Dlaczego nie znalazłaś mnie wcześniej?

Dlaczego nie znalazłaś mnie wcześniej? – szepnął Boris, patrząc na pusty korytarz biura, gdzie niebieskie światło lamp rzucało długie cienie.

Dzisiaj zatrzymał się w Moskwie, w oszałamiającym budynku „Galaktyka”, gdzie zastępca dyrektora wyjechał w podróż służbową, a jedyna sekretarka wróciła dopiero jutro po zwolnieniu lekarskim. Umowa na miliony rubli, nowy, niezwykle korzystny projekt wymagał podpisania, a on nie miał ani jednego asystenta.

Irina, żona Borisa, dzwoniła już dwa razy, a jej głos drżał z wyrzutu: „Gdzie jesteś? Czy to ja będę musiała dzisiaj sama przygotować kolację?”. On tylko uśmiechnął się: „Czasami samo gotowanie nie jest takie złe. I tak nie zajmujesz się obowiązkami domowymi”.

Korytarz opustoszał, drzwi gabinetów zamykały się z głuchym trzaskiem. Na końcu, przy ostatnich drzwiach, światło ledwo migotało. Boris podszedł, jakby szukając kogoś, kto jeszcze się zatrzymał. Otworzył je i zobaczył tylko sprzątaczkę w niebieskim fartuchu, opierającą się na mopie.

Dobry wieczór – skinął głową, zbierając się do wyjścia.

Dobry wieczór – odpowiedziała kobieta, a jej głos urwał się, gdy lekko się pochyliła, opierając się na mopie.

W głowie Borysa przemknęło słowo jak uderzenie pioruna:

Wasilisa?

Wasilisa, skinęła głową, nie odrywając wzroku.

Wasilisa, czemu się tak kręcisz? Przestań się tak wywyższać, złapał ją za talię, próbując ją pocałować.

Puść mnie! rzuciła się, odchylając głowę, z oczami pełnymi strachu. Nie słyszysz? wbiła paznokcie w jego nadgarstki.

Rozumiesz, co tracisz? – warknął Boris, odrzucając jej ręce. Pieniądze, drogie rzeczy, wszystko będzie twoje.

Nie potrzebuję od ciebie niczego – odcięła go Wasilisa, rzucając się do drzwi swojego pokoju. Nie kocham cię!

Widzisz, wszystko będzie inaczej, szepnął, przechodząc obok pokoju, z którego dochodził śmiech i dźwięki gitary. Sanka, nalej! zawołał do jednego z przyjaciół, opróżniając kieliszek taniego wina.

W przeciwieństwie do innych studentów, Boris mieszkał we własnym domu, a nie w akademiku. Zauważył Wasilę już na pierwszym roku, ale ona nigdy nie odpowiadała na jego zaloty. Kiedy po raz pierwszy zaprosił ją do kina, grzecznie odmówiła, co było szokiem dla mężczyzny przyzwyczajonego do tego, że wszystko dostaje od razu. Od dzieciństwa dostał wszystko, czego chciał, a kiedy dorósł, zrozumiał, że dziewczyny polują na „perspektywicznych” kandydatów na mężów.

Próbował ją uwieść drogimi restauracjami, nocnymi przejażdżkami po Moskwie nowym mercedesem, podarowanym mu przez ojca, ale Wasilisa uparcie odmawiała. To doprowadzało go do szału i zaczął ją uporczywie ścigać.

Tego wieczoru, kiedy studenci zbierali się w akademiku, Boris znalazł ją na korytarzu i zapędził w kąt.

Wasilisa była w Moskwie, aby się uczyć. Jej skromni rodzice nieustannie powtarzali jej, że edukacja jest jedyną drogą do lepszego życia. Nie lubiła Borisa, który był niegrzeczny i nachalny.

Wracała z kina, gdzie była z przyjaciółkami, a potem postanowiła wstąpić do akademika, aby dokończyć sprawdzian. Samochód Borisa zatrzymał się gwałtownie obok:

Wsiadaj, podwieźć cię? uśmiechnął się.

