Mówię ci: nie chcę tego dziecka! Chcesz kłopotów? Niech się urodzi, ale nie miej do mnie żadnych pretensji! Andriej krzyczał na Zlatę, wyładowując w powietrze całą swoją złość i irytację. A ona, stojąc przed nim, nie mogła uwierzyć, że takie słowa wypowiedział jej ukochany, ten, do którego przywiązała się całym sercem i któremu oddała się bez reszty.
Zlata i Andrei spotkali się po raz pierwszy w nocnej taksówce, kiedy ona wraz z przyjaciółką Olgą wracała z kawiarni w Moskwie, gdzie świętowały urodziny Olgi. Ta ostatnia przesadziła z winem i do samochodu dotarła tylko dzięki Zlacie, która prawie nie piła alkoholu. Kierowca, wesoły chłopak o imieniu Andrzej, pomógł im wsiąść do samochodu, zawiózł do domu, a nawet oddał Olgi klucze do mieszkania jej rodziców. Tak zaczęła się ich znajomość.

Okazało się, że Andriej był zdecydowanym młodym człowiekiem. Następnego dnia zadzwonił do Zlaty i zaprosił ją na randkę. Potem na drugą, a potem na trzecią. Po tygodniu namawiał ją już, by wprowadziła się do jego kawalerki – własnego mieszkania, które odziedziczył po babci. Mieszkanie było skromne, a remont pozostawiał wiele do życzenia, ale za to było „własne”. Zlata, dwudziestolatka, nie spotkała jeszcze mężczyzny, który traktowałby ją tak poważnie. Była cicha, skromna, nie wyróżniała się urodą, ale w głębi serca była dobra. Pewnego razu przystojny chłopak zaproponował jej randkę, ale po kilku dniach „przechwyciła” go Olga. Zlata się rozpłakała, potem się uspokoiła, zrozumiała, że nie jest go warta, i wybaczyła przyjaciółce. Olga natomiast uważała, że przystojni chłopcy powinni zabiegać o względy pięknych dziewczyn, takich jak ona.
Andrzej codziennie namawiał Zlatę, by wpuściła go do swojego mieszkania, obiecując, że wkrótce złoży dokumenty w urzędzie stanu cywilnego. „Poczekaj tylko, aż zarobię na ślub” – prosił. Zlata uwierzyła, zgodziła się, ale nic nie powiedziała mamie, wiedząc, że ta raczej tego nie zaakceptuje. Rodzice mieszkali we wsi Podolsk, prawie nie odwiedzali córki, zajęci swoim gospodarstwem i chorobą. Dlatego Zlata nie bała się, że dowiedzą się o jej „mężczyźnie”.
Na początku wszystko było cudownie: Zlata pędziła z pracy do domu jak na skrzydłach, przygotowywała coś niezwykłego, starając się prześcignąć każdego „przystojniaka”. Andriej był zachwycony, stawiano go na piedestale, bo stał się pierwszym mężczyzną w życiu Zlaty, co bardzo schlebiało jego męskiemu ego. Poza tym nie wymagano od niego pieniędzy, bo Zlata myślała, że odkłada każdy rubel na ich przyszłe wesele.

