Strona główna » Bez kategoriiPewnego razu moja babcia poczuła zawroty głowy, więc lekarz pogotowia ratunkowego zawiózł ją do szpitala na wszelki wypadek…

Kiedyś dawno temu moja babcia zakręciło się w głowie, a ratownik medyczny z pogotowia postanowił zachować ostrożność i wysłał starszą panią do szpitala…

Tam wyjaśniono jej w przystępny sposób, że w jej wieku chodzenie po teatrach z koleżankami-staruszkami jest nie na miejscu. Śmierć jest tuż za rogiem i należy ją godnie powitać we własnym łóżku, a nie przy stole karcianym u przyjaciółki.

Babcia postanowiła umrzeć z godnością. Na początek wykupiła pół apteki, rozstawiając szklanki na stoliku nocnym. W pokoju natychmiast zawisła cierpka woń waleriany. Następnie zaczęła nas dręczyć, domagając się lekarza, notariusza, nowych lekarstw.

Matka nie miała siły, przekonując ją, że ze śmiercią można jeszcze poczekać. W odpowiedzi babcia tylko przewracała oczami i kapryśnie prosiła, żeby dodać jej do herbaty „coś uspokajającego”.

Ale pewnego dnia odwiedziła ją jej dawna przyjaciółka Agafja. Dzięki Bogu, akurat tego dnia odwiedzałam babcię i wszystko widziałam na własne oczy.

„Mówią, że szykujesz się do odejścia?” – zapytała Agafja ochrypłym basem. „Godne pochwały. Ktoś musi przecież jako pierwszy zbadać drogę. Ale powiedz szczerze, czy naprawdę chcesz leżeć w trumnie w takim stanie?”.

Babcia mruknęła, że nie obchodzi jej, w jakim stanie ją położą do trumny.

„Może tobie to nie przeszkadza, ale ja będę musiała na to patrzeć! I jeszcze całować! Co ludzie pomyślą? Myśleli, że przyszli na porządny pogrzeb, a tu takie coś! Nie będę mogła potem spojrzeć im w oczy!”

„A co im do tego?” – oburzyła się babcia.

„A co, przerwała Agafia, przyjdą pochować przyjaciółkę Agafii, a ja nie zadaję się z byle kim! Zobaczą cię i pomyślą, że podmienili zmarłego i oszukali ich! A tak w ogóle, po co tyle leków? Trujesz się, czy co?”

„Łagodzę cierpienia” – mruknęła babcia.

„Niszczysz sobie wątrobę, a od chorej wątroby twarz żółknie. Chcesz, żeby ludzie w przerażeniu uciekali, widząc cię w trumnie?”

Babcia zastanowiła się i zgodziła się, że w ostatnią drogę lepiej wyruszyć z przyzwoitym kolorem twarzy. Przyjaciółka skinęła głową i zaproponowała spacer, ponieważ świeży rumieniec wygląda bardzo efektownie na łożu śmierci.

Zaniemówiłam, patrząc, jak moja „umierająca” babcia zsuwa się z łóżka i idzie pod prysznic, z którego odmawiała korzystania przez trzy tygodnie.

A Agafia, marszcząc nos, kazała mi pościelić łóżko i zaparzyć im mocną kawę z „pobudzającym dodatkiem” pięćdziesięciu gramów. Koniak, jak twierdziła, wzmacnia nerwy i poprawia samopoczucie. A w trumnie, jak wiadomo, lepiej leżeć z mocnymi nerwami…

Przyjaciółka tak bardzo zaangażowała się w przygotowania babci do „uroczystego wydarzenia”, że następne dwa tygodnie poświęciły na wizyty u fryzjera, w łaźni i na zakupach. Kupiły kapelusz z welonem, rękawiczki, puder – wszystko, co może się przydać „tam”.

Teraz babcia jest spokojna o swój pogrzeb, wie, że wszystko będzie na najwyższym poziomie. A żeby czas nie ciągnął się w nieskończoność, znów zaczęła często odwiedzać przyjaciółki, żeby pograć w karty lub wybrać się na piknik. Mówi, że jeśli śmierć tak bardzo tego chce, niech sama sobie poszukuje…

A ta najwyraźniej nie spieszy się, bo cerę babci nie jest jeszcze wystarczająco reprezentacyjna…