Dziewczyno, zgadzasz się? – usłyszałam w słuchawce męski, lekko błagalny głos.
Dobrze, spróbujmy – odpowiedziałam łagodnie.
Miałam dwadzieścia lat, studiowałam na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym i szukałam dodatkowej pracy. W gazecie „Izvestia” znalazłam ogłoszenie: „Niewidomy nauczyciel historii szuka asystentki”. Żal mi zrobiło tego nieznajomego niewidomego mężczyzny i od razu do niego zadzwoniłam.
Następnego dnia stałam przed drzwiami jego mieszkania przy ulicy Szczelkowskiej i niepewnie zapukałam. Drzwi się otworzyły i przed moimi oczami pojawił się mężczyzna w ciemnych okularach.
Wejdź, dziewczyno. Jak mam się do ciebie zwracać? – zapytał szybko niewidomy.
Aglaia – odpowiedziałam, lekko zawstydzona.
Dmitrij Bogdanowicz – przedstawił się.

Potrzebuję twojej pomocy, Aglaśka. Jakie masz cudowne perfumy! Doprowadzają do szaleństwa. Wykładam historię na uniwersytecie i chciałbym, żebyś wieczorami czytała mi notatki, a ja je zapamiętywał. Zajęcia trzy razy w tygodniu. Umowa stoi? – powiedział Dmitrij Bogdanowicz i już słyszałam, jak będzie mnie nazywał.
Mieszkanie nauczyciela było nieskazitelnie posprzątane, nie było w nim zbędnych rzeczy. Dmitrij, czterdziestolatek, nie miał nic do ukrycia: wyglądał zadbany, niemal bosko atrakcyjny.
Zaczynajmy, Dmitrij Bogdanowicz, powiedziałam z niecierpliwością, chcąc zanurzyć się w pracy.
Wrzesień zmienił się w luty, a maj przyniósł wakacje. Dmitrij Bogdanowicz dał mi wolne do następnego września, a ja z radością pojechałam odpocząć na krymskie wybrzeże. Po tygodniu prawie zapomniałam o moim niewidomym mentorze, poznałam młodego człowieka, z którym zamierzałam się pobrać. Wyznaczono datę ślubu.
Pod koniec sierpnia zadzwonił Dmitrij Bogdanowicz:
Agłaśka, proszę przyjść jutro.
Ojej, nie mogę, wychodzę za mąż, przygotowuję się do ślubu – odpowiedziałam radośnie.
Tak szybko wychodzisz za mąż? Wydaje się, że się spieszycie – w jego głosie zabrzmiało lekkie rozczarowanie. Proszę, jednak przyjdź! – namawiał mnie.
Dobrze, przyjdę – zgodziłam się niechętnie.
Nadeszła kolejna, upalna sierpniowa dzień.
Rozpoznaję twój zapach, Agłaśko. Proszę wejść, zaprosił mnie do przedpokoju Dmitrij Bogdanowicz.

Wie pan, mój narzeczony też uwielbia te perfumy, zauważyłam głupio.
Pracujmy jeszcze przez jeden rok akademicki? Nie mogę już bez ciebie, poprosił żałośnie.
W takim razie zabierajmy się do pracy, odpowiedziałam rzeczowo.
Im częściej spotykałam się z wykładowcą, tym mniej chciałam iść do narzeczonego. Wkrótce odwołałam zgłoszenie w urzędzie stanu cywilnego, a narzeczonemu dałam do zrozumienia, że nasze drogi się rozchodzą. W końcu narzeczona to nie żona i można się rozstać.
Przeszliśmy na „ty”. Kiedy czytałam Dymowi notatki, delikatnie trzymał mnie za rękę, zamykał oczy i wdychał zapach moich perfum. Z nim było mi przytulnie i spokojnie.
Pewnego razu wróciłam z mrozu, zmarznięta, i poprosiłam o gorącą herbatę. Dima posadził mnie w swoim fotelu, okrył nogi kocem:
Usiądź, Aglaszka, zaraz przyniosę, powiedział i poszedł do kuchni. Wrócił z tacą, na której leżały plasterki pomarańczy i kieliszek koniaku.
Wypij, ogrzejesz się – zaproponował. Powoli popijałam koniak, patrząc na Dimę, i zapragnęłam objąć tego niezwykłego mężczyznę, przytulić go. Kiedy skończyłam koniak, Dima podszedł bliżej, gorąco mnie pocałował i objął:
Zostań ze mną, dam ci cały świat – szeptał.

Nie śmieję się, Dima, jesteś taki delikatny! Kręci mi się w głowie – odpowiedziałam, czując ciepło i spokój obok niego.
Dima szeptał:
Ślepy wszystko słyszy, głuchy wszystko widzi.
Następnego ranka przyszła mama Dimy. Często przychodziła przygotowywać śniadanie. Widząc mnie w łóżku, tylko się uśmiechnęła.
Dzień dobry, przywitała się. Dima i ty jeszcze się wylegujesz?
Tak, mamo, odpowiedział radośnie Dima.
W nocy wznosiłam się do nieba, zdziwiłam się.
Agła, boję się przyzwyczaić do ciebie – powiedział zamyślony Dima.
Śniadanie gotowe, dzieci! – zawołała mama z kuchni. Razem piliśmy kawę, jedliśmy kanapki i śmialiśmy się.
Dziękuję, mamo. Mam dzisiaj wykład, idę się przygotować – powiedział Dima, wychodząc do swojego pokoju.
Mama zamknęła drzwi i cicho powiedziała do mnie:
Agla, mój Dima naprawdę się w tobie zakochał. Wniosłaś światło do jego życia. Ale pamiętaj stare przysłowie: „Ślepego nie biorą na myśliwstwo”. Nie sprawiaj mu cierpienia. Ty masz widzące życie, a on żyje w ciemności. Proszę, nie niszcz jego duszy.
Stałam zdezorientowana, nie wiedząc, co robić. Rozumiałam, że Dima jest tylko tymczasowym towarzyszem, ale już zakochałam się w nim całym sercem.
Od tego czasu przychodziłam do Dimy, kiedy jego matka była poza domem, unikając spotkania z nią.

Minął rok. Nasze uczucia stały się silniejsze; niewidomy mężczyzna obdarzył mnie światłem swojego serca. Mówiłam wszystkim, że zamierzam poślubić niewidomego. Pewnego razu, przychodząc do Dimy, usłyszałam:
Agłaśka, nie możemy już być razem. Uwalniam cię, odejdź.
Ogarnęło mnie smutek, łzy, krzyki, zdziwienie. Dima nie widział, nie słyszał mojego cierpienia.
Wyszłam za mąż dwa razy, poznałam namiętność, miłość i ból. Ale nie było nikogo równego Dimie.
Ta historia uczy, że prawdziwe światło pochodzi z serca, a nie z oczu; miłość oparta na oszustwie prędzej czy później gaśnie, a uczciwość wobec siebie i innych jest jedyną drogą do prawdziwego szczęścia.
