Wyrzucił żonę ze swojego życia, a po kilku latach, jak krokodyl, czołgał się do niej na kolanach, błagając o pracę.
„Składam wniosek o rozwód” – powiedział, a drzwi biura stały się świadkiem jego zimnych dłoni.
Artem stał w drzwiach, z rękami w kieszeniach modnych spodni, a jego wzrok był skierowany w pustkę nad głową Ksenii. Jego zwykle ciepłe oczy błyszczały teraz jak lód w polarnej nocy.
Ksenia odłożyła terminarzyk i powoli podniosła głowę. Słowa męża uderzyły ją w żołądek, ale na zewnątrz pozostała spokojna, palce ścisnęły rączkę, jakby trzymały mały świat.
„Tak?” – mruknęła, starając się utrzymać równy głos. „A dlaczego tak?”
To był ciężki dzień: szef jej działu w wydawnictwie odwołał kolejny projekt, klient krzyczał z powodu literówki w umowie, a w drodze do domu złapała ją ulewa. A teraz ta scena. Właściwie to już ją przewidziała. Ostatnie miesiące ich małżeństwa zamieniły się w uprzejme współistnienie dwóch przypadkowych towarzyszy podróży. Artem cały czas był w podróży, a ona tonęła w pracy. Wspólne kolacje stały się rzadkością, rozmowy były powierzchowne, a seks tylko obowiązkiem.
Artem wzruszył ramionami, jakby wyjaśnianie oczywistych rzeczy było poniżej jego godności.
„Oboje wiemy, że nasze małżeństwo dobiegło końca. Zbytnio się rozwinąłem”

„Dorósł” – powiedziała z goryczą Ksenia. Pięć lat temu był niepewnym pisarzem, którego pierwsza powieść okazała się porażką. Potem pojawiły się krótkie opowiadania w mało znanych czasopismach, które przeszły prawie niezauważone. A teraz, kiedy jego ostatnia książka niespodziewanie stała się bestsellerem, „dorósł”.
„Artem”, Ksenia wstała od stołu, „porozmawiajmy spokojnie. Co się stało?”.
Odpowiedź była już gotowa. Kilka miesięcy temu w jej głowie zrodziło się podejrzenie, kiedy Artem wrócił z kolejnej prezentacji, otulony nowym zapachem perfum.
„Nie o to chodzi” – odwrócił się, a Ksenia zrozumiała, że jej przypuszczenia są słuszne. „Czuję, że mogę osiągnąć więcej. A ty jesteś dla mnie zbyt zwyczajna, Ksusia. Potrzebuję muzy, a nie urzędniczki sprawdzającej przecinki”.
Ból, uraza, niesprawiedliwość – wszystko to spadło na nią jak deszcz na pustyni.
„Zwyczajna? Zapomniałeś, ile nocy poprawiałam twój „bestsellerowy” rękopis? Jak przepisywałam dialogi, proponowałam zwroty akcji?” – wybuchnęła.
Artem skrzywił się, jakby w plecach miał wbity nóż.
„Nie umniejszaj swojej roli. Wykonywałaś pracę techniczną. Inspiracja, fabuła, postacie – to wszystko moje. I czytelnicy to doceniają”.

„A moje imię jako współautorki na okładce? Umówiliśmy się!” – zaprotestowała.
„Ksyusha, zawsze będziesz pracownikiem wydawnictwa, przeglądającym cudze rękopisy. A ja dopiero zaczynam wspinać się na szczyt”.
„Sława przeminie, Artem, a kto zostanie? Z kim będziesz, kiedy przestaniesz być modnym pisarzem?” – zapytała.
Artem roześmiał się, ale jego śmiech brzmiał teraz zimno i wyniośle.
„Jakie to banalne! „Sława przeminie, ale ja zostanę”. To z taniego melodramatu. Moja sława dopiero się zaczyna, kochanie. A ty… – Jego wzrok przesunął się po jej sylwetce. – Zawsze pozostaniesz szarą myszką z kompleksem wybawiciela.
Ksenia powstrzymała łzy, nie chcąc sprawiać mu przyjemności ich pojawieniem się.
„Więc decyzja jest ostateczna?” – zapytała.
„Absolutnie”, skinął głową i skierował się do drzwi. „Pakuję rzeczy. Jutro przyjdę po resztę”.
Kiedy drzwi za nim się zamknęły, Ksenia opadła na fotel, a jej myśli powtarzały echem: „Zawsze będziesz urzędniczką. Szarą myszką. Ja dopiero zaczynam się wspinać”.

