Jesteś głupia? – szepnęła Amra, obserwując, jak jej mąż wkłada kartkę z numerem telefonu pod wycieraczkę samochodu, który właśnie uszkodził, cofając.
Zostawiam kontakt. Niech zadzwonią, trzeba naprawić szkody.
Po co?! Jest ciemno, nikt tego nie widział! Żona rozglądała się na boki, głos jej drżał. To nawet nie nasza okolica, po prostu odjedźmy stąd!

Nie można tak. A gdyby ktoś w nas wjechał i uciekł?
Spójrz na ten samochód! Jest jak cały dom! Dla nich to tylko drobna ryska!
Nie, nie mogę.
Wsiedli z powrotem do samochodu, a Astamur ostrożnie wyjechał z podwórka.
Jak zapłacisz za naprawę? Nie mamy pieniędzy, tylko żałosne apsary, z których połowa pójdzie na czynsz! – nie dawała za się Amra.
W nowej pracy będą mi dobrze płacić, w ciągu roku wszystko zwrócę, nawet nie zauważymy – uspokajał ją, sprawdzając mapę w telefonie.
Nawet się nie zatrudniłeś, a już masz długi! – zgrzytnęła zębami, patrząc przez okno. Mówiłam ci, że twoja uczciwość nas zgubi! Nie można być takim!
Astamur milczał.
Po pół godzinie słońce oświetliło dzielnicę, do której przyjechali. Właściciel mieszkania czekał na nich przy wejściu.
Będziecie mieszkać we dwoje? – zapytał, poprawiając okulary po obejrzeniu mieszkania.

Przy kuchennym stole zaczął wypełniać umowę.
I kot – dodał Astamur. Amra zamknęła oczy.
Kot? – właściciel zmarszczył brwi. Twoja żona nie wspominała o kocie.
Amra chciała zapaść się pod ziemię.
Nie wynająłbym wam mieszkania, gdybym wiedział o tym wcześniej – kontynuował mężczyzna, odkładając długopis.
Zastanowił się, sprawiając, że para zaczęła się denerwować, ale w końcu machnął ręką:
No dobrze, widzę, że jesteście porządnymi ludźmi. Poza tym przyjechaliście setki kilometrów do nowego miasta.
Po jego twarzy można było poznać, że rozważa różne opcje.
Dodajcie tysiąc apsarów miesięcznie na wypadek problemów z „dodatkowym lokatorem” – zaproponował.
Ale to przecież… zaczęła Amra.
Zgadzamy się. Przepraszamy, że nie uprzedziliśmy – przerwał Astamur.

W takim razie umowa stoi – uśmiechnął się właściciel i dopisał warunki.
Dlaczego powiedziałeś o kocie?! Celowo zostawiłam go w samochodzie! rzuciła się Amra, gdy drzwi się zamknęły.
Nie wolno kłamać. To nie jest w porządku.
A dodatkowe dziesięć tysięcy rocznie jest w porządku?! rzuciła torbę na podłogę. Kocham cię za uczciwość, ale nie można być tak naiwnym!
Najważniejsze, że nas zakwaterowali. Zarobię wszystko.
Najpierw znajdź pracę! Z takimi zasadami nie przyjmą cię do zarządu. Tam potrzebni są sprytni ludzie, którzy potrafią zamienić każdą bzdurę w piękną historię, a ty nawet jeśli kasjer da ci za dużo reszty, to ją zwrócisz!
Myślisz, że mnie nie przyjmą? Głos Astamura zadrżał. Odstawił kubek obok stołu, a ten rozbił się o płytkę, pozostawiając pęknięcie.
Można przykryć dywanikiem. Ale będziesz chciał wymienić płytkę, prawda? – zapytała złośliwie Amra.
Astamur skinął głową z wyrzutem sumienia.
Nie wezmą cię – odcięła.
Co robić? Usiadł na stołku, czując się przytłoczony.
Nowa praca była ich ostatnią nadzieją na zgromadzenie pieniędzy na dom, posiadanie dzieci…
Udowodnij, że potrafisz być elastyczny. Naucz się czasem mówić nie prawdę, a to, co jest korzystne. Wszyscy tak robią.

Astamur skinął głową z trudem. Wiedział, że jego uczciwość tylko mu szkodzi. Czas się zmienić.
Dobrze. Spróbuję.
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej wypadł bez zarzutu. Dyplom, doświadczenie – wszystko przemawiało na jego korzyść. Dyrektor kiwał głową, zadając pytania. Astamur już czuł zwycięstwo.
Pasujesz, uśmiechnął się dyrektor. Ostatnie pytanie: czy jesteś gotów działać w interesie firmy, nawet jeśli będziesz musiał… trochę oszukać klienta?
Przepraszam? Astamur zamarł.
Czy będzie pan w stanie oszukiwać, jeśli przyniesie to zysk?
Dyrektor patrzył mu prosto w oczy. Serce Astamura biło jak szalone. Przypomniał sobie słowa żony i, powstrzymując drżenie, odpowiedział:
Oczywiście. Bez problemu.
Nie pasuje pan do nas. Do widzenia.
Co?! Dlaczego?!
Nasza firma ceni sobie uczciwość. Nie jesteśmy oszustami.
Ale ja… po prostu źle to zrozumiałem! Nigdy nie kłamię! głos się załamał.
A teraz co? Znowu opowiadasz bzdury? Żegnajcie.
Świat się zawalił. Długi, beznadziejność… Zawiodłem wszystkich.
Tak, złapali mnie, skłamał Astamur, kiedy zadzwoniła Amra.

„Skoro zacząłem kłamać, będę kontynuował, pomyślał. Będę udawał, że pracuję. Może mi się poszczęści…”.
W tym momencie zadzwonił nieznany numer.
Halo, chodzi o samochód, który pan uszkodził. Proszę przyjechać, żeby to wyjaśnić – dokonał go męski głos.
Na miejscu dowiedział się, że właścicielem samochodu jest ten sam dyrektor.
Co za spotkanie! Ten pokręcił głową. Dlaczego zniszczyłeś zderzak mojej żony?
Nie zrobiłem tego celowo…
Znowu achiapy?
Nie! Zapłacę za wszystko.
Czym? Przecież jesteś bezrobotny.
Znajdę sposób.
Dobrze, potrącę to z pensji – dyrektor poklepał go po ramieniu.

Z pensji?!
Prosiłeś o drugą szansę. Oto ona. Potrzebujemy takich uczciwych ludzi. Ale powiedz mi: dlaczego kłamałeś podczas rozmowy kwalifikacyjnej?
Wszyscy kłamią, mruknął Astamur.
Kłamstwo jest jak nóż. Może pomóc, ale może też zabić. U nas służy tylko dobru.
Jak?
Powiem ci, jeśli zostaniesz. Dyrektor mrugnął okiem.
Ubezpieczenie już dawno pokryło szkody, ale postanowił o tym nie mówić… na razie.
