Pięcioletni Misza obudził się jeszcze przed dźwiękiem budzika, wślizgnął się pod kołdrę do ojca i podekscytowany szepnął:
Tato, dzisiaj śniła mi się mama.
Iwan natychmiast otworzył oczy.
Mama powiedziała, że jak tylko spadnie pierwszy śnieg, wróci do nas, kontynuował szeptem syn. Tato, a śnieg będzie wkrótce?
Wkrótce – odpowiedział Ivan, szybko wyskoczył z łóżka i włączył światło. Dobra, Misha, wstawaj. Zjemy śniadanie i pójdziemy do przedszkola.
Nie chcę.
Czego nie chcesz?
Śniadania.
Szczerze mówiąc, ja też nie chcę – westchnął Ivan. Ale trzeba.
Dlaczego?
Tak trzeba. Jesteśmy mężczyznami, może dzisiaj będziemy musieli komuś pomóc, a nie będziemy mieli siły.

Tato, a mama na pewno wróci?
To było najtrudniejsze pytanie. Mama Miszy nie żyła już od roku, a syn nadal wierzył, że wróci.
Wróci, powiedział radośnie Ivan.
Prosto z nieba?
No tak. Tylko może będzie trochę inna.
Jak to inna?
Będzie wyglądać inaczej. Ale pozostanie tak samo dobra. I będzie cię kochać.
Niech już spadnie śnieg, westchnął Misha.
Pół godziny później Ivan przekazał syna wychowawczyni w przedszkolu i udał się na przystanek autobusowy. Samochód stał od wieczora po gwałtownych listopadowych mrozach, stary akumulator całkowicie się wyczerpał, teraz trzeba będzie kupić nowy, a w portfelu prawie nie zostało hrywien.
Mimo wszystko Ivan zdążył do pracy na czas. Szybko usiadł na krześle, włączył komputer i spojrzał na ekran rozproszonym wzrokiem.
Wania, cześć! odezwał się Denis z sąsiedniego biurka. Nie ziewaj, szef zaraz się pojawi.
Nie ziewam, odpowiedział Ivan. Cześć.
A propos, do naszego działu przyjmują nową dziewczynę. Mówią, że jest młoda. Pewnie będziesz zainteresowany przeprowadzeniem z nią rozmowy kwalifikacyjnej.
Dlaczego? Ivan spojrzał na Denisa z podejrzliwością.
No właśnie! Jesteś samotnym ojcem. Potrzebujesz żony.

Znowu to samo, Denis? Pamiętaj, nie jestem samotnym ojcem. Jestem ojcem, który samotnie wychowuje syna.
Ale Misza potrzebuje mamy. Sam dobrze wiesz.
Tak, ale mama musi być dobra.
A jeśli ona taka nie jest?
Kto?
Nowa koleżanka.
Zostaw. Ivan ponownie wpatrzył się w monitor i próbował skoncentrować się na pracy.
Dzień ciągnął się nieskończenie wolno.
Ivan nie wytrzymał i poprosił o wcześniejsze wyjście. Pomyślał: zabiorę Miszę wcześniej, razem wpadniemy do sklepu motoryzacyjnego i w końcu kupimy akumulator.
Wyszedł pośpiesznie z biura i niemal zamarł: z nieba padały duże płatki pierwszego mokrego śniegu.
Zatrzymał się, przypomniał sobie słowa syna i poczuł ból w piersi. Ivan pobiegł na przystanek i czekał na autobus.
Ale wtedy zauważył dziewczynę próbującą odkręcić nakrętki w samochodzie. Jej ręce były czerwone i wyraźnie drżały z zimna.
Podszedł bliżej i nieco zirytowany zapytał:
Po co się męczysz? Nie masz nikogo, kto mógłby ci pomóc?

Nie mam nikogo – odpowiedziała cicho dziewczyna.
Przyzwyczaiłam się już do robienia wszystkiego sama. Ale przez ten śnieg moje ręce stały się lodowate.
Ech, Ivan przykucnął obok. Pomógłbym, ale bardzo się spieszę.
Nie proszę o to, odpowiedziała spokojnie dziewczyna.
To jeszcze gorzej, westchnął. Zróbmy tak: jeśli szybko wymienię koło, podwieziesz mnie do przedszkola? Czeka tam mój syn.
Serio? W głosie dziewczyny pojawiła się ulga. Oczywiście, podwiozę cię.
Iwan długo majstrował przy samochodzie. Koło zapasowe okazało się prawie całkowicie opróżnione, trzeba było je napompować zwykłą pompką, na szczęście była w bagażniku.
Kiedy wytarł ręce i usiadł w samochodzie, dziewczyna powiedziała:
Zauważyłeś, że to pierwszy śnieg?
Serce Iwana znów się ścisnęło, z trudem powstrzymał łzy.
Wszystko w porządku? – zapytała dziewczyna.
Wszystko w porządku. Jedziemy?
Jedziemy – uśmiechnęła się. Dokąd mam jechać?
Na razie prosto, potem pokażę.

Śnieg padał coraz mocniej. Całą drogę jechali w milczeniu. Kiedy samochód zatrzymał się przed bramą przedszkola, dziewczyna zaproponowała:
Poczekam na was, a potem zawiozę do domu.
Nie trzeba, dziękujemy. Muszę jeszcze zjechać do sklepu samochodowego.
W takim razie tym bardziej! – ożywiła się dziewczyna. Ja też tam muszę jechać. Poza tym nie mam gdzie się spieszyć, nie mam mężczyzny, jak widzisz. Śnieg jest teraz taki, że twoje dziecko przemoknie.
Nie trzeba, naprawdę. Ivan szybko wysiadł z samochodu i pospieszył do przedszkola.
Kiedy wyszedł z Miszą na ulicę, ten sam samochód stał obok, a dziewczyna łapała śnieżynki ustami jak dziecko.
Zauważywszy Iwana z synem, radośnie pomachała im ręką.
Biegnijcie szybko! Widziałam was!

Misza zdezorientowany spojrzał na ojca, potem spojrzał na dziewczynę i niepewnie zapytał:
To mama? Tato, to mama. A nie mówiłem? Pada pierwszy śnieg i oto ona.
Misia rzucił się do dziewczyny, mocno ją przytulił, a ona, nie dziwiąc się wcale, podniosła go na ręce i zaczęła kręcić się z nim w tańcu pod padającymi płatkami śniegu.
