Bez kochanki – jak bez powietrza: nie da się żyć!

Przyznaję, jestem niepoprawnym grzesznikiem. Żałuję, ale historia ciągle się powtarza.

Świeta, błagam, zrezygnuj z tego dziecka! Przecież nie mamy ani grosza. Czy nasz Vitka ci nie wystarcza? Trzeba go najpierw postawić na nogi. Zastanów się, proszę! Jako mąż jestem temu kategorycznie przeciwny! Dusiło mnie oburzenie.

Wowka, nie martw się, damy sobie radę. Rodzice nam pomogą. Wiesz przecież, jak bardzo pragnę córki. Czy to nie wspaniale, że Vitka będzie miał siostrzyczkę? Dorosną razem i będą przyjaciółmi – moja żona Swieta nie ustępowała.

…Uczyliśmy się ze Svetą na tej samej uczelni. Tam się poznaliśmy. Od razu urzekła mnie swoją rozsądnością, inteligencją i jakąś ciepłą, domową mądrością. Wydawało się, że ta dziewczyna jest stworzona do roli żony. Sveta miała łagodny, uspokajający głos i ognistoczerwone włosy. Jeśli chodzi o wygląd, to chyba tyle. Była pulchna, piegowata, niewysoka. Za to miała złoty charakter.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Swiatę, pomyślałem: „Oto ona, moja przyszła żona”. A kiedy poznałem Danielę, od razu zdecydowałem: „A ta będzie moją kochanką”. Daniela uczyła się w równoległej grupie – była ładną, mądrą, zamężną studentką. Rozumowałem jak klasyczny rosyjski prostak: żona dla rodziny, kochanka dla namiętności.

Ale, jak zwykle, wszystko poszło nie zgodnie z planem. Daniela mocno zaprzyjaźniła się ze Svetą i stała się niemal członkiem naszej rodziny.

A ja wciąż marzyłem o kochance. I w końcu ją znalazłem. Marinka nie była zazdrosna o żonę, nie wtrącała się w moje życie i nie domagała się małżeństwa. Po prostu cieszyła się nami. I mi to odpowiadało.

I oto, kiedy w końcu poczułem się jak prawdziwy mężczyzna, Swieta ogłosiła, że jest w ciąży.

…Urodziła się córka, Lisa. Daniela, moja „nieudana” kochanka, została jej matką chrzestną.

Córka była dla mnie jak promień światła. Kochałem ją nad życie. Swieta była nawet zaskoczona, bo przecież tak bardzo sprzeciwiałem się jej pojawieniu się. Szczerze mówiąc, sam nie spodziewałem się takich uczuć.

Natomiast Marinka z nienawiścią traktowała Lizę z daleka. Podczas rzadkich spotkań opowiadałem z zachwytem, jaka jest mądra, piękna i uśmiechnięta. Najwyraźniej Marinka miała tego dość i nasze spotkania przestały się odbywać. Nawet się tym nie przejąłem – cały mój świat kręcił się teraz wokół Liza. Vitka, niestety, pozostawał w cieniu.

I oto, najprawdopodobniej z powodu braku ojcowskiej miłości, mój syn w wieku dziewiętnastu lat zakochał się w dziewczynie o imieniu Katia, starszej od niego o siedem lat. Katia szybko zadomowiła się w naszym domu, jakby zawsze tu mieszkała. Żwawa, pełna energii, „rządziła” nami wszystkimi, a my nawet się nie opieraliśmy. Śniadania, obiady, kolacje – wszystko na jej głowie. Uwielbiała gotować. Witkowi na początku to odpowiadało: troska, czułość, uwaga. Wkrótce jednak stało się jasne, że bardziej przypomina to matczyną opiekę niż związek chłopaka i dziewczyny. Katia nazywała Witkę „Zajkiem”, a on w odpowiedzi „Zajeczko”. Nie obrażała się, całowała go w nos, głaskała po uszach. W końcu się rozstali. Za to Witka zdobył bezcenne doświadczenie.

Kiedy syn przyprowadził Nastię, oniemiałem. Wyglądała jak młoda Orłowa. Bosko piękna, szczupła, skromna. Ja… chyba sam się trochę zakochałem. Starałem się ją rozpieszczać: cukierki, ciastka, lody. Nastia natomiast nie przejmowała się domowymi obowiązkami. No bo po co, skoro wystarczy jedno spojrzenie, a Vitka od razu smaży jajecznicę, parzy kawę, smaruje kanapki. Ja, nawiasem mówiąc, też nie miałem nic przeciwko…

Sweta zauważyła moje żywe zainteresowanie i zaczęła działać za pośrednictwem syna.

Vit, to między tobą a Nastą jest na serio, czy tylko chwilowo? – zapytała żona, udając, że to przypadkowe pytanie.

A co? – udawał, że nie rozumie, Vitka.

A to, że się zdecyduj. Kim ona dla ciebie jest? Współlokatorką? Nie rozumiem jej rodziców, gdzie oni patrzą? Córka gdzieś mieszka, nie wiadomo z kim… – Swieta nie dawała za wygraną.

