Szczęście na końcu drogi

Szczęście w jedną stronę
Nie dam już rady! – Galina rzuca torebkę w kąt pokoju. Codziennie to samo! Praca, dom, gotowanie, sprzątanie! A w zamian dostaję tylko milczenie i obojętność!

Ilya odrywa wzrok od telewizora i patrzy na żonę ze zdziwieniem.

Galya, co się stało? Znowu się denerwujesz? Wiesz przecież, że mam teraz ciężki okres w pracy: projekt się pali, szefowie naciskają

U ciebie zawsze coś się „pali”! – przerywa jej Galina. A ja co, nie pracuję? Osiem godzin w szkole z dziećmi, potem gotuję obiad, piorę ubrania. A ty od razu do telewizora!

Ilya wzdycha ciężko i wyłącza dźwięk pilotem. Trzydzieści lat małżeństwa, a żona coraz częściej urządza takie sceny. Kiedyś się kłócił, przekonywał, a teraz czeka, aż burza ucichnie.

Słuchaj, Galio, nie kłóćmy się. Jesteś zmęczona, ja jestem zmęczony. Jutro mamy wolne, odpoczniemy.

Odpoczniemy? – Galina śmieje się gorzko. Ty będziesz na kanapie z piwem, a ja będę sprzątać cały dom, bo przez tydzień zrobił się tu bałagan!

Galina idzie do kuchni i gwałtownie trzaska drzwiami lodówki. Ilya zostaje w salonie, czując, jak ciężar osiada mu na piersi. Kiedyś byli szczęśliwi. Młodzi, zakochani, pełni planów. Urodziła się córka, dostali mieszkanie, znaleźli dobrą pracę. Wszystko szło jak po maśle.

Ale lata mijają, a coś się niezauważalnie zmienia. Córka dorosła, wyszła za mąż, przeprowadziła się do Pskowa. Dom opustoszał, prawie nie ma rozmów, każdy żyje swoim życiem.

Następnego ranka Galina wstaje wcześnie, jak zawsze. Nawet w weekendy nie potrafi długo leżeć w łóżku. Po przygotowaniu śniadania budzi męża.

Ilya, wstawaj, kawa już wystygła.

Schodzi do kuchni w domowym ubraniu, zaspany i ponury.

Dzień dobry – mruczy, siadając przy stole.

Dzień dobry – odpowiada sucho Galina. Słuchaj, chcę pojechać do Olgi na wakacje. Już od pół roku mnie zaprasza.

Olga to przyjaciółka Galiny z czasów studenckich. Po studiach rozjechały się, ale utrzymały kontakt. Olga mieszka w Soczi, pracuje w sanatorium jako masażystka, często wysyła zdjęcia z morza, opowiada o spokojnym południowym życiu.

A co ja będę robił bez ciebie? – pyta Ilya, odgryzając kanapkę.

To samo, co bez mnie: oglądać telewizję – nie powstrzymuje się od złośliwości Galina.

Ilya milczy. Rozumie, że żona ma rację, ale nie chce tego przyznać. Wydaje mu się, że ich życie jest całkiem normalne: pracują, zarabiają, żyją nie gorzej niż inni. Czego jeszcze potrzeba?

No dobrze, jedź w końcu – mówi. Odpoczniesz, może poprawi ci się nastrój.

Galina pakuje rzeczy na tydzień, kupuje nowe sukienki, chociaż wyjeżdża tylko na dwa tygodnie. Chce wyglądać ładnie, pokazać przyjaciółce, że życie się udało, chociaż w środku nie jest tak radośnie.

W dniu wyjazdu Ilya odprowadza żonę na dworzec. Jadą taksówką w milczeniu. Przy wejściu na dworzec Galina niespodziewanie obejmuje męża.

Nie gniewaj się na mnie, Iljo. Po prostu jestem bardzo zmęczona tym wszystkim.

