Maria Pawłowna porzuciła Piotra po czterdziestu latach małżeństwa, wywołując głośny skandal: oskarżyła go, że zrujnował jej całe życie, a Piotr w odpowiedzi stwierdził, że to ona wszystko zepsuła, wrobiła go i skazała na bolesną, samotną starość.

Marina Petrovna opuściła męża po czterdziestu latach wspólnego życia, wywołując głośny skandal: oskarżyła Iwana o to, że zrujnował jej całe życie. Iwan w odpowiedzi krzyknął, że to wszystko jej wina, że go wrobiła i skazała na bolesną, samotną starość. Któremu z nich dać rację? Na początku nie mogłem stanąć po żadnej ze stron.

Wszystko zaczęło się więc od tego, że Marina i Iwan poznali się w Moskwie, polubili się i pobrali. Iwan uchodził za zamożnego: jego ojciec przekazał mu działkę pod Moskwą, gdzie chłopak zaczął uprawiać ziemię i budować dom.

Marinie trudno było wyobrazić sobie życie z dala od miejskiego mieszkania, w którym dorastała z rodzicami. Próbowała to wyjaśnić mężowi, ale on tylko machnął ręką: „Jak można zamienić 20 arów ziemi i 150 m² własnego mieszkania na malutkie mieszkanie na ósmym piętrze?”. Podczas budowy domu nowożeńcy mieszkali w mieszkaniu Iwana u jego rodziców. Marina urodziła trzech synów.

Minął dzień wprowadzenia się do nowego domu, ale Marina nie szukała pracy, tylko spędzała czas na ogródku, który jej się nie podobał, i zajmowała się dziećmi. Kariera Iwana szybko się rozwijała i wielu zazdrościło ich rodzinie. Kiedy przychodzili do nich goście, zachwycali się czystością, porządkiem i stołem uginającym się pod ciężarem różnorodnych potraw. Nikt nie widział, ile sił pochłaniał ten dom i jak mało pozostawało czasu na odpoczynek. Do tego w domu mieszkały dwa duże psy.

Bardziej niż praca, Marinę męczyła niekończąca się krzątanina: wędkowanie nad rzeką Oka, polowania, wyprawy. Ivan uparcie wymagał, by żona towarzyszyła mu wszędzie. Ona z całych sił starała się wpasować w rolę „idealnej żony”, dopóki jej przyjaciele chwalili ich galaretkę i tort „Tulski piernik”.

Iwanowi podobało się takie życie, a Marina z roku na rok coraz wyraźniej rozumiała, że żyje według cudzego scenariusza. Trzeba było zmienić otoczenie, ale nie teraz, dopóki synowie nie skończą szkoły, nie dostaną się na studia, nie znajdą żon i, być może, nie pomogą z wnukami.

Matka Marii zmarła, pozostawiając jej jednopokojowe mieszkanie w Sankt Petersburgu. W wieku pięćdziesięciu lat Marina zaczęła marzyć o spokojnym życiu w tym mieszkaniu. Jednak Ivan wynajął jej mieszkanie lokatorom i zaczął przywłaszczać sobie czynsz. Za te pieniądze kupował drogie prezenty dla przyjaciół i zastawiał wystawne stoły, a Marina ze łzami w oczach liczyła, ile wydaje się rocznie, wyobrażając sobie, jak te kilkadziesiąt tysięcy rubli mogłoby pokryć kilka tygodni we Włoszech lub Hiszpanii. On tylko się roześmiał, lekceważąc jej „burżuazyjne” pragnienia.

„Wszyscy tak żyją” – pomyślała Marina i milczała.

Pewnego razu, wracając z cmentarza, spotkała na przystanku swojego kolegę ze szkoły, Mikołaja. Jest wdowcem, mieszka sam w przestronnym mieszkaniu, radzi sobie, żywiąc się jedynie bajglem i kefir.

„Czy mogę się do ciebie wprowadzić?” – zapytała Marina.

„Mieszkaj, jeśli chcesz” – odpowiedział bez większych emocji.

Sześćdziesięcioletnia Marina poczuła się jak dziewczynka, która uciekła od despotycznego ojca. Poczuła lekkość, jakiej nigdy wcześniej nie zaznała. Przez pierwszy miesiąc nie gotowała, nie prała, nie sprzątała, tylko leżała przed telewizorem, zajadając się pierożkami, które przynosił Nikolaj. Potem ręce same sięgnęły do kuchenki i ściereczek, ale już z radością, a nie z poczucia obowiązku.

Wieczorami spacerowali, trzymając się za ręce, i wszyscy myśleli, że ta para żyje w idealnej harmonii już od czterdziestu lat. Dzieci namawiały ją, by wróciła, Iwan obiecał zatrudnić kucharkę i ogrodnika, ale Marina trzymała się swojego nowego życia.

Prawda, że warto było postawić na swoje jeszcze czterdzieści lat temu.

Jak napisał wielki poeta, każdy z nas po raz pierwszy przybywa na tę ziemię i nikt nie wie dokładnie, jak należy żyć. Dlatego ważne jest, by słuchać swojego serca, a nie cudzych scenariuszy, i pamiętać, że prawdziwe szczęście przychodzi, gdy wybieramy drogę, a nie rolę narzuconą z zewnątrz.