Mamo, u Nastii ojciec dawno odszedł, matka jest sama. Mieszkają poza miastem. Nie da się wszystkich odwiedzić, żeby się z nimi zapoznać – tłumaczył się syn.

Tak właśnie myślałam! Więc słuchaj: albo się ożenisz, albo… Sweta najwyraźniej chciała uchronić mnie przed pokusą.

No dobrze, mamo – westchnął Vitka.

Tydzień później wraz z Nastą wynajęli mieszkanie i wyprowadzili się.

Tak jest lepiej, mężu. Mniej pokus – Swiata żartobliwie zagroziła mi pięścią.

Trzy miesiące później Vitka wrócił sam.

Co, postanowiliście pograc osobno przed ślubem? – zażartowałem.

Aga. Tylko że każdy będzie miał swój własny ślub – uśmiechnął się syn.

Tak, Katjusza, nie smuć się. Piękności nie powinny spieszyć się z małżeństwem, same będą cierpieć i zamęczą mężów. W końcu faceci zawsze się na nie gapią – Swiata spojrzała na mnie znacząco.

Daj spokój, wszystko w porządku – machnął ręką Vitka.

Kiedy syn przyprowadził Nastię, oniemiałem. Wyglądała jak młoda Orłowa. Bosko piękna, szczupła, skromna. Ja… chyba sam się trochę zakochałem. Starałem się ją rozpieszczać: cukierki, ciastka, lody. Nastia natomiast nie przejmowała się domowymi obowiązkami. No bo po co, skoro wystarczy jedno spojrzenie, a Vitka od razu smaży jajecznicę, parzy kawę, smaruje kanapki. Ja, nawiasem mówiąc, też nie miałem nic przeciwko…

Sweta zauważyła moje żywe zainteresowanie i zaczęła działać za pośrednictwem syna.

Vit, to między tobą a Nastą jest na serio, czy tylko chwilowo? – zapytała żona, udając, że to przypadkowe pytanie.

A co? – udawał, że nie rozumie, Vitka.

A to, że się zdecyduj. Kim ona dla ciebie jest? Współlokatorką? Nie rozumiem jej rodziców, gdzie oni patrzą? Córka gdzieś mieszka, nie wiadomo z kim… – Swieta nie dawała za wygraną.

Mamo, u Nastii ojciec dawno odszedł, matka jest sama. Mieszkają poza miastem. Nie da się wszystkich odwiedzić, żeby się z nimi zapoznać – tłumaczył się syn.

Tak właśnie myślałam! Więc słuchaj: albo się ożenisz, albo… Sweta najwyraźniej chciała uchronić mnie przed pokusą.

No dobrze, mamo – westchnął Vitka.

Tydzień później wraz z Nastą wynajęli mieszkanie i wyprowadzili się.

Tak jest lepiej, mężu. Mniej pokus – Swiata żartobliwie zagroziła mi pięścią.

Trzy miesiące później Vitka wrócił sam.

Co, postanowiliście pograc osobno przed ślubem? – zażartowałem.

Aga. Tylko że każdy będzie miał swój własny ślub – uśmiechnął się syn.

Tak, Katjusza, nie smuć się. Piękności nie powinny spieszyć się z małżeństwem, same będą cierpieć i zamęczą mężów. W końcu faceci zawsze się na nie gapią – Swiata spojrzała na mnie znacząco.

Daj spokój, wszystko w porządku – machnął ręką Vitka.

…Tuż przed Nowym Rokiem pojawiła się u nas nieznajoma kobieta. Swieta otworzyła drzwi.

Cześć, teściowie! Nie spodziewaliście się mnie? Jestem matką Nastii. Gdzie jest wasz syn? Musimy porozmawiać – czuć było od niej alkohol. No cóż, to zrozumiałe, święta tuż tuż…

Spojrzałem na Swiatę: „No i jak, poznałaś rodziców?”

Proszę wejść. Czy mogłaby pani wyjaśnić cel tej wizyty? – zapytała z niepokojem żona.

Cel jest jeden: wasz syn ma poślubić moją Nastę! Nie będzie samotną matką! Jasne?! – kobieta groźnie uderzyła w framugę drzwi.

Z Svetą zaniemówiliśmy.

Nikity teraz nie ma. Wszystko załatwimy – żona delikatnie odprowadziła gościa.

Co zrobimy, Wowa? Zadzwoń do Vitki – Svetka zmęczona usiadła.

Vitka wyszedł w słuchawkach.

– Synku, jak nazwiemy dziecko? – zaczęła z daleka Swieta.

– Co? Żartujesz? – Witka wytrzeszczył oczy.

– Chciałbym. Ale Nastia spodziewa się dziecka. Właśnie przyszła jej matka. Co powiesz?

Witka zaczerwienił się, chwycił się za głowę.

Nie wiem. Zobaczę. Nie widziałem Nastii od pół roku…

Wymieniliśmy spojrzenia ze Svetą.

…Wkrótce Vitka przyprowadził ciężarną Nastię. Stała się jeszcze piękniejsza.

Mamo, zamieszkamy tutaj. Nastia potrzebuje spokoju. W jej domu matka nie daje jej spokoju. Cała wioska już o tym wie, szybko zniknęli w pokoju.