BĘDZIESZ TYLKO MOJA – NIKOMU CIĘ NIE ODDAM!

Inna, wyjaśnijmy to sobie od razu. Będę cię utrzymywał, a ty nie będziesz rościć sobie praw do mojego majątku. Wszystko trafi do dzieci. Zgoda? – zapytał mój nowy mąż, patrząc na mnie pytająco.

Zgoda, Sierżo – westchnęłam.

Tę umowę zawarliśmy pięć lat temu.

Nigdy nie marzyłam o małżeństwie. Dobrze mi było samej. Pewnie jestem kompletną egoistką. Przyzwoita praca, własne mieszkanie, przyjaciółka, kot. Czego chcieć więcej?

Ale czas mijał. Przyjaciółki znalazły mężów, miały dzieci, a moja najlepsza przyjaciółka Katia wyjechała z rodziną do Włoch.

Gdy spotykam znajomych, od razu pada pytanie: „No i jak, już czy jeszcze?”.

Co odpowiedzieć? Już próbowałaś, czy wciąż czekasz?

A potem poznałam faceta. Pomyślałam: a czemu by nie wyjść za mąż? Zmienię status. Byłam starą panną, stanę się mężatką. Okręciłam mojego Valerkę, zanim się zorientował. Niezły facet. Spokojny, zręczny, świetnie gotował. Tylko że go nie kochałam. I nie mogłam się do tego zmusić. Valera starał się mi dogodzić, ale

Przeżyliśmy razem trzy lata. A potem nagle zmarł. Nie miał nawet czterdziestu lat. Serce. Śmierć nie pyta, kiedy ma nadejść. Zaczęły się wyrzuty sumienia. Obwiniałam się za obojętność. Postanowiłam: koniec, nigdy więcej za mąż!

Katia dzwoniła, chwaliła się włoskim życiem, zapraszała w goście. Spakowałam się i poleciałam do Mediolanu. Wszystko było dla mnie nowością.

Katia bez przerwy paplała o swoim życiu.

Inna, dzisiaj jesteśmy zaproszeni na urodziny szefa mojego męża. Pójdziesz? Już mu o tobie opowiedziałam. Anton nie może się doczekać, żeby cię poznać. Pokazałam mu twoje zdjęcie! – paplała przyjaciółka.

Oszalałaś? Po co mi on? Włoski facet. Nie pójdę! – broniłam się.

Ależ jesteś głupia! Anton to idealny facet! Rozwiedziony, szuka partnerki, ma dwóch dorosłych synów. Nie przegap tej szansy! – nie dawała za wygraną Katia.

No dobrze, pomyślę o tym – poddałam się. Kto by pomyślał, jak bardzo będę jej potem wdzięczna!

Nie ma co myśleć! Wyprowadzimy cię za niego za mąż! – oświadczyła nagle Katia.

Wydawało mi się, że wszystko już za mnie zdecydowano. No cóż, pójdę. Nie chciałam urazić przyjaciółki.

Wieczorem poszłyśmy z Katką i jej mężem do Antona.

Powitał nas imponujący mężczyzna w średnim wieku. Zaniemówiłam. Takim przystojnym i czarującym okazał się mój „narzeczony”. Anton ucałował mi dłoń i zaprosił do stołu. Byłam gotowa wyjść za niego nawet teraz. Przez cały wieczór wymienialiśmy spojrzenia, uśmiechaliśmy się i żartowaliśmy.

Nawiasem mówiąc, Anton całkiem nieźle mówił po rosyjsku. Okazało się, że jego babcia pochodziła z Tweri. Ogólnie rzecz biorąc, super! Nie brakowało nam tematów do rozmowy.

W końcu wymieniliśmy się numerami telefonów. Na wszelki wypadek. Życie jest nieprzewidywalne.

Po wizycie wróciłam do domu pełna energii.

Teraz myślałam tylko o Antonie. Chciałam kochać i być kochaną. Często dzwonił. Rozmowy trwały godzinami. Wydawało się, że znamy się od stuleci.

