Zawsze nie lubiłem twojej rodziny

– Nigdy nie lubiłam twojej rodziny – mówi Zlata Pietrowna, nie odrywając wzroku od drutów. Jej palce szybko przesuwają się po włóczce, jakby chciała zdążyć skończyć kolejną skarpetkę dla wnuka przed pierwszymi opadami śniegu.

Zlata trzyma w dłoni filiżankę z gorącą herbatą, a para unosi się pod sufit kuchni. Patrzy na swoją synową i nie może uwierzyć w to, co usłyszała.

Co pani powiedziała? – pyta cicho Zlata.

To, co powiedziałam. Nie lubiłam i nadal nie lubię. Zwłaszcza twojej matki – odkłada druty, poprawia okulary. Zawsze uważała się za lepszą od wszystkich, wyobrażała sobie rzeczy, których nie widziała.

Zlata stawia filiżankę na stole. Ręce lekko drżą, ale stara się zachować spokój. Dwadzieścia lat małżeństwa z Siergiejem, a dopiero teraz teściowa postanawia wyznać swoje myśli.

Zlato Petrowna, dlaczego to pani mówi? Moja mama zmarła pół roku temu, czy nie można tego pominąć… próbuje opanować głos.

Właśnie dlatego o tym mówię! – przerywa jej staruszka. – Dopóki ona żyła, milczałam z szacunku dla Siergieja. A teraz mogę powiedzieć prawdę.

W korytarzu słychać kroki: Siergiej wraca z pracy wcześniej niż zwykle, a Zlata odczuwa ulgę. Wchodzi do kuchni, całuje ją w czoło, kiwa głową w stronę Zlata.

Jak leci, mamo? – pyta, otwierając lodówkę.

Rozmawiamy ze Zlatą – odpowiada spokojnie Zlata, ponownie chwytając za druty.

Siergiej nie zauważa napięcia w powietrzu. Wyjmuje puszkę pasztetu, kładzie chleb na stole i, patrząc na cenę, mówi: „Kosztuje 250 rubli, a smakuje jak zawsze”.

Słuchaj, Zlatka, pamiętasz, jak twoja mama na naszym ślubie pouczała wszystkich, jak prawidłowo przygotować sałatkę „Olivier”? – śmieje się. Mówiła, że w naszej rodzinie nikt nie umie gotować.

Zlata wzdryga się. Przypomina sobie, jak matka się denerwowała, chciała, żeby wszystko było idealne. To było wesele jedynej córki.

Mama po prostu się denerwowała – szepcze Zlata.

Denerwowała się! – prycha Zlata Petrowna. Rozkazywała jak generał. Odganiała przyjaciółki od stołu, mówiąc, że wszystko zepsują.

Siergiej marszczy brwi, po raz pierwszy zauważając, że między kobietami dzieje się coś niepokojącego.

Mamo, po co to wszystko teraz? – pyta spokojnie.

A to kiedy? – odkłada na dobre druty. Twoja żona powinna znać prawdę o swojej rodzinie.

Zlata wstaje od stołu, serce jej wali, w gardle ma gulę. Mieszka pod jednym dachem z tą kobietą od prawie pięciu lat, dopóki ona i Siergiej nie zgromadzili pieniędzy na własne mieszkanie. Gotuje dla niej, opiekuje się nią, gdy ta jest chora, znosi ciągłe uwagi.

Zlata Pietrowna, moja rodzina nic pani nie zrobiła – mówi Zlata spokojnym tonem. – Moi rodzice zawsze traktowali panią z szacunkiem.

– Z szacunkiem! – wybuchła teściowa. – Twój ojciec nigdy nie zwracał się do mnie normalnie, tylko kiwał głową jak posąg. A twoja matka, pamiętam, jak opowiadała o swojej uczelni, mówiła, że jest ekonomistką, a pani, Zlato Petrowna, całe życie pracowała w fabryce. Zrozumiałam aluzję.

Mama nigdy tak nie mówiła! – wybuchła Zlata.

Nie mówiła, ale sugerowała. Nie jestem ślepa, kochanie.

Siergiej odkłada słoik z powrotem do lodówki, apetyt mu przepada.

– Mamo, przestań – mówi zmęczonym głosem. – Tych ludzi już nie ma, po co grzebać w przeszłości?

– A poza tym, synku, twoja żona powinna wiedzieć, co ludzie myślą o jej rodzinie. Może wtedy zrozumie, dlaczego tak rzadko was odwiedzam.

