We wrześniu 1983 roku wiatr szumiał w zasłonach naszego drewnianego domu na skraju wsi Tula. Stałem przy piecu, kiedy Aglaja Iwanowna, moja żona, wbiegła, obejmując chudego pięcioletniego chłopca, który przytulił się do niej jak ptak do gałęzi podczas burzy. Jego poplamione szorty pachniały torami i głodem.
Wszystko zaczęło się trzy godziny wcześniej, kiedy wracałem z targu w Tule. W prawie pustym wagonie pociągu podmiejskiego zauważyłem go skulonego w kącie, z oczami pełnymi beznadziejności, jakby dawno się zgubił. Pasażerowie milczeli, a konduktor tylko wzruszył ramionami: „Pewnie dziecko zostało porzucone”.
„Jak się nazywasz, chłopcze?” – zapytałam, siadając obok niego na półce.
Milczał, ale kiedy wyjęłam z torby jabłko i podałam mu je, chwycił je obiema rękami i z łakomstwem ugryzł, jakby nie jadł od pięciu dni.
„Igor” – wyszeptał, wycierając okruchy z policzka.

Zabraliśmy go do Stepana Fiodorowicza, mojego ojca, a chłopiec drżał, przytulając się do mojego ramienia. Ojciec zmarszczył brwi, jego ramiona napięły się, jakby przed ważną decyzją.
– Stepanie, czekaliśmy na to tyle lat – szepnęła Aglaja, patrząc Igorowi w oczy.
Tydzień później Igor już pomagał mi gotować kapuściankę. Posadziłam go na wysokim stołku przy piecu, zawiązałam mu ogromny fartuch, który zwisał z jego chudych pleców.
No dalej, kochanie, rozwałkuj ciasto – powiedziałam. Powoli, starannie.
Rozwałkowywał wałkiem, wystawiając język w skupieniu, a na policzku lśniła mu biała okruszyna mąki. Poczułam, jak serce wypełnia mi się ciepłem.
– Czy tata się zdenerwuje? – zapytał nagle Igor, zatrzymując się z siekierą w ręku.
– Nie, synku, tata jest surowy, ale sprawiedliwy. Chce, żebyś wyrósł na prawdziwego mężczyznę – odpowiedział Stepan, nie odrywając wzroku od chłopca.
Kiedy spadł pierwszy śnieg, Stepan wezwał Igora na zewnątrz, żeby rąbał drewno.
Trzymaj siekierę mocno – powiedział, stojąc za chłopcem. Wykonuj szeroki zamach.
Igor ciężko oddychał, próbując podnieść ciężką siekierę. Mała polana z trudem ulegała.

– Nie dam rady – szlochał po kilku próbach.
– Dasz radę – powiedział surowo Stepan. – Mężczyzna się nie poddaje.
Kiedy polano pękło, Igor promieniał z radości, a Stepan pozwolił sobie na ledwo zauważalny uśmiech pod wąsami.
Wiosną 1984 roku wszystko zostało załatwione. Przewodniczący rady wiejskiej, stary przyjaciel rodziny, pomógł w załatwieniu dokumentów. Maria Pietrowna, pielęgniarka, która znała Aglaję od dzieciństwa, zebrała wszystkie niezbędne dokumenty.
– Teraz jesteś oficjalnie Igor Stepanowicz Woronow – ogłosiłam, podnosząc kieliszek podczas uroczystej kolacji.
Igor z szacunkiem dotknął świeżego aktu urodzenia i zapytał:
Czy mogę nazywać was mamą i tatą?
Przyłożyłam dłoń do ust, powstrzymując łzy. Stepan wstał, podszedł do okna i, patrząc w dal, cicho odpowiedział:
Oczywiście, synku.
Pierwszy dzień szkoły Igora rozpoczął się, gdy mocno trzymał mnie za rękę, idąc zakurzoną drogą do dwupiętrowej szkoły. Biała koszula, wyprasowana wczoraj, była już pognieciona z powodu jego zdenerwowania.