Koniec wszystkiego nastąpił pewnego zimowego wieczoru, kiedy Zlata, nieco zawstydzona, powiedziała Andriejowi, że spodziewa się dziecka. W odpowiedzi usłyszała: „Zrób aborcję!”. Co? Jeśli ona chce dziecko, to będzie ich pierwsze, najmądrzejsze i najpiękniejsze?
Mówisz poważnie? Żebym po pracy słuchał krzyków, wąchał brudne pieluchy? – oburzył się. A kto będzie gotował, jeśli ty będziesz zajęta dzieckiem? I skąd weźmiesz pieniądze, kiedy pójdziesz na urlop macierzyński? Na mnie nawet nie licz, nie będę się dla ciebie harował.
Zlata zamarła ze szoku. Gdzie podział się ten czuły Andriusz? Jak mógł zmienić się w potwora? Zebrawszy całą swoją siłę woli, stanowczo odpowiedziała, że za nic w świecie nie zabije dziecka. Wtedy Andriej krzyknął, że nigdy nie uzna go za swojego, chwycił rzeczy i wyszedł.
Tej samej nocy u Zlaty podniosła się temperatura, przeziębiła się na tydzień. Po wyzdrowieniu postanowiła skupić się wyłącznie na dziecku, bo najważniejsze, żeby urodziło się zdrowe. Nastrój się poprawił, pojawił się sens życia.
Osiem miesięcy później, będąc już na urlopie macierzyńskim, Zlata wyszła do klatki schodowej i spotkała Andrzeja z bukietem kwiatów i torbą owoców.
„Cześć!” – powiedział zbyt radośnie. „Przyniosłem coś pysznego. Nie możesz sobie sama kupić, brakuje ci pieniędzy?”
„Nic, dam sobie radę” – odparła krótko.

Zlata ucieszyła się, gotowa była mu wybaczyć. Może zmienił zdanie i teraz staną się prawdziwą rodziną? Ale Andrzej nie chciał wracać, a jedynie uparcie prosił, by wpisać go jako ojca. Mówił, że zrozumiał, jakie to szczęście mieć syna, obiecał płacić alimenty i często pomagać w opiece nad dzieckiem. Zlata miała wątpliwości, ale nie widziała w tym żadnych strat, więc się zgodziła.
Andrzej zaczął pojawiać się raz w tygodniu, przywożąc warzywa, owoce, mleko, zawsze szybko odjeżdżając, ale ciągle powtarzając, że czeka na pojawienie się malucha.
Maluch, nazwany Tema, od razu przypominał tatę. Do Zlaty przyjechała mama, Vera Iliniczna, aby pomóc jej w pierwszych tygodniach. Kiedy Zlata powiedziała, że Andrey chce zapisać syna na siebie, płacić alimenty i widywać się z nim, Vera zastanowiła się: po co mu to, skoro nie zamierza się ożenić? Ale Andrey przekonał ją, obiecując, że pomyśli o ślubie, byleby go nie poganiać.
Po wypisaniu ze szpitala Zlata i Andrei udali się do urzędu stanu cywilnego i nadali Temu nazwisko Andreia. Vera mieszkała u córki jeszcze przez dwa tygodnie, ale nie zdołała namówić jej do przeprowadzki na wieś i wyjechała.
Przez kilka miesięcy wszystko przebiegało spokojnie: Tema rósł, mleka było pod dostatkiem, Andriej zaglądał raz w tygodniu, przynosił pieniądze i żądał pokwitowania. Zlata nie rozumiała jego dziwnego zachowania, aż pewnego dnia wydarzyło się coś strasznego.

Tema skończyła dziewięć miesięcy, więc Olga przyszła do Zlaty z butelką wina, proponując uczczenie tej okazji. Zlata, która nie pije, odmówiła, ale Olga nalegała; wypiła, machając rękami, i rozlała wino na podłogę, głośno się śmiejąc. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Męski głos pytał o Olgę. Zlata otworzyła, ale do kuchni wbiegł nieznajomy mężczyzna, zaczął się kłócić z pijaną Olgą, rzucali naczyniami. Tema się obudził, zaczął płakać, do mieszkania wbiegli policjanci, a wraz z nimi przyszedł Andrey.
Powiedziano im, że ojciec zabiera dziecko, bo w mieszkaniu „pachnie alkoholem”, wszystko jest rozbite, a lodówka pusta. Sąsiadka, ciocia Tonya, mściwa kobieta z piątego piętra, oświadczyła, że w mieszkaniu ciągle są awantury i pijaństwo, i jest gotowa pozbawić Zlatę praw rodzicielskich w sądzie. Zlata próbowała zmusić Olgę do potwierdzenia, że nie piła, ale ślady już zniknęły.
Kiedy Andrei wynosił Temę, Zlata krzyczała, błagała, by zostawili syna, łzy płynęły, ale nic się nie zmieniło. Została sama, upadła na kanapę i straciła przytomność.
Rano, zbierając siły, Zlata poszła na policję. Nikt nie chciał z nią rozmawiać, tylko powtarzali, że dziecku lepiej będzie w zamożnej rodzinie prawowitego ojca. Nie osiągając nic, Zlata wyszła z budynku, oparła się o ścianę i nagle zobaczyła kobietę w mundurze.
Przykro mi, ale widzę, że jest pani dobrą matką. Ojciec pani dziecka jest żonaty z córką bardzo zamożnego człowieka, który nie może mieć dzieci z powodu skutków burzliwej młodości. To wszystko zostało zaaranżowane. Jest pewna możliwość – kobieta zrobiła pauzę, a Zlata zamarła – gdyby była Pani żoną szanowanego człowieka, sąd mógłby orzec na Pani korzyść. Czy ma Pani takiego człowieka? Nawet fikcyjne małżeństwo by Panią uratowało.

