Przez 20 lat znosiłam upokorzenia ze strony teściowej, ale jej ostatnia wypowiedź zaszokowała mnie.

Przez dwadzieścia lat znosiłam wybryki teściowej, ale jej ostatnie słowa przeraziły mnie.

Nie trzeba było tak na nią krzyczeć, Luba. Ona jest już w podeszłym wieku, Dmitrij postawił filiżankę na stole i spojrzał winnie na żonę.

W podeszłym wieku? A kiedy zatruwała mi życie, była młoda? Luba gwałtownie odwróciła się od okna. Dwadzieścia lat, Dima! Dwadzieścia lat znoszę jej czepianie się!

Ale teraz jest chora…

Chora! prychnęła Luba. Kiedy jej się podoba, wtedy jest chora. A kiedy chce się nawrzucać sąsiadce Annie lub podrażnić mnie, wtedy jest najweselsza ze wszystkich.

Dmitrij w milczeniu dopijał herbatę. Był zmęczony niekończącymi się kłótniami między żoną a matką. Każdego dnia to samo. Matka coś powie, Luba wybuchnie, potem trzaskają drzwi, padają obraźliwe słowa.

A co ci powiedziała? – zapytał, choć wiedział, że lepiej się nie wtrącać.

Luba zamknęła oczy, jakby zbierając siły.

Powiedziała, że jestem złą gospodynią. Że mój barszcz jest niesmaczny, że w domu panuje bałagan, że dzieci są rozpieszczone. A potem dodała, że powinnam uczyć się od Olgi, żony twojego brata. Mówiła, że ona umie gotować i sprzątać.

Mama po prostu… przyzwyczaiła się wszystko kontrolować.

Przyzwyczaiła się! Głos Luba podniósł się do krzyku. A ja się nie przyzwyczaiłam? Nie przyzwyczaiłam się po zmianie gotować obiad, prać, sprzątać? Nie przyzwyczaiłam się codziennie słuchać, jaka jestem bezużyteczna?

Dmitrij wstał, chciał objąć żonę, ale ona się odsunęła.

Wiesz, co mi powiedziała na koniec? Luba otarła oczy rękawem szlafroka. Że kiedy ciebie nie będzie, i tak zostanę sama. Bo nikt taki jak ja nie jest potrzebny.

Dmitrij zamarł z wyciągniętymi rękami.

Nie mogła tego powiedzieć…

Mogła! Dokładnie tak! A potem zatrzasnęła drzwi tak, że odpadła tynk.

W korytarzu rozległy się kroki. Drzwi się uchyliły i do kuchni zajrzała dziesięcioletnia Nastia.

Mamo, babcia wyszła? Nic mi nie powiedziała, dziewczynka podeszła do matki i objęła ją w talii.

Wyszła, córeczko. Do siebie. Luba pogłaskała córkę po włosach.

A dlaczego znowu się kłóciliście? Boję się, kiedy krzyczycie.

Luba usiadła przed córką i spojrzała jej w oczy.

Wybacz nam, kochanie. Dorośli czasami nie potrafią się dogadać. Ale to nie znaczy, że się nie kochamy.

Babcia cię nie kocha, powiedziała nagle Nastia. Zawsze jest na ciebie zła. A mi jest ciebie żal.

Luba mocno przytuliła córkę do siebie. Łzy znów napłynęły jej do oczu.

Idź odrobić lekcje, Nastia. A my z tatą jeszcze porozmawiamy.

Kiedy dziewczynka wyszła, Dmitrij usiadł obok żony.

Luba, porozmawiam z mamą. Wyjaśnię jej…

Co wyjaśnisz? – zapytała zmęczona Luba. Wyjaśniasz to już od dwudziestu lat. Bezskutecznie.

Więc co robić?

Luba długo milczała, patrząc na swoje ręce. Te ręce prały, sprzątały, gotowały, prasowały. Te ręce pracowały w sklepie przez osiem godzin, a potem jeszcze w domu do późnej nocy. A teściowa powtarzała, że jest złą gospodynią.

Pamiętasz, jak się poznaliśmy? – zapytała nagle.

Dmitrij spojrzał na żonę ze zdziwieniem.

Oczywiście. W parku, na ławce. Miałaś na sobie białą sukienkę.

W kremowym, poprawiła się Luba ze smutnym uśmiechem. Wtedy myślałam, że jesteś najpiękniejszym mężczyzną na świecie. A twoja mama od pierwszego spotkania mnie nie lubiła.