Dziękuję, sama dojdę, odpowiedziała chłodno.

Rozumiem, że mnie nie pokochasz, próbował złagodzić ton. Ale jest już ciemno, sama boję się iść.

Wasilisa, po chwili wahania, zgodziła się.

Minęliśmy już właściwy zakręt, powiedział, skręcając w bezludny las za miastem.

Porzucasz mnie? zapytała, wyjmując telefon.

Do kogo? rzucił telefon przez okno, mrugając: „Kupię ci nowy”.

Wasilisa próbowała się opierać, ale samochód pędził dalej, aż zatrzymał się na odludziu, gdzie krzyki i przekleństwa były bezskuteczne.

„Masz, weź pieniądze, kup nowy telefon” – rzucił jej kopertę z kilkuset rublami, gdy już świtało, a samochód wrócił do akademika.

Wasilisa spojrzała mu w oczy pełne odrazy:

Nie waż się mnie szantażować, mój ojciec ma kontakty! – powiedział Boris, próbując ją zastraszyć.

Odwróciła się, otworzyła drzwi, a pieniądze, które pozostały na jej kolanach, spadły na cienką warstwę lodu pokrywającą jesienne kałuże.

Od tego czasu zamknęła się w sobie, rzuciła się w wir nauki, chociaż przyjaciółki namawiały ją, żeby odpoczywała.

Po kilku miesiącach odkryła, że jest w ciąży. Terminy, aborcja, plany – wszystko legło w gruzach w jednej chwili. Postanowiła wszystko ukryć, mając nadzieję, że zdąży zdać egzaminy, nie pojechać do rodziców na lato i nikomu o tym nie powiedzieć.

Poród nastąpił w sierpniu, w lokalnej klinice położniczej, gdzie zaproponowano jej pracę sprzątaczki w pobliskiej kawiarni, aby jakoś związać koniec z końcem. Urodziła się mała dziewczynka, którą nazwała Vera.

W sali pielęgniarka szepnęła:

Jak ją nazwiesz?

Wera, odpowiedziała Wasilisa, nie mogąc podnieść wzroku.

Ma porażenie mózgowe, dodała lekarka, patrząc na maleńką dziewczynkę. To będzie ciężka droga.

Wasilisa wyszła w milczeniu, rozumiejąc, że nie może już porzucić dziecka.

Na początku pomagała jej sąsiadka z mieszkania komunalnego, Larisa, prosta kobieta, sprzedawczyni w lokalnym sklepie. Zebrała dla Very ubrania, jedzenie, a nawet niewielką sumę w rublach.

Trzymaj, dopóki nie znajdziesz pracy – powiedziała Larisa, uśmiechając się przez łzy.

Przez następne lata Wasylisa pracowała jako sprzątaczka, uczyła się online, a Wiera stopniowo uczyła się chodzić, korzystając z bezpłatnych zabiegów rehabilitacyjnych, na które czekała w kolejce przez lata.

Dziesięć lat później stali w małym biurze, gdzie Borys był teraz dyrektorem firmy, a Wasylisa sprzątaczką. Stał, nie mogąc się ruszyć, patrząc na kobietę, którą kiedyś złamał, a teraz widział przed sobą zgarbioną, w znoszonym fartuchu, z pęknięciami na rękach od wody i środków czyszczących.

Czy to twoja córka? – wykrztusił w końcu, patrząc na zdjęcie w jej rękach. Dziewczynka z delikatnym uśmiechem, opierająca się na kulach.

Tak – odpowiedziała cicho Wasilisa. I ona wie, kto jest jej ojcem.

Boris cofnął się, czując, jak ziemia usuwa mu się spod nóg. Kluczyki do mercedesa, leżące w kieszeni, nagle stały się ciężkie jak kamień.

Nie podpiszę już tej umowy – wyszeptał, podrzucając dokumenty, i wyszedł w ciemność korytarza, nie oglądając się za siebie.