No co, nasz znowu wyjechał?! Antonina Pietrowna krząta się w kuchni, układając kremowe ciastka ozdobione różykami z kremu maślanego. Pijemy herbatę, czy spróbujemy mojej nalewki?
Mamo, jaki likier o poranku? Zlata kręci głową, ale jej oczy błyszczą. Trochę można, w końcu dziś jest wyjątkowy dzień.
Jakby nie był wyjątkowy! – wykrzykuje Antonina Pietrowna, machając rękami. Całe pół roku nie widziałam mojej córeczki!

Wadim przy oknie przewraca oczami, ale teściowa i żona tego nie zauważają. Od samego rana pędzą ze Zlatą z Sankt Petersburga do małej wioski. Ona jedzie, by zobaczyć matkę, której dawno nie widziała; on, by wypełnić rodzinny obowiązek. Antonina Pietrowna wita ich jak zagubione dzieci, które powróciły do gniazda. Uściski, pocałunki, entuzjastyczne okrzyki
Mamo, przywiozłam ci pamiątki – Złata grzebie w torbie.
Daj mi tylko rzucić okiem, bo od razu zabierasz się do roboty! – woła, rzucając się w stronę żony. Wadim, karmiłeś ją? Jest u ciebie chuda jak patyk!
Wadim znów przewraca oczami i wymusza uśmiech:
Karmię, oczywiście. Trzy razy dziennie, zgodnie z harmonogramem.
Żartowniś! – teściowa wskazuje na niego palcem. A ty, jak widać, nie chudniesz. No dobrze, skoro przyjechał mój ulubiony zięć, wyjmijmy nalewkę!
Teściowa pędzi do kuchni, a Zlata pochyla się do męża i szepcze:
Wadik, to nie jest odpowiedni moment. Tylko tydzień, wytrzymaj.
Tydzień?! Wadim omal się nie zakrztusił. Mówiliśmy o weekendzie! Dzisiaj jest sobota, jutro niedziela i to wszystko, do domu!

Kochanie, mama tak bardzo czekała, przygotowywała się, wszystko zaplanowała – w oczach Zlaty błyszczą łzy. Przecież możesz pracować zdalnie, sam tak mówiłeś.
Wadim wzdycha ciężko i rozumie, że kłótnia nie ma sensu. Jeśli w domu Zlata jest łagodna, to w obecności matki nabiera stanowczego charakteru.
Zlatka, chętnie bym się napił, ale mamy z twoim małżonkiem inne plany – rozlega się bas z korytarza, a w drzwiach pojawia się Mikołaj Stepanowicz, ojczym Zlaty. Zięciu, zbieraj się, jedziemy na ryby!
Wadim cieszy się z możliwości uniknięcia bliskiego kontaktu z teściową i spędzenia czasu z prostym, zrozumiałym ojczymem.
Z przyjemnością! – zacierając dłonie w oczekiwaniu.
Ojej, a co to za wędkowanie?! – teściowa wraca z tacą, na której czeka butelka bursztynowego trunku i małe kryształowe kieliszki. Muszą przecież odpocząć po podróży!
– Matko, najlepszym wypoczynkiem jest zmiana zajęć – odpowiada spokojnie Mikołaj Stepanowicz. – Nie jedziemy daleko, tylko na parę godzin. Zlatka pomoże nam się ogarnąć, a na obiad wrócimy jak na zawołanie!
Wadim nie spodziewał się takiej wdzięczności ze strony ojczyma, ale cieszył się.
Nie, kochanie, teraz posiedzimy, napijemy się, wszystko ich wypytam, a potem gdzie chcesz, nawet na biegun północny – Antonina Pietrowna stawia kieliszki i uważnie patrzy na męża.
Dobrze, mamo, rządz bez mnie – wzdycha ciężko Mikołaj Stepanowicz, mrugając do Wadima. Przedrzemy się, ja po obiedzie też nie zostanę!