Jej wzrok padł na oprawioną fotografię, na której była z Artemem w dniu premiery jego pierwszej książki, uśmiechnięci, pełni nadziei. Ksenia przesunęła palcem po twarzy męża na zdjęciu.
„Mylisz się” – szepnęła. „Ja też dopiero zaczynam”.
Tatyana, jej przyjaciółka, wtargnęła do jej świata, gdy zobaczyła ją przy filiżance kawy.
„Mój Boże, Ksyusha, jesteś w szoku!” – wykrzyknęła Tatyana. „Jak się trzymasz?”.
Minął tydzień odkąd Artem odszedł. Tatiana przyniosła pudełko cukierków i butelkę wina, mając nadzieję pocieszyć przyjaciółkę. Ale przed nią stała opanowana, energiczna Ksenia, dla której rozpad małżeństwa wydawał się jedynie niedogodnością.
„Co mam zrobić? Płakać w poduszkę? Brać środki uspokajające? Dzwonić do niego i błagać, żeby wrócił?” – zapytała, nalewając wino.
Tatyana uśmiechnęła się skromnie.
„No tak. Zrobiłam to samo, kiedy Dimka mnie rzucił. Przez miesiąc byłam jak zombie, nie mogłam jeść ani spać”.
„I pomogło? Dimka wrócił?” – zapytała Ksenia.
„Nie, oczywiście. Nawet nie zadzwonił, drań. Ale chodzi o to, że kochałaś Artema. Pięć lat życia to nie żart”.

Ksenia upiła łyk, patrząc przez okno.
„Wiesz, Tania, naprawdę go kochałam. I może część mnie nadal go kocha. Ale nie mogę się załamać. Teraz nie mogę”.
„Dlaczego?” – zapytała Tatiana.
„Jeśli się załamam, on wygra. Udowodni, że jestem tylko „szarą myszką”, niczym bez niego. A ja chcę udowodnić coś przeciwnego, przede wszystkim sobie”.
Tatyana skinęła głową.
„Szczerze mówiąc, zazdroszczę ci. Kiedy mnie rzucono, stałam się kompletną ruiną. A ty stałaś się silniejsza”.
„Może i tak” – uśmiechnęła się Ksenia. „Najbardziej bolesna część? Nie to, że znalazł inną, ale to, że przypisał sobie całą sławę za powieść. Moja praca, moje pomysły, nieprzespane noce i nic, nawet wzmianka o współautorze. Otworzyła stary laptop, którego dawno nie używała, i uruchomiła kopię zapasową swoich plików. Po godzinie na ekranie pojawił się dokument zatytułowany „Początek. Szkic. K.” – jej własny, dawno zapomniany projekt, z którego pozostała ponad połowa. Palce zadrżały, ale nie z osłabienia, tylko z podekscytowania.
Miesiąc później Ksenia złożyła wniosek o stypendium twórcze pod nazwiskiem, którego dawno nie używała. Pół roku później jej powieść, napisana w ciszy kuchni o świcie, ukazała się nakładem niezależnego wydawnictwa. Po roku została przetłumaczona na trzy języki.

Artem przyszedł do jej biura zimowego wieczoru, w płaszczu, który stracił już swój blask, z teczką pod pachą.
„Potrzebuję wydawnictwa dla nowej powieści. Czy mogę na ciebie liczyć?” – zapytał, patrząc nie w oczy, ale na stół.
Ksenia długo na niego patrzyła, a potem uśmiechnęła się tym samym uśmiechem, z jakim przyjęła jego poprzednie wyzwanie.
„Możemy omówić umowę”, powiedziała. „Ale tylko jeśli jesteś gotów umieścić moje nazwisko obok swojego. Jako współautorkę. Tak jak ustaliliśmy”.
Skinął głową, nie podnosząc wzroku.
Za oknem powoli padał śnieg.