Zlata czuje, że zaraz się rozpłacze. Wychodzi z kuchni, wchodzi do sypialni, siada na łóżku. Łzy płyną. Za ścianą słychać stłumione głosy: Siergiej szepcze coś do matki, ona odpowiada tym samym niewzruszonym tonem.

Mama zmarła na raka, długo chorowała, cierpiała. Zlata codziennie jeździła do niej do szpitala, potem do domu, opiekowała się nią. Zlata Pietrowna mówiła wtedy, że rozumie i wspiera, a w rzeczywistości…

Drzwi skrzypią, wchodzi Siergiej, siada obok.

Nie zwracaj uwagi – uspokaja ją, obejmując ją za ramiona. Jest już stara, chora, ciśnienie jej skacze, więc mówi różne rzeczy.

Sierioża, ona nie tylko coś powiedziała – szlocha Zlata. Przez dwadzieścia lat gromadziła w sobie złość na moją rodzinę. A ja myślałam, że żyjemy normalnie.

Zlatka, żyjemy normalnie. To jej problemy, jej kompleksy.

Zlata ociera łzy i patrzy na męża.

A co ty o tym myślisz? Powiedz szczerze.

Siergiej milczy, pociera czoło.

Twoja mama naprawdę była specyficzna. Pamiętasz, kiedy urodził się nasz syn Aleksiej, od razu stwierdziła, że wszystko robimy źle: karmimy, kładziemy spać, bawimy się. Moja mama bardzo się wtedy obraziła.

Ale ona chciała pomóc! – oburza się Zlata. Czytała specjalistyczne książki, zgłębiała temat.

Rozumiem, ale wyglądało to tak, jakby nasza rodzina nie miała pojęcia o dzieciach. A mama ma trójkę dzieci, wiesz o tym.

Zlata podchodzi do okna; za oknem pada drobny jesienny deszcz, krople spływają po szybie. Życie toczy się dalej, a ty nic nie rozumiesz.

Więc wszyscy tak myśleliście? – pyta, nie odwracając się.

Nie do końca – odpowiada ostrożnie Siergiej. Po prostu twoja mama była bardzo aktywna, wtrącała się we wszystko, wszystkich pouczała. Pamiętasz nasze daczy? Wyjaśniała mojemu ojcu, jak sadzić ziemniaki, chociaż on całe życie pracował w ogrodzie.

Zlata odwraca się.

A mój tata był zły?

Nie, co ty! Wujek Kolia jest dobry, po prostu milczący. Czasami wydawało się, że chowa się przed swoją żoną.

Te słowa ją ranią. Tata naprawdę jest cichy, łagodny. Mama mówiła za dwoje, decydowała za dwoje. Ale czy to źle? Po prostu była silniejsza.

Sierioża, a co, jeśli twoja matka też mnie nie lubi?

Ależ skąd! Podchodzi do niej i obejmuje ją. Ona cię ceni, po prostu ma bezpośredni, szczery charakter.

Bezpośredni – Zlata uśmiecha się gorzko. Przez dwadzieścia lat milczała, a teraz taka szczerość.

Z kuchni dochodzi odgłos zamykanych drzwi: Zlata Pietrowna idzie do swojego pokoju.

– Chodźmy dopić herbatę – proponuje Siergiej. – Jutro poważnie porozmawiam z mamą.

Wracają do stołu. Zlata Pietrowna odkłada druty, myje filiżankę. Na stole leży notatka: „Nie będę jadła kolacji. Boli mnie głowa”.

– Widzisz – mówi Siergiej. – Jej samej też zrobiło się niezręcznie.

Ale Zlata zna teściową lepiej. Nie czuła się niezręcznie, po prostu powiedziała to, co chciała, i teraz czeka, jak zachowa się synowa.

Następnego dnia Zlata jedzie do ojca. Mieszka sam w ich starym mieszkaniu, nie chce się przeprowadzać. Mówi, że tutaj przechowuje się pamięć o mamie.

„Tatusiu, powiedz szczerze” – pyta Zlata, siedząc przy jego kuchennym stole – „czy mama była zbyt natarczywa?”.

Ojciec podnosi zaskoczone oczy, ma już gęstą siwiznę.

O czym ty mówisz, córeczko?

Nie pozwalała innym żyć tak, jak chcą? Wszystkich pouczała, rozkazywała?

Ojciec długo milczy, miesza cukier w herbacie.

– Twoja mama była bardzo mądrą kobietą – mówi w końcu. – Wiele wiedziała i chciała się tym dzielić z innymi. Nie zawsze ludzie to doceniali.

