Wieczór charytatywny fundacji „Wityaz” zawsze był królestwem Marii Pietrownej. W blasku kryształowych żyrandoli, w otoczeniu najbardziej wpływowych moskiewczyków, rządziła z gracją i nienagannością. A ja przez cały czas pozostawałam tylko cichą postacią w cieniu, uprzejmą błahostką, której prawie nikt nie zauważał, a zwłaszcza ona.
Od momentu, gdy wyszłam za mąż za Daniila, zrozumiałam, że Maria Pietrowna uważa mnie za obcą. Nigdy nie mówiła o tym otwarcie; miała swój wyrafinowany arsenał: uniesiona brew, idealnie wyczuta pauza, przedstawianie mnie tylko jako „żony Daniila”, jakby moje imię nie miało znaczenia.
Pracowałam jako organizatorka imprez, kochałam swój zawód, ale dla Marii Pietrownej było to „po prostu układanie kwiatów i tworzenie planów miejsc”. Pewnego razu podczas lunchu powiedziała to tak, żebym usłyszała, ale nie mogła mnie bezpośrednio skrytykować. Taki był jej styl.

Starałam się. Naprawdę się starałam. Ubierałam się gustownie na każdą uroczystość rodzinną, zapamiętywałam, jakiego noża używać, uśmiechałam się podczas niekończących się rozmów towarzyskich. Ale bez względu na to, jak bardzo się starałam, ona zawsze potrafiła utrzymać mnie na bezpieczną odległość.
Najtrudniejszy był coroczny wieczór. Każdego roku zajmowałam odległy stolik, obserwując, jak Maria Petrowna przechodzi od gościa do gościa, chłonąc ich zachwyt. Klaskałam w rytm, kiedy wychodziła na scenę, i potajemnie zastanawiałam się, czy dostrzeże we mnie coś więcej niż tylko osobę postronną.
Jednak w tym roku wszystko się zmieniło. Na sześć miesięcy przed wydarzeniem główny koordynator fundacji zachorował. Daniil, znając moje doświadczenie, zaproponował: „Dlaczego nie miałabyś się tym zająć? Idealnie się do tego nadajesz”. Zgodziłam się, ale nie poinformowałam o tym Marii Petrownej.
Pracowałam w ciszy, często do późna w nocy, kiedy Nikita, nasz mały książę w mini smokingu, już spał. Prowadziłam negocjacje z dostawcami, opracowywałam dekoracje, a nawet uzgodniłam niespodziewany występ grupy „Kino”. Przerobiłam listę gości, aby zrównoważyć liczbę darczyńców i przedstawicieli prasy, pozostawiając jednocześnie na powierzchni wizję Marii Pietrownej. Na początku nie była to próba prześcignięcia jej, ale chęć zrobienia czegoś znaczącego.

Jednak im więcej pracowałam, tym bardziej stawało się jasne, że to moja szansa, aby w końcu zostać zauważoną.
W przeddzień balu przygotowywałam się w ciszy. Nikita, w swoim malutkim smokingu, patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami: „Mamusiu, jesteś jak księżniczka”. Uśmiechnęłam się, poprawiając niebieską aksamitną suknię wieczorową: „A ty jesteś dzisiaj moim księciem”.
Kiedy weszliśmy, sala już lśniła złotym blaskiem żyrandoli, a powietrze wypełniał śmiech i brzęk kieliszków. Drzwi się otworzyły i poczułam, jak mała rączka Nikity ścisnęła moją.
Wtedy wszystko ucichło, jakby ktoś ściszył głośność. Wzrok ludzi skierował się na nas, rozmowy ucichły. Zrobiłam krok do przodu, obcasy odbiły się echem od marmuru, suknia odbijała każdy promień światła.
Na drugim końcu sali Maria Petrovna stała w otoczeniu zachwyconych gości, trzymając w dłoni kieliszek szampana. Widząc mnie, zamarła. Kieliszek zawisł w powietrzu, a jej oczy lekko się zwęziły. Nie uśmiechnęła się, nie skinęła głową, tylko spojrzała na mnie chłodno.
Słyszałam szepty nawet przez muzykę:
Kto to jest?
Żona Daniela, Anastasia.
Jaka piękna suknia!
Słyszałam, że to ona zorganizowała cały wieczór.

Lekki uśmiech Marii Petrownej zniknął. Gdyby słyszała te rozmowy, oczywiście nic by nie powiedziała, ale jej spojrzenie przykuło mnie do siebie z daleka.
Po godzinie Daniil wyszedł na scenę. Panie i panowie, zaczął, dziękuję za przybycie w tę wyjątkową noc. Zanim rozpoczniemy aukcję, chcę podziękować jednej wyjątkowej kobiecie. Ten wieczór stał się najbardziej udanym w historii fundacji, a wszystko to dzięki mojej żonie, Anastasii.
Reflektor oświetlił mnie. Serce zabiło mi szybciej.
Przez chwilę mogłam pozostać na miejscu, ale czując dłoń Nikity w swojej, wiedziałam, że nadeszła moja chwila.
Podeszliśmy razem do sceny. Światło było oślepiające, ale głos miałam spokojny.
Kiedy dołączyłam do tej rodziny, nie byłam pewna, czy kiedykolwiek się w niej odnajdę, zaczęłam. Ale wierzę, że dobroć, praca i umiejętność słuchania są w stanie zburzyć wszelkie bariery. Ten wieczór nie dotyczy tytułów i pieniędzy, ale tego, co możemy osiągnąć razem. Dzisiaj zebraliśmy dwa razy więcej niż zakładaliśmy dla szpitala dziecięcego. Warto to uczcić.
Oklaski grzmiały, a w tej chwili poczułam ciepło przynależności nie dlatego, że ktoś mi je dał, ale dlatego, że sama je ogłosiłam.
Później, stojąc przy stoliku z przekąskami, podeszła do mnie Maria Petrowna, jej głos był spokojny, prawie neutralny.
Nie wiedziałam, że to ty stałaś za tym wieczorem.
Spojrzałam jej w oczy. Zrobiłam to nie dla uznania, ale dlatego, że było to ważne. Dla szpitala, dla dzieci i dla Daniła.

Zawahała się. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
Ponieważ chciałam, żebyś zobaczyła mnie taką, jaka jestem, a nie taką, jaką mnie sobie wyobrażałaś.
Jej wzrok zatrzymał się na moim i tym razem nie nastąpiła ostra odpowiedź.
Kiedy ostatni goście wyszli, pomogłam Nikicie założyć płaszcz. Kątem oka zauważyłam, jak Maria Petrowna obserwuje nas. Przechodząc obok, cicho powiedziała: Świetnie sobie dzisiaj poradziłaś, Anastasi.
Uśmiechnęłam się. Dziękuję, Maria Petrowna.
Nie było to całkowite zawieszenie broni, ale początek czegoś nowego. Po raz pierwszy poczułam, że naprawdę mnie dostrzeżono.