– Mamo, a co jeśli mi się nie uda? – szepnął, patrząc na ogromny budynek.
– Dasz radę, moje skarbie. Jesteś synem swojego ojca – zapewniłam go.
Wieczorem Stepan sprawdzał nową kartkę z zeszytu Igora.
Matematyka będzie twoim głównym przedmiotem. Bez niej nie da się obejść. Jutro zaczniemy tabliczkę mnożenia – pouczał go.
Pod koniec pierwszej klasy Igor znał już tabliczkę na pamięć. Każdego dnia Stepan sprawdzał go, mimo zmęczenia i łez syna. Kiedy Igor przyniósł do domu pierwsze wyróżnienie, ojciec po raz pierwszy położył mu rękę na ramieniu.
„Młody człowiek”, powiedział po prostu, a Igor promieniał, jakby słońce wschodziło nad polem.
W trzeciej klasie Igor po raz pierwszy się pobił. Wrócił z podartą koszulą i rozcięciem na wardze. Aglaja smarowała ranę liściem babki lancetowatej, a Stepan czekał na wyjaśnienia.
„Pobiliśmy się z Pietką Solowjowem” – wymamrotał Igor, zaciskając zęby. „Trzech na jednego, to nie fair”.
Ojciec prychnął:
„Walczyłeś o prawdę? W takim razie jutro pokażę ci, jak utrzymać pozycję w walce, żeby wargi się nie rozcięły”.
W wieku trzynastu lat Igor stał się bardziej uparty, często kłócił się z ojcem, trzaskał drzwiami i godzinami siedział nad rzeką.

Dlaczego on cały czas rozkazuje? – narzekał, pomagając mamie w ogrodzie. Słyszę tylko „rób tak, rób inaczej”.
Wytarłam pot z czoła, zostawiając plamę brudu.
– Synu, każdy widzi świat po swojemu. Twój ojciec wiele przeszedł: był sierotą i sam wykuł sobie życie. Dlatego chce, żebyś był silny duchem – wyjaśniłam.
– A ty? Jesteś taka dobra, a mieszkasz z nim – wtrącił Igor.
„Zauważam to, czego inni nie widzą. Kiedy miałeś zapalenie płuc, siedział przy twoim łóżku przez trzy noce, chociaż ty tego nie pamiętałeś” – uśmiechnęłam się.
Pomysł, by pójść do technikum i zostać inżynierem, przyszedł Igorowi do głowy, gdy zobaczył w gazecie zdjęcie nowej maszyny.
Chcesz do miasta? – zapytał z namysłem Stepan. To dobry plan, ale pamiętaj, że będziesz musiał mieszkać w akademiku, a pieniędzy będzie mało.
Latem dorobię sobie! – wykrzyknął Igor. – Wujek Wita obiecał, że zatrudni mnie w tartaku.
Przez cały lipiec Igor pracował w tartaku, wracając do domu pokryty warstwą pyłu, z obolałymi mięśniami. Ojciec obserwował go z kąta kuchni, uśmiechając się pod wąsami.
Pod koniec lata Igor zgromadził wystarczającą kwotę, by opłacić pierwszy semestr i kupić nowy garnitur. Na dłoniach pojawiły się mu modzele, z których był dumny, oraz świadomość, że ojciec nie do końca się mylił co do pracy i charakteru.

W dniu wyjazdu Aglaja zapłakała, wkładając do jego walizki słoik malinowego dżemu, wełniane skarpety i kilka ciast. Stepan wyszedł na podwórze, zwrócił małą paczkę i podał Igorowi stary zegarek.
Należał do twojego dziadka, potem do mnie, a teraz jest twój – powiedział.
Igor poczuł ciężar zużytego paska, przypominając sobie, jak ojciec zakładał go tylko na specjalne okazje. Skinął głową, włożył zegarek do wewnętrznej kieszeni marynarki i po raz pierwszy sam uściskał ojca. Pociąg odjeżdżał przy szumie deszczu, a na peronie stał Stepan, nie odchodząc, dopóki wagony nie zniknęły za zakrętem. W kieszeni Igora tykał zegarek, jak serce w domu.