– Ale często się obrażali, prawda? – doprecyzowuje Zlata.

– Ludzie są różni, Marino. Ktoś jest wdzięczny za radę, a ktoś się obraża. Ona nie chciała nikogo urazić, uwierz mi.

Zlata bierze ojca za rękę.

Tato, a ty ją kochałeś, mimo wszystko?

Kochałem – uśmiecha się staruszek. I ona też mnie kochała, na swój sposób, może dziwnie, ale kochała. Kiedy zachorowała, to przede wszystkim o mnie się troszczyła, mówiła: „Kolio, jak ty sobie bez mnie poradzisz? Nic nie umiesz”. Taka właśnie była troska.

Zlata znów czuje, jak łzy napływają jej do gardła. Tak, mama była troskliwa aż do irytacji, kochająca aż do wtrącania się.

A rodzina Siergieja, czy oni mieli pretensje do mamy? – pyta.

Ojciec wzdycha.

Mieli pretensje. Zwłaszcza jego matka. Pamiętam, że na twoim ślubie narzekała, że mama przyćmiewa wszystkich swoją aktywnością. Mówiła: „Nikolaju Iwanowicz, twoja żona jest bardzo energiczna”.

A co odpowiedziałeś?

Powiedziałem, że tak, jest energiczna, i że to nie jest wada.

Wieczorem w domu Zlata opowiada Sierżowi o rozmowie z ojcem.

Widzisz – mówi mąż – nawet twój tata rozumie, że mama była zbyt aktywna.

Ale on ją kochał!

My też ją kochaliśmy. Kochaliśmy ją i szanowaliśmy. Po prostu czasami było ciężko.

Zlata siada w fotelu, w którym zwykle robi na drutach. Nagle zauważa, że powtarza ruchy teściowej. Ta sama pozycja, te same druty.

Sierż, czy jestem podobna do mamy? – pyta.

W niektórych aspektach – odpowiada szczerze. Ale jesteś łagodniejsza, delikatniejsza.

A jeśli stanę się taka sama? Będę wszystkich pouczać, rozkazywać?

Siergiej podchodzi i siada na podłokietniku fotela.

Nie staniesz się taka. Jesteś inna.

A twoja matka mnie lubi?

Długa pauza. Siergiej najwyraźniej nie wie, co odpowiedzieć.

Ona cię szanuje – w końcu mówi.

To nie to samo.

Zlatka, nie można zmusić człowieka do miłości. Traktuje cię dobrze, pomaga z Aleksiejem, nie mówi nic złego.

Do wczoraj.

Do wczoraj – zgadza się Siergiej.

W weekend przyjeżdża do nich siostra Siergieja z rodziną. Vera jest pięć lat młodsza od brata, ale zachowuje się jak starsza, zwłaszcza wobec Zlaty.

A pamiętacie – opowiada podczas kolacji – jak ciocia Olga na dacie wygłaszała nam wykłady o prawidłowym odżywianiu? Mówiła, że źle karmimy dzieci, że trzeba więcej warzyw, mniej mięsa.

Moja mama była wegetarianką – broni się Zlata.

Tak – kiwa głową Vera. I próbowała wszystkich pozostałych zamienić w wegetarian.

Aleksiej, ich siedemnastoletni syn, słucha rozmowy i nagle mówi:

Lubiłem babcię Olgę. Opowiadała ciekawe historie.

No jasne – burczy Zlata Pietrowna. Jej historie były naprawdę ciekawe.

Jakie historie? – pyta z ciekawością zięć Very.

O swoim wykształceniu, pracy w instytucie projektowym, o tym, jaka jest mądra i postępowa – odpowiada zjadliwie teściowa.

Zlata czuje znajome ucisk w piersi. Okazuje się, że przez cały ten czas rodzina męża po prostu znosiła jej mamę, a teraz, kiedy jej nie ma, można się wygadać.

Babciu Zlato, a dlaczego nic nie mówiłaś mamie Olgi? – pyta Aleksiej. Jeśli coś ci się nie podobało.

Z grzeczności, wnuczku. I z szacunku dla twoich rodziców.

– A teraz można mówić niegrzecznie? – uparcie dopytuje chłopiec.

Zapada niezręczna cisza. Vera szybko zmienia temat rozmowy, ale nieprzyjemny posmak pozostaje.

Późnym wieczorem, kiedy goście się rozchodzą, Zlata siedzi w łazience i płacze. Cicho, żeby nikt nie usłyszał. Wydaje jej się, że całe jej dotychczasowe życie było kłamstwem, że żyła w zgranej rodzinie, a okazało się, że wszyscy tylko się znosili.

