Dzień dobry, kochanie.
Jak zawsze obudził się minutę przed budzikiem. Nawyk z wojska. Przetoczył się z łóżka na podłogę i nie otwierając oczu, wykonał kilka pompek. Krew zaczęła mu pulsować w skroniach, wypierając resztki snu.
Idę obudzić naszych bogatyrów, Katia.
„Bogatyrzy”, dwaj dziesięcioletni bliźniacy, spali w sąsiednim pokoju. Dwie kopie ojca, z identycznie uchylonymi ustami, jakby widzieli ten sam sen.
Ogrzewanie w nocy działało nieprawidłowo, więc postanowiłem nie ryzykować porannego biegu i nie budzić ich wcześniej. Podziwiałem już umocniałe ramiona synów.
W ich wieku był ich całkowitym przeciwieństwem: chudy, niezdarny, zgarbiony. Nieśmiały, co rówieśnicy uważali za tchórzostwo. Nauka przychodziła mu łatwo, ale zniewagi kolegów z klasy były dla niego ciężkie. Nie umiał się bronić, wiedział, że jest słabszy. Na wychowaniu fizycznym dawał z siebie wszystko, ale drwiny nauczyciela zabijały cały jego zapał. Jeśli chodzi o sekcje sportowe, mama była kategoryczna:

Nie po to wychowywałam inteligentnego chłopca, żeby uczył się bić innych.
Nieśmiałość przeszkadzała mu również w tym zakresie, więc marzenie o byciu silnym przegrało tę rundę. Ogólnie rzecz biorąc, mama rzadko okazywała charakter, częściej otaczała go troską i czułością… Od nadmiaru której uciekł po szkole do wojska. Skąd wrócił po dwóch latach jako silny i obiecujący sportowiec. Chudy, nieśmiały chłopiec stał się kandydatem do tytułu mistrza sportu w boksie. Ku smutkowi matki i radości trenerów postanowił związać swoje życie ze sportem.
Lata studenckie otworzyły przed nią nowe życie: zawody, akademik, przyjaciele. Pojawił się też nowy problem dziewczyny. Nawet po zdobyciu pucharów nieśmiałość nie zniknęła. Zaproszenie na randkę, rozpoczęcie rozmowy w wieku dwudziestu lat było tak samo przerażające, jak w wieku dziesięciu lat. Dopóki nie spotkał jej.
Ekaterina była gwiazdą instytutu. Mistrzynią pływania, szczupłą, o jasnych niebieskich oczach. Mądra, uśmiechnięta, ale nieco wyobcowana, jakby nie z tego świata. Za to nazwano ją Wróżką. Od razu się zaprzyjaźnili.
Łatwo im było milczeć razem. Spacerowali godzinami, nie mówiąc ani słowa. Kibicowali sobie nawzajem podczas zawodów. A po pierwszym pocałunku on od razu poprosił ją o rękę.

Cały kurs świętował „ślub Wróżki i Bokserki”. Kochano ich za dobroć i otwartość.
Po roku Katia wzięła urlop dziekański z powodu ciąży. On zaczął dorabiać wieczorami na dworcu Kazanskim, ładując worki. Dziwne, ale właśnie wtedy po raz pierwszy poczuł się naprawdę silny. Nie z powodu ciężaru, ale z powodu myśli: da radę. Wyżywi rodzinę, wychowa dzieci. Jest silny i ma ją.
Katia bardzo się martwiła, ale lekarz ją uspokajał:
Zmartwię cię tylko jedną rzeczą: jeśli nie lubisz dzieci, to będzie dwa razy gorzej: będziesz miała bliźniaki.
Nocami marzyli: jacy będą ich synowie, jaki dom kupią nad morzem… Ale noc jest po to, żeby marzyć.
Przed porodem wzięła go za rękę i poprosiła:
Obiecaj, że bez względu na to, co się stanie, nie opuścisz ich.
Chciał się obrazić, ale spotkawszy jej spojrzenie, tylko skinął głową. Następnego dnia zaczęły się skurcze. Poród się przedłużał. Przez prawie całą dobę była nieprzytomna, lekarze nie mogli zatrzymać krwawienia. Kiedy zrozumieli przyczynę, było już za późno.

Nie pamięta, co się z nim działo tej nocy. Obudził się nad ranem na dworcu Kazansky, w kałuży. Głowa pękała mu z bólu, w ustach czuł gorzki smak. Alkohol nadal działał, ale natychmiast otrzeźwiła go jedna myśl: czekają na niego dwie osoby.
Ukończył studia z dobrymi wynikami, ale porzucił zawody. Komitet sportowy przydzielił mu mieszkanie, do którego przeprowadził się wraz z synami. Początkowo pomagała mu matka, ale potem chłopcy dorastali i zaczęli żyć we trójkę. Prowadził sekcje w klubie „Dynamo”, ale kiedy synowie poszli do szkoły, zatrudnił się tam jako nauczyciel wychowania fizycznego. Nie przestał jeździć do Kazania, bo pensja nauczyciela była niewielka. Co prawda nie nosił już worków, w ostatnich latach był starszym zmiany.
Życie się ułożyło, ale w duszy pozostał ciężar: jakby chciał się wygadać, ale bez Katji stał się niemy.
Przyjaciele próbowali go z kimś umówić. Ale nie był w stanie wytrzymać nawet godziny na randce. Jedna przypominała mu Katę spojrzeniem, druga poprawiała włosy w ten sam sposób…
Potem zaczął rozmawiać z nią nocami. Był zły, że nie czuł jej bliskości. Potem pogodził się z tym. Dzielił się, doradzał. Wczoraj synowie pochwalili się, że napisali test lepiej niż wszyscy:
A ja im mówię: mężczyźnie nie przystoi się chwalić. I wstydzić się uczyć na piątki. A sam jestem z nich dumny. Są wspaniali, zarówno ty, jak i ja. Rosną mądrzy, silni i dobrzy… Mój trener wojskowy mawiał: „Odwaga to kiedy się boisz, ale nie okazujesz tego”. A ja boję się ich zbyt często chwalić, pokazać słabość. Nawet tego, że ich kocham, nigdy im nie powiedziałem… Ale oni przecież wiedzą, Katia?

Tak mi ich żal zrobiło, że łzy napłynęły mi do oczu. Wstałem już, żeby ich przytulić i powiedzieć, jak bardzo ich kocham… Ale nie zrobiłem tego, bo była noc i obudziłbym ich. Dziś rano, kiedy bliźniacy jeszcze spali, cicho wszedłem do ich pokoju, usiadłem na skraju łóżka jednego z synów, wziąłem jego ciepłą dłoń w swoją i szepnąłem:
Kocham was. Obie. Bardziej niż życie.
Potem wstał, poprawił kołdrę, wyszedł do kuchni i nastawił czajnik. Na ścianie obok telefonu nadal wisiała stara notatka Katki: „Najważniejsze to być blisko”. Dotknął jej palcami, uśmiechnął się i powiedział na głos:
No cóż, kochanie, dajemy radę.
