Żona milczała, ale teściowa wszystko wyjawiła

Żona milczała. Ale teściowa, Ludmiła Antonowna, uśmiechała się promiennie, odkładając kawałek świątecznego galaretki. Wasylisa, świetnie sobie radzisz! Jesteś taka piękna! Jedzenie u ciebie jest pyszne, a w domu panuje porządek. Jakie to szczęście dla mojego Piotra! – powiedziała. Mój zmarły mąż, niech spoczywa w pokoju, zawsze mawiał, że kobieta powinna być gospodynią, a uroda to tylko miły dodatek.

Wasilisa skinęła głową, wstała od stołu i udała się do kuchni po dokładkę sałatki. Przyzwyczaiła się do bezkompromisowych komplementów teściowej, za którymi zazwyczaj kryła się jakaś reprymenda.

Piotr powinien dziękować losowi, że znalazł taką żonę – kontynuowała Ludmiła Antonowna, nie zauważając, jak syn krzywi się na jej słowa. Zawsze przerażały mnie współczesne dziewczęta, które spędzają czas wyłącznie w klubach. W naszym pokoleniu kobiety były bardziej domowe i wcześniej zostawały matkami.

Piotr rzucił błagalne spojrzenie na żonę, która właśnie wróciła z kuchni.

– Ludmiło Antonowna, proszę spróbować sałatki z krewetkami – zaproponowała spokojnie Wasilisa, jakby nie wychwyciła subtelnej aluzji.

Dziękuję, kochanie! Nie martw się, wszystko u was się ułoży – skinęła głową teściowa. Kiedy czekałam na Piotra, miałam dwadzieścia dwa lata i nie było żadnych trudności. Teraz wszyscy budują karierę, a potem narzekają, że nie mogą zajść w ciążę.

Wasilisa nic nie odpowiedziała, tylko mocniej zacisnęła usta. Miała trzydzieści dwa lata, a rozmowy o dzieciach raniły jej serce. Trzy beznadziejne próby in vitro pozostawiły bliznę. Presja mamy, która przy każdym spotkaniu zaczynała rozmowę o wnukach, stawała się nie do zniesienia.

– Mamo, zmieńmy temat – Piotr wziął żonę za rękę. – Jak tam w nowym mieszkaniu? Już się zadomowiłaś?

– Jakże bym się zadomowiła, synku! Remontowcy wszystko zepsuli, tapety powiesili krzywo. Muszę sama to dopracowywać. A w moim wieku nie jest wygodnie wspinać się po drabinie – westchnęła ciężko Ludmiła Antonowna. Dobrze, że sąsiadka czasem przychodzi i pomaga.

A my przecież proponowaliśmy pomoc – przypomniał Piotr.

Ależ skąd! Macie swoje sprawy, pracę, pracę. Kiedy w końcu odwiedzicie staruszkę?

Mamo!

No dobrze, dobrze, rozumiem. Jesteście młodzi, zajęci. Ale wiesz, Wasyliso, w twoim wieku zdążyłam zarówno pracować, jak i utrzymywać dom oraz wychowywać dziecko. Sama, nawiasem mówiąc, po tym, jak zginął mąż.

W pokoju zapadła cisza. Piotr ścisnął dłoń żony jeszcze mocniej. Wasilisa wpatrywała się we wzór na obrusie, zdając sobie sprawę, że kłótnia z Ludmiłą Antonowną jest bezcelowa – ona zawsze sprowadza rozmowę do tego, że młodzież jest rozpieszczona, a dawniej było lepiej.

Piotr, pamiętasz Svetę, córkę mojej przyjaciółki Walentyny? – nagle ożywiła się teściowa. – Urodziła już po raz trzeci i pracuje jako główna księgowa. Ma zaledwie dwadzieścia dziewięć lat!

– Wspaniale – odparł sucho Piotr. – Mamo, chcesz ciastko? Vasilisa specjalnie upiekła jabłkowe, takie jak lubisz.