Przy okrągłym stole, nakrytym starą, ale nieskazitelnie białą serwetką, Wadim próbuje się uśmiechać, ale z każdą minutą przychodzi mu to coraz trudniej.
Pamiętasz, jak w piątej klasie uczyłaś się wierszyka? – teściowa przechodzi do wspomnień.
Oczywiście, że pamiętam – uśmiecha się Zlata. Zajęłam wtedy pierwsze miejsce.
Nie pierwsze, tylko drugie! – poprawia matka. Pierwsze miejsce zajęła Werka Samochina, bo jej mama przyjaźniła się z dyrektorem.
„Zaczyna się” – myśli Vadim, popijając nalewkę, która jest zaskakująco przyjemna. W myślach liczy do dziesięciu, zgodnie z radą przyjaciela psychologa z instytutu.
Antonina Pietrowna przechodzi do kolejnego wspomnienia:
A pamiętasz, jak w instytucie uszyłam ci spódniczkę? Bylina, plisowana
Pamiętam, mamo – odpowiada Zlata, kiwając głową. I białą bluzeczkę z haftem
Nie białą, tylko kremową! – ponownie poprawia matka. Co z tobą, zupełnie straciłaś pamięć? Mieszkasz w Moskwie, a zapominasz wszystko, co ważne!
Wadim liczy do dwudziestu, ale to niewiele pomaga. Zauważa, jak Mikołaj Stepanowicz dyskretnie bierze gazetę i chowa ją, udając, że czyta wiadomości, choć strony są odwrócone.
A jednak, kiedy podarujecie nam wnuki? – pyta nagle teściowa, a Wadim omal się nie zakrztusił.
Mamo, przecież już o tym rozmawialiśmy – rumieni się Zlata. Najpierw chcemy stanąć na nogi, powiększyć mieszkanie.

Tak, w naszych czasach najpierw dbano o sprawy materialne, a potem o dzieci – wtrąca ironicznie Antonina Pietrowna. W takim tempie nie doczekasz się wnuków!
Na dobre rzeczy warto poczekać – nieoczekiwanie wtrąca się Vadim.
Teściowa rzuca mu niezadowolone spojrzenie:
A co z wami, mężczyznami? Wy w wieku sześćdziesięciu lat możecie zostać ojcami! A kobiecie terminy wyznacza natura!
Zlatka ma dopiero dwadzieścia siedem lat – odpowiada spokojnie Vadim. Mamy jeszcze czas.
Dużo czasu? – matka rozkłada ręce. W jej wieku byłam już matką! Zlatka miała trzy lata, kiedy ja miałam dwadzieścia osiem!
Wadim chciał zaprotestować, ale Mikołaj Stepanowicz głośno składa gazetę i wstaje:
Chodźmy na świeże powietrze, niech sobie tu gadają…
Idźcie, idźcie! – podchwytuje teściowa. A my mamy z Zlatą poważną rozmowę.
Wychodząc z domu, Vadim dostrzega błagalne spojrzenie żony, ale jej matka tylko rozkłada winnie ręce, jakby była żywiołem, z którym nie da się uporać.
Na ulicy jest świeżo i cicho. Vadim wdycha chłodne powietrze.

Nie bierz tego do serca – radzi Nikolaj, oddalając się od domu. Ona wszystkich denerwuje, nie tylko ciebie.
Tak, rozumiem – uśmiecha się Vadim. Jak sobie radzicie?
Jak to, wzrusza ramionami ojczym. Idę do garażu, na ryby, do lasu. Ona swoje, ja swoje. Tak żyjemy od trzydziestu lat.
Trzydzieści lat? – Vadim zatrzymuje się. – A wy przez cały ten czas…
Co można zrobić? – zauważa filozoficznie Nikolaj. – Ale za to gotuje pyszny barszcz i w domu jest czysto. A charakter… Kto go nie ma?
Na obiad rzeczywiście wracają, jak obiecał ojczym, z kilkoma małymi okoniami.
