Pamiętam, jak dawno temu w naszym mieszkaniu pod Moskwą wszystko zaczęło trzeszczeć. Igor, zmęczony monotonią, chodził po kuchni, jakby mierzył każdy krok. „Boże, jakże znudziła mi się ta rutyna!” – narzekał, spoglądając na garnek. Alena stała przy kuchence, mieszając zupę, i tylko jej ramiona lekko się napięły, nie odwracając się.
„O czym mówisz?” – zapytał, podchwytując jej milczenie. „O twojej zimnej obojętności! Zawsze jesteś pogrążona w swoich myślach, w swoim świecie, w którym wydaje się, że nie ma dla mnie miejsca!” – kontynuował, powtarzając słowa, jakby już je słyszał w pustym pokoju. Alena odpowiedziała tylko: „Po prostu mam dużo pracy, wiesz o tym”, jej głos brzmiał zmęczonym echem obojętności.
„Praca, praca! A co ze mną? Co z nami?” Igor uderzył dłonią w stół. „Kiedy ostatnio interesowałaś się moimi sprawami? Kiedy ostatni raz gdzieś razem wychodziliśmy?” – zapytał, jakby szukając odpowiedzi w powietrzu.

Alena powoli się odwróciła, jej twarz pozostała kamiennie spokojna, tylko w oczach pojawił się lekki cień zmęczenia. „Byliśmy w kinie dwa tygodnie temu” – powiedziała spokojnym głosem. Igor potargał włosy i krzyknął: „A ty cały czas siedziałaś, wpatrując się w telefon! Wiesz co? Nie mogę tak dalej. Odchodzę”.
Alena zamarła, łyżka zawisła nad garnkiem. „Dokąd się wybierasz w taką noc?” – zapytała. Igor odpowiedział, gestem obejmując kuchnię: „Nie dzisiaj. Odchodzę od ciebie, od tego wszystkiego”. Alena opuściła łyżkę, jej serce już dawno czekało na te słowa, ale i tak zabrzmiały one jak grom z jasnego nieba.
„Mam inną” – rzucił Igor, jakby bał się zmienić zdanie. „Ona mnie ceni, interesuje się mną, śmieje się z moich żartów”. Alena patrzyła na niego, a potem, jakby uwolniła się od ciężaru, uśmiechnęła się nie gorzko, nie złośliwie, ale wyzwalająco.
„Dobrze”, powiedziała po prostu. „Kiedy planujesz się wyprowadzić?”. Igor, który spodziewał się krzyków i łez, stał w szoku z powodu jej spokoju. „Co, nawet nie będziesz walczyć o nasze małżeństwo?”, oburzył się. Alena podeszła do okna i patrząc na wieczorny dziedziniec, odpowiedziała: „Już dawno staliśmy się obcymi ludźmi. Masz rację, żyję we własnym świecie, a tobie najwyraźniej nie jest w nim dobrze”. Igor poczuł, jak jego atuty rozpadają się w pył.
„Zabiorę swoje rzeczy jutro, kiedy będziesz w pracy” – mruknął. Alena skinęła głową i wróciła do kuchenki. „Zjesz kolację?” – zapytała. Igor zatrzasnął drzwi, nie odpowiadając, a potem hałaśliwie zebrał swoje rzeczy w przedpokoju.

Została sama, wyłączyła kuchenkę, odsunęła garnek i usiadła przy stole. W mieszkaniu zrobiło się cicho. Otworzyła telefon i zobaczyła nieprzeczytaną wiadomość od przyjaciółki i rozpłakała się nie z żalu, ale z nagłej ulgi. Łzy spływały jej po policzkach, a na ustach znów pojawił się ten sam wyzwalający uśmiech. Na ekranie świeciło się: „No i co, Alenka, powiedziałaś mu już?”.
Tydzień po jego odejściu Alena siedziała w kawiarni z Olgą, swoją dawną przyjaciółką. Olga spojrzała na nią z niepokojem i zapytała: „I co, po prostu go puściłaś? Nawet nie próbowałaś tego naprawić?”. Alena wzruszyła ramionami, mieszając kawę: „Co naprawiać? Przez ostatnie dwa lata żyliśmy jak sąsiedzi”. Olga oburzyła się: „Ale przecież byliście razem dziesięć lat! Czy to naprawdę nic nie znaczy?”. Alena skinęła głową: „Znaczy, ale nie na tyle, żeby się nawzajem dręczyć”. Olga potrząsnęła głową: „Nie poznaję cię. Kiedyś walczyłabyś”. Alena zamyśliła się, patrząc przez okno: „Kiedyś tak, ale teraz po prostu chcę spokoju. Jakby spadł mi ciężar z serca”. Olga zapytała, jakby sprawdzając: „I wcale ci nie jest przykro?”. Alena zawahała się: „Jest mi przykro, ale nie z powodu jego odejścia, tylko z powodu tego, że tak długo nie mogłam się zdecydować”. Przypomniała sobie, jak sama zamierzała powiedzieć mu o rozstaniu, ale on ją wyprzedził.
„Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś mi, jak źle się czujesz?” – zapytała Olga. Alena odpowiedziała: „Nie chciałam nawet przed sobą tego przyznać. Zazdrościłam jego nowej partnerce nie jego, ale jej odwagi. Ona wiedziała, czego chce, a ja wciąż czekałam na coś, nawet nie rozumiejąc, na co”. Olga zapytała: „I co dalej?”. Alena po raz pierwszy od dawna uśmiechnęła się szczerze: „Życie. Chcę zmienić pracę, zaproszono mnie do nowego projektu, bardziej kreatywnego”. Olga podniosła rękę, aby ją zatrzymać: „Najpierw mąż, teraz praca. Co, wszystko zmieniasz?”. Alena spojrzała na zegarek: „Nie zmieniam, w końcu zaczynam”. Dodała: „Dzisiaj pierwsze spotkanie z szefem”. Olga zatrzymała ją, chwytając za rękę: „Wszystko w porządku? Martwię się”. Alena skinęła głową: „W porządku, po raz pierwszy od dawna”.

Wieczorem Alena wróciła do pustego mieszkania. Igor pozostawił po sobie dziwną pustkę w szafach i na półkach, jego maszynka do golenia w łazience, laptop na stole, porozrzucane skarpetki. Zadzwonił telefon, na ekranie pojawiło się imię teściowej: Tatiana Petrowna. Alena usiadła na skraju kanapy. Ciotka zapytała drżącym głosem: „Marino, co się dzieje? Siergiej nic nie wyjaśnia”. Alena odpowiedziała spokojnie: „Zdecydowaliśmy, że tak będzie lepiej”. Ciotka wyrzucała jej: „Ale jak to? Przecież jesteście piękną parą!”, a potem dodała: „To wszystko przez tę dziewczynę? Już jej powiedziałam, że jej nie zaakceptuję!”. Alena delikatnie przerwała: „Nie tylko przez nią, po prostu nasz związek już dawno się wyczerpał”. Ciotka zapytała, jak się trzyma. Alena uśmiechnęła się: „Trzymam się, nawet zaczynam nowe życie. Zmieniam pracę, planuję mały remont”. Ciotka zdziwiła się: „Remont już teraz?”. Alena: „Dlaczego nie? Marzyłam o jasnej sypialni i kąciku do pracy twórczej”.
Stojąc przy oknie, Alena słuchała mżawki, krople powoli spływały po szybie. „Jakie to dziwne, pomyślała, jeszcze tydzień temu bała się samotności, a teraz wydaje się to właściwe”.
