mamą, a sami biegaliśmy do kina, do kawiarni. Mama się cieszyła:
Idźcie, bawcie się, póki jesteście młodzi. A ja posiedzę z wnuczką i pieskiem.
Potem przeprowadziliśmy się z Maszą do Sierżego. Żyliśmy spokojnie, bez burz.
Pewnego razu zadzwoniła mama, wzburzona:
Anya, przyszedł ojciec Maszki. Krzyczał na schodach, domagał się ciebie. Przestraszyłam się i podałam mu adres. Oto jaki jest twój ulubiony uczeń: na pozór aksamitny, a jednak gotowy do użądlenia.
Dobra, mamo, nie martw się, uporamy się z tym.
Wkrótce pojawił się Dima:
Cześć, Ania. Widzę, że nieźle sobie radzisz. Pojawił się mąż, wychowuje moje dziecko. Na jakiej podstawie?
Dima, a gdzie dowody, że Masza jest twoja? Sam się jej wyrzekłeś. Jakie masz pretensje?
Zmiękł:
Anieczko, ja po prostu… Może znowu będziemy razem? Przecież się kochaliśmy.
Kochałam. Sierioża pomógł mi zapomnieć. Dzięki za „romans”. Straciłeś, nie odzyskasz. Żegnaj.
Wyprowadziłam go za drzwi.
Kiedy przyszedł Sierioża, od razu zauważył mój stan:
Coś się stało?
Opowiedziałam o wizycie Dimy.

Bzdura. Tęsknił, to się zdarza. Chodźmy na kolację, żono.
Jaką ja jestem dla ciebie żoną? W paszporcie nie ma pieczątek – uśmiechnęłam się.
Anya, wyjdź za mnie! Sierżo uklęknął.
Bał się, że były mnie zabierze? – roześmiałam się.
Bał się. Więc zgadzasz się?
Zastanowię się.
Latem wzięliśmy ślub. Sierioża adoptował Maszę. A rok później urodził się syn, Wania. Zbudowaliśmy rodzinne gniazdko.
Dima już nas nie niepokoił. Słyszałam, że ożenił się z koleżanką ze studiów, ale ona uciekła z żołnierzem, zostawiając mu trzymiesięczne dziecko.
Lata minęły niepostrzeżenie. U nas z Sierżem mamy już siwiznę na skroniach.
Masza wyszła za mąż za Włocha i wyjechała. Wzięła ze sobą wnuka Barsika:
Przynajmniej ktoś będzie ogrzewał jej duszę na obczyźnie.
Jedynym zmartwieniem jest Wania. Syn ma dwadzieścia dwa lata, studiuje na uczelni i jest zakochany w wykładowczyni literatury. Wydaje się, że ona odwzajemnia jego uczucia.
To jakby jakiś los. Nie wiem, jak zareagować. Zabronić mu? To bez sensu, syn, tak jak ja kiedyś, kocha bezgranicznie. Tylko że jego wybranka jest mężatką i wychowuje dwie córki.

Wania, sam zdecyduj. Ale nie rani jej. Bądź mężczyzną. Dobrze to przemyśl.
Mamo, ty i tata jesteście dla mnie wzorem. Dziękuję, że nie pouczacie mnie.
Nie było ślubu. On i Marina pobrali się po cichu. Po pewnym czasie urodziła się Lisa.
Cóż zrobić, miłości nie da się powstrzymać.
Wniosek: Życie jest jak książka: przeglądasz strony, a potem zdajesz sobie sprawę, że najciekawsze rozdziały zostały napisane wbrew logice. Najważniejsze, żeby nie bać się żyć i nie żałować swoich wyborów.
