„Jak śmiesz znów mi rozkazywać!” – szarpnął córkę, a ona odskoczyła, uderzając się o małą szafkę.
Zlata nigdy nie zapomni tego wiosennego dnia. Przyjaciele zbierają się w jej skromnym mieszkaniu na obrzeżach Zarecznego, przygotowując się do zbliżającego się ślubu. W powietrzu unosi się zapach jabłkowych ciast upieczonych przez jej mamę oraz delikatna woń bzu przyniesiona przez Tatianę. Na zewnątrz śpiewają ptaki, a ciepły majowy wiatr, przedostając się przez uchylone okno, figlarnie porusza lekkie zasłony.

„Jego geny najwyraźniej nie są najlepsze!” – wykrzykują przyjaciółki, próbując odwieść zakochaną narzeczoną. „Zobacz, jak on podchodzi do alkoholu. Przypomnij sobie jego ojca! Jak starszy Kravtsow urządzał awantury przed bramą fabryki”. Ale Zlata beztrosko miesza herbatę z cytryną, machając ręką na ich słowa. Dla dwudziestoletniej dziewczyny, która straciła głowę z miłości, takie ostrzeżenia brzmią absurdalnie. Dla niej Wiktor jest ideałem: przystojny, pewny siebie, silny. W wieku dwudziestu pięciu lat jest już głównym brygadzistą w fabryce maszyn, gdzie jego ojciec zaczynał jako zwykły mechanik. Okazjonalny zapach alkoholu przypisuje młodości i towarzystwu przyjaciół. „To minie” – myśli Zlata, wspominając, jak romantycznie Wiktor ją adorował, obdarowując różami i jeżdżąc po mieście starym „Moskwiczem”.
– Zlato, kochana – mówi jej bliska przyjaciółka Marina – widziałaś, jak się zachowywał w Sylwestra. Kiedy się upije, zupełnie się zmienia. Pamiętasz, jak prawie wdał się w bójkę z ochroniarzem Petem? Ale Zlata pamięta to inaczej: jak następnego dnia Wiktor przyszedł przeprosić, stojąc na podwórku z ogromnym bukietem goździków i śpiewając pod jej oknem, ku uciesze sąsiadujących babć.
Ślub odbywa się w najlepszej restauracji w mieście, przy muzyce na żywo i fajerwerkach nad rzeką. Wiktor jest trzeźwy i czarujący, tańczy z panną młodą do upadłego, wygłasza piękne toasty. Zlata promienieje w białej sukni zamówionej w regionalnym centrum, a przyjaciółki z zazdrością szepczą o szczęśliwej parze. Pierwsze miesiące małżeństwa mijają jak bajka. Dwupokojowe mieszkanie, kupione przez rodziców Wiktora, staje się ich pierwszym gniazdkiem. W tym czasie starszy Kravtsov został już mistrzem warsztatu i pomógł synowi znaleźć mieszkanie. Zlata z miłością okleja ściany zasłonami, zdobiąc parapety kwiatami. Wiktor regularnie wraca z prezentami – słodyczami lub nową wazonem na jej ulubione chryzantemy.
Ciąża zaczyna się pod koniec lata. Wracając z daczy z koszami jabłek i pomidorów, wieczorem Zlata czuje osłabienie i zawroty głowy. Wiktor troskliwie się nią opiekuje, kupuje test ciążowy i widząc dwa paski, radośnie kręci żoną po pokoju.