– Och, dziękuję, słoneczko! – Ludmiła Antonowna rozpromieniła się. Wasilisa, moje złoto, kto by pomyślał, że jesteś taką gospodynią! Kiedy się poznaliście, martwiłam się: jesteś starsza od Piotra, bałam się

O cztery lata, mamo – przerwał Piotr. To nie ma znaczenia.

Oczywiście, oczywiście! Co za różnica! – machnęła rękami teściowa. – Po prostu myślałam… No, nieważne. Najważniejsze, że jesteście szczęśliwi. Tylko gdybyście mieli dzieci…

Mamo!

Przecież niczego nie wymagam! Po prostu martwię się o was. Czas ucieka. Wiesz, ile jest przypadków, kiedy późniejsze dzieci rodzą się z wadami?

Wasilisa gwałtownie wstała od stołu.

Przepraszam, muszę zadzwonić – powiedziała cicho i wyszła z pokoju.

Piotr spojrzał za żoną z niepokojem i zwrócił się do matki:

Po co to wszystko robisz?

Co robię? – zdziwiła się szczerze Ludmiła Antonowna.

Ciągle przypominasz o dzieciach. Przecież wiesz, że mamy problem.

Po prostu się martwię! – teściowa przycisnęła dłoń do piersi. – A może nie leczycie się właściwie. Moja sąsiadka opowiadała o znachorki pod Moskwą, która ziołami…

Mamo, wystarczy – Piotr był stanowczy. Wraz z Wasylisą zwracamy się do najlepszych lekarzy. Twoje aluzje i porównania z cudzymi dziećmi tylko potęgują stres.

Po prostu pragnę wnuków, synku – oczy Ludmiły wypełniły się łzami. Dopóki żyję

Mama ma już pięćdziesiąt osiem lat.

W naszej rodzinie kobiety umierają wcześnie! – wykrzyknęła teściowa. Babcia zmarła w wieku sześćdziesięciu trzech lat, prababcia jeszcze wcześniej. Wygląda na to, że mamy rodzinną klątwę.

Piotr zmęczony potarł grzbiet nosa. Ta rozmowa powtarzała się w nieskończoność i za każdym razem kończyła się tak samo: matka się obrażała, Wasylisa zamykała się w sobie, a on stał między młotem a kowadłem.

Wasilisa wróciła, spokojna, jedynie jej oczy lekko błyszczały.

– Ludmiło Antonowna, ma pani ochotę na kawę? – zapytała, jakby nic się nie stało.

– Dziękuję, kochanie, ale nie wolno mi z powodu ciśnienia – westchnęła teściowa. – Ale herbatę z ciastkiem chętnie.

Wieczór toczył się swoim biegiem: Ludmiła Antonowna opowiadała o swoich dolegliwościach, o tym, jak ciężko jest jej samotnie, o przyjaciółkach, których dzieci codziennie dzwonią i odwiedzają. Piotr był zdenerwowany, ale podtrzymywał rozmowę. Wasylisa milczała, od czasu do czasu uśmiechając się i proponując dokładki.

W końcu teściowa postanowiła wyjść.

Piotrze, odprowadź mnie – powiedziała, zakładając płaszcz. Już ciemno, boję się sama.

Oczywiście, mamo – Piotr pocałował żonę. Pójdę szybko, nie czekaj na mnie.

Kiedy drzwi za nimi się zamknęły, Wasylisa opadła na kanapę, czując ciężar minionego dnia. Milczała, uśmiechała się, znosiła to wszystko. Podeszła do okna, patrząc, jak w oddali Piotr i jego matka powoli idą oświetloną ścieżką. Potem wyjęła z szuflady biurka kopertę z wynikami ostatnich badań. Ręce jej drżały, ale oczy były suche. Jutro znów pójdzie do lekarza. Albo nie. A może po prostu weźmie urlop, wsiądzie do pierwszego pociągu i pojedzie tam, gdzie nikt nie wie, ile ma lat i czy powinna już zostać matką. Gdzie jej imię nie jest powodem do litości, a po prostu imieniem. Gdzie cisza nie jest pustką, a spokojem.