Zlata spuściła głowę, nie ma takiego mężczyzny. Kobieta odeszła, a Zlata, nie chcąc wracać do pustego mieszkania, usiadła na ławce przy wejściu i zaczęła płakać.
Przepraszam, czy coś się stało? – usłyszała przyjemny męski głos. – Czy mogę w czymś pomóc?
Wyjdź za mnie – uśmiechnęła się przez łzy Zlata, podniosła głowę i drgnęła.
Przed nią stał wysoki, barczysty mężczyzna około trzydziestu pięciu lat, z ogromną blizną biegnącą przez twarz.
– Jeśli to mnie uratuje, zgadzam się – odpowiedział po prostu, uśmiechając się.
Zlata patrzyła na niego, najpierw z przerażeniem, potem rozjaśnił ją jego uśmiech, a jego niebieskie, dobre oczy napełniły ją nadzieją.
– Czy jest pan szanowaną osobą? – zapytała, znów obawiając się, że może urazić nieznajomego.
– Mam nadzieję, że tak – roześmiał się – nie bez powodu prezydent wręczył mi order.
– W takim razie proszę, ożeń się ze mną – szlochała Zlata – bardzo tego potrzebuję.
Godzinę później Zlata opowiedziała wszystko Maksymowi. Siedzieli przy stole w jego przytulnej kuchni, popijając gorącą herbatę z porzeczkami. Maksym, będący oficerem, zaczerwienił się z oburzenia: jak można tak bezlitośnie pozbawić matkę dziecka? Po wysłuchaniu jej, wziął ją za rękę i zaprowadził prosto do urzędu stanu cywilnego. Jako wojskowy nie musiał czekać i zapisano ich już następnego dnia.

Sąd wziął pod uwagę wszystkie okoliczności, stanął po stronie Zlata, a fałszywi świadkowie pogubili się w obliczu obecności kilku oficerów w mundurach, którzy przyszli jej w obronie. Wieczorem Tema spokojnie zasnął obok mamy.
Zlata starannie okryła syna kocem i poszła do kuchni, gdzie czekał na nią Maksym. Nie wiedział, jak dalej żyć, bo ich małżeństwo było fikcyjne, ale ona już polubiła tego niezawodnego, silnego mężczyznę. Podeszła do drzwi, wciągnęła powietrze, ale on wyprzedził ją:
Zlatuszko, a co, jeśli podaruję Temy’emu jeszcze kilku braczków? Zawsze marzyłem, żeby moje dzieci miały taką wspaniałą mamę. Długo cię szukałem, proszę, zostań moją żoną.
Zlata uśmiechnęła się, zamknęła oczy i przytuliła się do szerokiej, solidnej klatki piersiowej Maksima, nie widząc jego twarzy, ale czując, jak delikatnie i czule obejmują ją jego silne ramiona, które już nigdy nie pozwolą jej cierpieć.