W końcu Anton poprosił mnie o rękę. Nie zastanawiając się, pojechałam do Mediolanu.

Anton przywitał mnie na lotnisku z ogromnym bukietem szkarłatnych róż. Mój przyszły mąż klęczał przy schodkach samolotu. Zarumieniłam się. Wszyscy wokół zamarli, obserwując to, co się działo. Anton wręczył mi kwiaty i namiętnie mnie pocałował. Potem podniósł mnie na ręce i zaniósł do taksówki. Widzowie zaczęli klaskać.

Przyjechaliśmy do jego domu. Trzy dni szalonej namiętności minęły w mgnieniu oka. To było jak błysk. Żadnych zbędnych słów, wszystko i tak było jasne.

Potem Anton zorganizował spotkanie rodzinne: zaprosił synów i matkę. Byłam w szoku.

Dwaj żonaci synowie spojrzeli na mnie oceniająco i ledwo zauważalnie skinęli głowami: jakby chcieli powiedzieć, że tylko ciebie nam brakowało. Matka, sądząc po wyglądzie, miała ze sto lat. Siedziała dostojnie w wózku inwalidzkim. Ani synowie, ani matka nie znali ani słowa po rosyjsku.

Pomyślałam: oto cała rodzinka! Czy to naprawdę mnie spotkało? Anton wyczuł niezręczność, ale rytuał zapoznania się został dopełniony, więc można było zasiąść do stołu. Nie trzeba było koniecznie rozmawiać, można było po prostu jeść.

Na szczęście wszyscy mieszkali osobno. Synowie w innym mieście, matka w domu spokojnej starości. Miała dokładnie 93 lata.

Kiedy wszystkie formalności związane z przeprowadzką zostały załatwione, a ślub się odbył, Anton postawił warunek: po jego śmierci cały majątek ma trafić do synów. A dla mnie godny pogrzeb. Zgodziłam się. Wszystko poświadczyliśmy u notariusza.

Ale synowie mi nie wierzyli. Ciągle wtrącali się w nasze życie. Nie było spokoju. Anton co tydzień woził mnie to do dzieci, to do matki. Cierpiałam jak mysz pod miotłą.

Po pierwsze, nie pracowałam. Po drugie, dwa razy w roku leciałam do Europy. Po trzecie, szalenie kochałam męża. Plusy przeważały nad minusami.

Tak minęły cztery lata. I nagle Anton poważnie zachorował. Położył się i nie wstawał. Opieka nad nim, wizyty u matki, napięte relacje z synami – wszystko spadło na mnie. Życie się zatrzymało.

Po roku mojej opieki Anton zmienił testament na moją korzyść. Nawet o tym nie miałam pojęcia.

Za to synowie następnego dnia stali w progu. Jak to się mówi, nasz Fedotka zadrżał w kolanach. Rozmowa była nieprzyjemna. Synowie, wbijając we mnie nienawistne spojrzenia, namawiali ojca, by się opamiętał: żon, mówili, jest wiele, a synowie są na zawsze.

Siedziałam cicho. Widziałam, że Anton jest zmęczony. Poprosiłam wszystkich, żeby się uspokoili i mnie wysłuchali. Już całkiem nieźle mówiłam po włosku.

Nie martwcie się, chłopcy. Nie chcę niczego poza zdrowiem waszego ojca. Nigdy nie robiłam sobie złudzeń.

Synowie zawołali żony. Te czekały na podwórku, siedząc na ławce. Przyszły dwie signore. Spojrzały na mężów, a ci skinęli głowami. Anton poprosił wszystkich, żeby wyszli, oprócz mnie.

Inna, naprawdę rezygnujesz ze wszystkiego? Dlaczego? Zostaniesz z niczym – zdziwił się.

Najważniejszy jesteś dla mnie ty. Reszta nie ma znaczenia. Wracaj do zdrowia, Serioż! Ledwo powstrzymałam łzy.

I to była prawda.

Anton nie poddawał się, walczył. A kiedy poinformowałam go, że spodziewam się dziecka, jego stan znacznie się poprawił.