Radość nie trwa długo. Tydzień po tym pierwszym szczęściu wszystko się zmienia. Po raz pierwszy Wiktor upija się tak bardzo, że traci przytomność, krzycząc, że nie jest gotowy, by zostać ojcem, że są zbyt młodzi i powinni byli poczekać. Zlata długo płacze, ale uważa to jedynie za strach przed odpowiedzialnością. Następnego dnia przeprasza, przysięga, że już nie będzie pił i obiecuje, że zostanie dobrym ojcem.
Ciąża okazuje się ciężka. Zlata często leży w szpitalu na leżeniu w łóżku, a pojawianie się Wiktora w domu staje się coraz rzadsze. Kiedy się pojawia, w powietrzu już czuć alkohol. Później próbuje ukryć swoje upojenie – mówi cicho, porusza się ostrożnie, ale oczy zdradzają jego stan, pokryte czerwonymi żyłkami.
Kiedy na świat przychodzi ich córka Marina, Wiktor nawet nie pojawia się na oddziale położniczym. Później Zlata dowiaduje się, że spędził trzy dni, pijąc w garażu przyjaciela, świętując narodziny córki. To staje się początkiem końca ich małżeństwa.
Pięć lat mija w niekończących się kłótniach. Mała Marina wyrasta na mądrą i piękną dziewczynkę, ale jej dzieciństwo jest przyćmione ciągłymi konfliktami. Wiktora pije coraz więcej, pieniądze wydaje w barze „Prishel” na rogu ulicy Rechnaja. Aby związać koniec z końcem, Zlata zatrudnia się jako księgowa w małej firmie. Teściowa pomaga opiekować się wnuczką, a po śmierci męża z powodu marskości wątroby Zlata boi się przeciwstawić synowi.
„Znowu pijesz, kiedy mnie nie ma!” – warczy Wiktor, wpadając w nocy do domu. Skąd masz pieniądze na nową sukienkę? Z kim mnie zdradzasz w pracy? Zlata milczy: sukienkę kupiła jej matka. Rozmawianie z pijanym mężem nie ma sensu; nie wierzy w ani jedno słowo, podejrzewa zdradę, śledzi każdy jej krok, wywołując awantury nawet w pracy.

Marina boi się ojca. Na dźwięk jego kroków chowa się w szafie lub ucieka do sąsiadki, cioci Wali. Dziewczynka staje się coraz bardziej niespokojna, często płacze w nocy, ale w szkole osiąga dobre wyniki, znajdując w nauce schronienie przed burzą w domu.
Jesienną nocą wszystko się wali od samego początku. Koniec września, za oknem pada drobny deszcz. Marina kończy sześć lat, a Zlata przygotowuje małą uroczystość. Sąsiadka upiekła ciasto „Ptasie mleko”, zawiesili balony, zaprosili dwie koleżanki z przedszkola. Wiktor obiecał przyjść trzeźwy – znalazł nową pracę i, jak mówiono, zaczął pić mniej, pokładając nadzieję w zmianach.
Przychodzi niezwykle wcześnie, o siódmej wieczorem, już mocno pijany, cuchnący tanim bimbrem. Marina zamierza zdmuchnąć świeczki, gdy ojciec wpada do pokoju.
„Jakie to święto beze mnie?” – wybucha, przewracając stół. Tort spada na podłogę, dziewczynki piszczą, rzucając się do korytarza. Marina płacze.
„Dlaczego tak się zachowujesz?” – pyta cicho Zlata, próbując uratować tort. Przecież dzisiaj są jej szóste urodziny.
Wiktor chwyta ją za włosy.

– Zamknij się, sukinsynu! Kto ci pozwolił rozkazywać w moim domu?
– Tato, przestań! – krzyczy Marina, próbując stanąć między rodzicami, gdy Wiktor zamachnął się na matkę. Popycha Marinę, a ona uderza w szafę, krzycząc z bólu. To ostatnia kropla. Zlata chwyta ciężką kryształową wazę – prezent od współpracowników na ślub – i uderza nią męża w głowę.
Wiktor upada jak ścięte drzewo. Na białym dywanie, prezentem od teściowej na nowe mieszkanie, pojawia się ciemna plama. Marina chowa się w kącie, ściskając ukochanego pluszowego misia.
Drżącymi palcami Zlata dzwoni na policję:
Proszę… proszę, przyjedźcie… ja… chyba zabiłam męża. Bzy za oknem już dawno przekwitły, a w powietrzu pozostał tylko zapach deszczu, mieszający się z goryczą potłuczonego szkła i żelaznym posmakiem strachu. Wiktor nie oddychał, ale Zlata nadal stała nad nim, ściskając w dłoniach zakrwawioną wazę, aż syreny przerwały ciszę na ulicy. Marina nie płakała, patrzyła na matkę wielkimi, zaszklonymi oczami, jakby po raz pierwszy naprawdę ją zobaczyła. Kiedy na schodach rozległy się kroki policjantów, Zlata opuściła wazon, podeszła do córki, objęła ją i szepnęła:
Wszystko będzie dobrze. On już cię nie tknie.
Za oknem w końcu przestało padać.
