Nie wstydzę się! Jestem dumny z tego, że urodziłem się na wsi!

Nie wstydzę się! Jestem dumny z tego, że urodziłem się na wsi!

Słuchajcie. Od dawna zauważam, jak mieszkańcy miast, z wysokości swoich betonowych drapaczy chmur, protekcjonalnie wypowiadają się o tych, którzy dorastali wśród pól. Wydaje im się, że życie poza ich asfaltową siecią jest „nie dla nas”, a jeśli wieśniak przyjeżdża do miasta do pracy, to jakby zajmował cudze „prawowite” miejsce.

Ale wiecie co? Nie przeszkadza mi to, że jestem wieśniakiem. Wręcz przeciwnie, jestem z tego dumny.

Nie zamierzam się obwiniać za to, że zarabiam w stolicy. Każdy człowiek ma prawo pracować, rozwijać się i żyć tak, jak chce.

Jeśli musiałem opuścić swoją małą ojczyznę, aby znaleźć pracę, nie czyni mnie to gorszym od tych, którzy dorastali wśród szkła i betonu.

Wioska nauczyła mnie być człowiekiem

Urodziłem się w zwyczajnej rodzinie w małej wsi w obwodzie tulskim, gdzie pachnie świeżo skoszoną trawą, a w piecach czuć zapach dymu z drewna.

Od najmłodszych lat znałem wartość pracy. Widziałem, jak tata Ilja wstawał w ciemności, aby orać ziemię, jak ojciec naprawiał płot po deszczu, jak mama Tichonia nakrywała do stołu, zbierając wszystkich na wieczorną kolację.

Nauczyłem się szacunku do pracy, ponieważ na wsi nikt nie oczekiwał, że ktoś zrobi wszystko za niego. Zrozumiałem wdzięczność, ponieważ każdy kawałek chleba na stole był wynikiem ciężkiej pracy. Nauczyłem się szanować naturę, ponieważ życie zależy od jej łaskawości.

I nie chcę zamieniać tego doświadczenia na betonowe ściany, zgiełk, niekończące się korki i szkodliwe powietrze.

Często mnie pytają:
Skoro tak kochasz wieś, to dlaczego pracujesz w Moskwie?

A zastanówcie się, dlaczego tysiące wieśniaków, w tym moja siostra Agafja, są zmuszeni wyjeżdżać do metropolii? Czy im się to podoba? Nie. System jest taki: na wsi jest coraz mniej pracy, a rodziny trzeba wyżywić, nawet jeśli oznacza to zarabianie w rublach, a nie w ziemniakach.

Ale to nie znaczy, że jesteśmy zbędni, że jesteśmy gorsi od tych, którzy urodzili się w wielopiętrowych budynkach.

Nie chcę mieszkać w mieście, ale muszę pracować

Szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego ludzie tak uwielbiają miejski zgiełk. Brudne ulice, domy, w których słychać każdy krok sąsiadów, samochody stojące godzinami w korkach, ludzie mieszkający obok, ale nawet się nie witający.

Nazywasz to komfortem? A ja mieszkam we własnym domu.

Dwupiętrowym, przestronnym, z dużym podwórkiem. Mam własny ogród warzywny, sad, łaźnię. Tutaj można odetchnąć pełną piersią, wyjść rano na podwórko i zobaczyć nie szare ściany, ale bezkresne niebo.

Ale oczywiście jeżdżę do miasta do pracy. I tak, jest to niewygodne: samochód się psuje, tracisz dzień, autobus jeździ raz na godzinę, spóźniasz się. Jestem gotów to znosić, ponieważ wolność i przestrzeń mojej wsi są ważniejsze niż betonowe pudełka metropolii.

Nie obrażajcie wieśniaków, bo „wieś” nie jest piętnem

Czasami słyszę, jak w mieście nazywa się ludzi „wieśniakami” z drwiną. To śmieszne. Mieszkańcy miast uważają swoje życie za wzór sukcesu, ale coraz więcej z nich pragnie przenieść się za granicę.

Kupił domek i już, życie się udało? A kiedy do nas, wieśniaków, przyjeżdża ktoś pracujący w mieście, od razu nazywają go „prowincjuszem”. Paradoks.

Chcesz znać prawdę? Wśród wieśniaków jest więcej dobroci, wrażliwości i uczciwości niż wśród tych, którzy dorastali w mieście. Na wsi przyjęło się pomagać sobie nawzajem, nie przechodzić obojętnie, gdy ktoś ma kłopoty, wiedzieć, czym jest prawdziwa koleżeńskość.

A w mieście? Można mieszkać w tym samym domu przez dziesiątki lat i nie wiedzieć, kto mieszka za ścianą. Można upaść na ulicy i nikt nie podejdzie. Można krzyczeć, a nikt cię nie usłyszy.

Więc kto tu jest prawdziwym „prowincjuszem”?

Miejsce urodzenia nie jest wyznacznikiem inteligencji i przyzwoitości.

Można urodzić się na wsi i stać się wykształconym, dobrze wychowanym człowiekiem. A można dorastać w najbardziej uprzywilejowanych dzielnicach stolicy i pozostać nieokrzesanym. Problem nie polega na tym, gdzie się urodziłeś, ale na tym, kim się stałeś.

Dlatego nie należy mówić z pogardą: „On jest ze wsi”. Wieś nie jest wyrokiem. To moja mała ojczyzna i jestem z tego dumny.