Nie potrafiłem jej odmówić

Cześć, przyjaciółko! Co z tobą, masz głowę w chmurach? Wyczerpałaś się w pracy? – zawołała do mnie Katia, sąsiadka z klatki, kiedy przechodziłem obok Rity.

Ojej, Katia, nawet nie zauważyłam, że podeszłaś. Cała jestem w myślach, a pieniądze w tym miesiącu po prostu wyparowały. Zebraliśmy na bal maturalny syna, kupiliśmy coś Nastii, Anton przelał alimenty, spłaciliśmy kredyt hipoteczny… I tak czy siak, teraz żyjemy na krawędzi – westchnęła Rita.

A premię też odłożyliście? – zapytała Katia z uśmiechem.

Premia? – zdziwiła się Rita.

Przecież dostałaś list gratulacyjny z centrali, a do tego jeszcze premię. U mnie w zeszłym roku było tak samo – wyjaśniła Katia.

Naprawdę? – Rita była zdezorientowana.

– Pewnie po prostu zapomniał ci powiedzieć, taki skromny mąż. A słyszałaś, jak podskoczyła cena cukru? Wszystkie ceny rosną, ani pensja, ani premia już nie wystarczają – Katia szybko zmieniła temat, wyczuwając, że coś jest nie tak.

Pogadałyśmy chwilę przy wejściu, a potem się rozstałyśmy. Rita wróciła do domu w rozterce. Wydawało jej się, że nie ma przed mężem żadnych tajemnic, ale okazało się, że Anton nie wspomniał ani o dyplomie, ani o premii. A co najgorsze, najwyraźniej celowo to ukrywał.

Rita rozmyślała przez cały dzień. Najbardziej prawdopodobna wydawała jej się teoria o kochance, ale postanowiła nie wyobrażać sobie najgorszego i zapytać męża wprost wieczorem, przygotowując się na najgorsze.

Kiedy Anton wrócił z pracy, widziałem, jak Rita nakryła do stołu i bez owijania w bawełnę zapytała o premię.

Tak, Rita, była premia – powiedział, spuszczając głowę.

I nic więcej mi nie powiesz? – zapytała spokojnie.

Nie wydałem tych pieniędzy na siebie, nie myśl sobie. Lubia chciała nowy rower na lato, a ja nie mogłem jej odmówić. Prawie się nie widujemy, więc chciałem ją uszczęśliwić – mruknął Anton.

– Czyli jestem dla ciebie tak mało ważna, że ignorujesz nawet moją opinię? – jej głos zadrżał z urazy, a w głębi serca raniły ją nie tylko słowa, ale i myśli o dzieciach.

Pamiętałem, jak Rita po raz pierwszy poznała Antona. Był już od roku po rozwodzie, miał córkę Lubę z pierwszego małżeństwa. Rita nigdy nie miała nic przeciwko temu, żeby widywał się z dzieckiem, zabierali ją na wakacje, regularnie płacił alimenty, a Luba często prosiła o coś i prawie zawsze to dostawała. Jeśli Anton prosił o radę, dzieliła się swoją opinią, ale nie obrażała się, gdy wybierał inną drogę.

Rita miała już dwoje własnych dzieci: jedenastoletniego Jegora, który właśnie skończył szkołę podstawową, oraz siedmioletnią Nastię, która miała pójść do pierwszej klasy.

Letnie wydatki okazały się ogromne: oprócz jedzenia, kredytu hipotecznego i zwykłych wydatków trzeba było opłacić bal maturalny syna, a zepsuta lodówka kosztowała prawie tyle samo, co nowa. Rita pożyczała od siostry, a premia mogłaby pokryć tę dziurę w budżecie.

Ale wtedy Luba zapragnęła drogiego roweru, który widziała u swojego ulubionego blogera. Anton próbował się usprawiedliwić:

Nie mogłem jej odmówić – powiedział.

– Można było poczekać, kupić taniej, poprosić mamę i babcię o pomoc przy zakupach, omówić wszystko razem – zaproponowała Rita, starając się mówić cicho, żeby dzieci nie usłyszały.

– Gdybym tego nie kupił, Łuba by się obraziła – wyjaśnił.

– Czyli kupujesz tylko wtedy, gdy dziecko cię do tego zmusza? – odparła. W kuchni zapadła przytłaczająca cisza. Anton dodał, że dla Nastii też kupili rower za symboliczną cenę, a większość pieniędzy na rolki wyłożył jej ojciec, a z ich rodzinnego budżetu poszły tylko na kask i nakolanniki.

– Zacznijmy liczyć! – oburzył się.

– Nie chodzi o liczenie, ale o to, że potajemnie wydałeś premię, a nasze dzieci potrafią iść na kompromis, nie wyrażając wszystkich swoich pragnień – odpowiedziała Rita. Wyszła z kuchni, czując, że rozmowa traci sens.

Sprawdziła, czy dzieci śpią, i sama położyła się, by odpocząć, ale sen nie nadchodził. Słyszała, jak mąż parzy kawę, kaszle, wzdycha i wychodzi na balkon zapalić.

Rano Anton był już w łazience, a podczas śniadania zapanowała niezwykła cisza. Dzieci też milczały, a Rita poczuła, jak jej mieszkanie stało się obce.

Wieczorem wszystko się powtórzyło: rodzina zjadła kolację w milczeniu, dzieci cicho rozmawiały. Kiedy Rita zmywała naczynia, mąż cicho powiedział:

Rita, jutro nie będzie mnie w pracy.

Dobrze, odpowiedziała, starając się nie podnosić głosu.

Na weekend planowała wybrać się do lasu na grzyby, ale Anton znowu został wezwany do pracy. Dzieci zapytały:

Mamo, gdzie jest tata?

W pracy – odpowiedziała Rita. Po prostu pokłóciliśmy się o zakupy, ale tata i tak jest najlepszy.

Dzień upłynął w napiętej ciszy, dzieci zachowywały się spokojnie, Jegor siedział przy telefonie, a Nastia rysowała. O siódmej wieczorem Antona wciąż nie było w domu, a rodzina siedziała we trójkę.

Kiedy w końcu drzwi się otworzyły, jako pierwsza zareagowała Nastia:

Hurra, tata przyszedł!

Cześć, córeczko, jak leci? – powiedział Anton, podając jej nową lalkę Barbie.

Rita wstała i spojrzała na męża.

Cześć – odpowiedziała sucho, ale łagodniej, niż by chciała.

Synku, masz piłkę – podał ją Jegorowi.

Dzięki, tato! Możemy jutro pobawić się na podwórku? – zapytał chłopiec.

Oczywiście – skinęła głową Rita.

Później, gdy zostali sami, Anton powiedział:

Zaproponowano mi dodatkową pracę w weekendy. Nie masz nic przeciwko, jeśli będę czasem nieobecny? Dodatkowy dochód nam się przyda – wyciągnął pieniądze.

– Jeśli nie szkodzi to zdrowiu i rodzinie, zgadzam się – odpowiedziała.

– Przepraszam, nie miałem racji, powinienem był to z tobą omówić. Chcę, żebyśmy my, Jegor, Nastia i Luba, byli równie szczęśliwi – powiedział.

– Jestem za wspólnym szczęściem, ale proszę, żebyśmy takie zakupy omawiali razem – poprosiła Rita.

Zgadzam się – skinął głową Anton i objął ją.

Pozostało lekkie rozczarowanie, ale oboje rozumieli, że odbudowa zaufania zajmie trochę czasu, a Luba jeszcze nie raz będzie sprawdzać ojca. Jednak pierwszy krok w kierunku zmian został już zrobiony, a to jest najważniejsze.