– Nic się nie stanie, odpoczniesz i wrócisz. Będę za tobą tęsknił – odpowiada, i w tej chwili naprawdę tak myśli.

Pociąg rusza, a Galina patrzy przez okno na pola i lasy. Czuje się dziwnie: z jednej strony radość ze spotkania z przyjaciółką, z drugiej – niezrozumiały niepokój, jakby uciekała przed czymś ważnym.

Olga wita ją na peronie z bukietem. Przez te lata prawie się nie zmieniła, tylko włosy ma krócej ścięte, a w oczach pojawiły się delikatne zmarszczki.

Galya! Nareszcie! Tak na ciebie czekałam! – Olga mocno ją obejmuje.

Wsiadają do autobusu, a Olga przez całą drogę opowiada o pracy w sanatorium, o kurortach, o morzu, które codziennie widzi z okna.

Wiesz, Galya, czasami myślę, jakie miałam szczęście, że tu zostałam. Pamiętasz, jak po studiach chciałam wrócić do Moskwy i znaleźć pracę w szpitalu?

Galina kiwa głową. Olga rzeczywiście marzyła o karierze lekarki.

A potem poznałam Wasyla i wyszłam za mąż. Zmarł przedwcześnie, nie dożył pięćdziesiątki. Serce nie wytrzymało. Ale ja tu zostałam i nie żałuję.

Mieszkanie Olgi jest niewielkie, ale przytulne. Z balkonu rozciąga się widok na morze. Galina długo stoi, podziwiając zachód słońca, który barwi wodę na różowawe odcienie.

Piękne, prawda? – podchodzi do niej Olga. – Codziennie cieszę się tym widokiem i za każdym razem dziwię się, jakie mam szczęście.

Podczas kolacji przyjaciółki rozmawiały bez końca. Olga pyta o Ilję, o córkę, o pracę. Galina odpowiada, ale słyszy w sobie tylko te same zwyczajowe frazesy: wszystko w porządku, wszystko normalnie, nie narzekamy.

A ty jesteś szczęśliwa, Galia? – pyta nagle Olga.

To pytanie zaskoczyło ją. Galina długo milczy, zastanawiając się nad odpowiedzią.

Nie wiem – przyznaje w końcu. Wcześniej o tym nie myślałam. Żyjesz, pracujesz, rozwiązujesz problemy. A szczęście? Czym ono jest?

Szczęście to kiedy budzisz się rano i cieszysz się nowym dniem, kiedy masz coś, dla czego warto żyć – odpowiada Olga.

A ty masz coś takiego?

Olga uśmiecha się.

Tak. Morze, słońce, praca, którą lubię, ludzie, których leczę. Pacjenci przychodzą zmęczeni, a odchodzą odmienieni. I w tym jest część mojej pracy.

Następnego dnia Olga oprowadza Galę po mieście. Spacerują po nabrzeżu, piją kawę w małej kawiarni z widokiem na morze, śmieją się ze starych wspomnień. Galina czuje, jak napięcie stopniowo opuszcza jej ciało, jakby słony wiatr zmywał lata zmęczenia. Wieczorem, siedząc na balkonie, dzwoni do Ilji. Nie odbiera od razu.
Cześć, mówi cicho. Jak się masz?
Tak sobie, siedzę w domu. Oglądam telewizję. A ty jak się masz? Morze jest piękne?
Piękne, szepcze. Iljo, pamiętasz, jak jeździliśmy na Krym, kiedy Nastia miała pięć lat?
Pamiętam. Chodziłaś wtedy cały dzień boso po kamyczkach.
Byłam wtedy szczęśliwa – przerywa mu. Po prostu tego nie rozumiałam.
Pauza.
Galio, wracaj jak najszybciej – mówi Ilja.
Ona patrzy na morze. Okazuje się, że szczęście nie leży w odległych brzegach. Leży w pamięci, w głosie, w tym, kto czeka.
Już tęsknię – odpowiada. Niedługo przyjadę.