Ktoś puka do drzwi.

Mamo, jesteś tam? – to głos Aleksieja.

Tak, synku.

Mogę wejść?

Zlata ociera twarz i otwiera drzwi.

– Synku, nie gniewaj się na babcię – mówi Aleksiej. – Jest stara i stała się zła.

– Aleksiej, nie mów tak o babci.

– A czy to nieprawda? Żal mi jej, była dobra, a wszyscy na nią rzucają się.

Zlata obejmuje syna. W tych chwilach wydaje jej się on bardziej dorosły niż jego ojciec.

Wiedz, synu, że ludzie są różni. Jednym podoba się jedno, innym coś innego.

Mamo, a ty nie będziesz się gniewać, jeśli się ożenię? – pyta.

Co to za pytanie? Oczywiście, że nie będę.

A na moją żonę?

Zlata zamyśliła się. Jak będzie się zachowywać jej przyszła synowa? Czy nie stanie się taka jak Zlata Pietrowna?

Postaram się nie stać się taka jak babcia – odpowiada szczerze.

Dobrze – uśmiecha się Aleksiej.

Następnego ranka Zlata postanawia poważnie porozmawiać z teściową. Zlata Pietrowna siedzi przy stole z poranną herbatą i gazetą.

– Zlato Pietrowno, musimy porozmawiać – mówi Zlata, siadając naprzeciwko niej.

– O czym? – pyta staruszka, nie odrywając wzroku od gazety.

O tym, co pani powiedziała o mojej rodzinie.

A co tu mówić? Powiedziałam prawdę.

Dobrze. W takim razie proszę powiedzieć prawdę również o mnie. Co pani o mnie myśli?

Zlata Pietrowna odkłada gazetę i uważnie patrzy na synową.

Jesteś gotowa to usłyszeć? – pyta.

Jestem gotowa – odpowiada Zlata.

Zlato, jesteś dobrą kobietą. Niezła matka, żona też. Ale widać w tobie charakter matki.

W czym?

W tym, że uważasz, że wiesz, jak wszyscy powinni żyć. Pamiętasz, kiedy wnuk zachorował, zabroniłaś mi podawać mu miód? Mówiłaś, że lekarz zalecił tylko leki.

Lekarz naprawdę tak powiedział!

Może. Ja przecież leczyłam swoje dzieci miodem i wyrosły zdrowe. A ty mi, jak małej, tłumaczyłaś, że babcine metody są przestarzałe.

Zlata milczy. Naprawdę tak mówiła.

Albo kiedy pokazywałaś mi, jak prawidłowo gotować zupę. Gotuję zupy od pół wieku, a ty opowiadasz o nowych technologiach.

Chciałam się tylko podzielić

Właśnie tak. Podzielić się, tak jak twoja matka. Ona też zawsze chciała dzielić się wiedzą.

Zlata rozumie, że teściowa ma rację. Często udzielała nieproszonych rad, poprawiała, wyjaśniała. Myślała, że pomaga, a w rzeczywistości poniżała.

Zlata Petrowna, wybacz mi – mówi cicho. Nie chciałam cię urazić.

Teściowa milczy przez chwilę, po czym łagodnie odpowiada:

Nie uraziłaś mnie, Zlatka. Po prostu czasami jest to trudne. Chciałoby się zarówno wiedzieć, jak i samodzielnie decydować.

A moja mama wybaczy jej teraz? – pyta Zlata.

Zlata Pietrowna wzdycha.

Twoja mama była dobrą kobietą. Bardzo aktywną, ale z wielkiej miłości do was, do rodziny. Nie ze złośliwości.

Dziękuję – szepcze Zlata.

Wieczorem opowiada Siergiejowi o rozmowie.

Widzisz – mówi mąż – jednak się zrozumiałyście.

Tak. I zrozumiałam jeszcze jedno. Nie chcę być taką synową dla przyszłej żony Aleksieja.

Nie będziesz. Teraz wiesz, jak nie należy postępować.

Zlata bierze męża za rękę.

Kochasz mnie, mimo że jestem podobna do mamy? – pyta.

– Właśnie dlatego cię kocham – uśmiecha się Siergiej. – Jesteś troskliwa, mądra, silna, tak jak ona była.

– Ale nie będę pouczać wszystkich o życiu? – doprecyzowuje.

– Będziesz – odpowiada szczerze. – Ale ja będę cię powstrzymywał.

Zlata się śmieje. Po raz pierwszy od kilku dni naprawdę czuje się lżej.