Ona po prostu się martwiła…

Przestań ją usprawiedliwiać! wybuchnęła Luba. Nie lubiła mnie, bo nie pochodzę z bogatej rodziny. Ponieważ mój ojciec był kierowcą, a nie dyrektorem, jak twój.

To było dawno temu…

Dawno? A pamiętasz nasze wesele? Twoja mama przez cały wieczór chodziła, jakby wypiła ocet. A kiedy przeprowadziliśmy się do was, od razu powiedziała: „W moim domu obowiązują moje zasady”.

Luba wstała i nastawiła czajnik.

Dwadzieścia lat, Dima. Od dwudziestu lat staram się jej dogodzić. Gotuję tak, jak ona chce. Sprzątam tak, jak ona każe. A co z tego mam?

Mama cię ceni…

Ceni? Luba zaśmiała się gorzko. Ona mnie toleruje. Czujesz różnicę?

Czajnik się zagotował. Luba zaparzyła herbatę i usiadła z powrotem.

Wiesz, o czym marzę? – powiedziała cicho. Żeby rano wstać i nie martwić się, czy spodoba jej się śniadanie. Żeby wrócić z pracy i nie bać się, że znajdzie kurz na półce. Żeby kupić dzieciom ciastka i nie słyszeć, że psuję im żołądek.

Luba…

Daj mi dokończyć. Chcę mieszkać we własnym domu. Żeby nikt nie krytykował każdego mojego kroku. Żeby dzieci nie słyszały ciągłych kłótni.

Dmitrij wziął żonę za rękę.

Ale mama jest sama. Kto się nią zaopiekuje?

A kto będzie się opiekował mną? W głosie Luba zabrzmiała uraza. Kiedy byłam chora, twoja mama ani razu nie przyniosła mi herbaty. Za to wymagała, żebym gotowała, bo nie smakowała jej zupa.

To było dawno temu…

I trzy lata temu, kiedy złamałam rękę. I pięć lat temu, kiedy leżałam z gorączką. Zawsze, Dima! Zawsze to ja jestem winna, że nie mogę skakać na jej rozkaz.

Ktoś zapukał do drzwi. Dmitrij poszedł otworzyć i wrócił z sąsiadką, ciocią Ziną.

Cześć, Lyubochka! Ciotka Zina usiadła przy stole, odmówiła herbaty. Szłam obok, pomyślałam, że wpadnę. Słyszałam, że Nina Petrowna wróciła do domu zdenerwowana.

Zdenerwowana, mruknęła Luba.

Nie gniewaj się na nią, dziewczynko. Jest stara, chora. W jej wieku charakter ma jak zardzewiały zamek.

Ciociu Zino, wiesz, co mi dzisiaj powiedziała?

Luba powtórzyła słowa teściowej. Ciocia Zina pokręciła głową.

Ależ co ty, Luba! Nina Pietrowna mówiła pod wpływem emocji. Ona przecież rozumie, że bez ciebie będzie zagubiona.

Rozumie? Luba podskoczyła. Jeśli rozumie, to dlaczego nie docenia?

Docenia, tylko nie umie tego okazać. Wiesz, ile razy mi powtarzała, jaka Dima ma wspaniałą żonę? Jak wychowujesz dzieci, jak prowadzisz dom?

Luba spojrzała z zaskoczeniem na sąsiadkę. Naprawdę? – zapytała cicho, a w jej głosie zabrzmiała niepewność.
Ciotka Zina skinęła głową:
Co tydzień to samo: „Ach, Zina, Luba znowu pracuje do nocy, a w domu wszystko jest posprzątane, kolacja dla dzieci gotowa”. Tylko przede mną się chwali, a tobie rzuca ciernie w oczy. Żal mi jej, Dimochka. Nie umie inaczej.
Luba opuściła głowę, łzy spadły do filiżanki.
Nie chcę być zła. Chcę tylko, żeby mnie szanowano.
Dmitrij ścisnął jej dłoń.
Znajdziemy sposób. Najpierw porozmawiam z mamą. A potem… może wynajmiemy sobie dom. Na krótko. Żebyś mogła odpocząć.
Luba spojrzała na niego, po raz pierwszy tego wieczoru bez goryczy.
Nie odejdę. Nie dla niej. Ale chcę, żebyście oboje wiedzieli: nie będę już milczeć.