Wróć do mnie! Opowiadanie.

Cześć, tu Wiktor. Głos rozległ się w telefonie Warwary Michajłownej, kiedy właśnie wróciła z pracy. Dziewiątoklasistka pisała wypracowanie i nie chciała ciągnąć ciężkich zeszytów do domu, więc została w szkole do samego wieczora.

Cześć. Warwara skinęła głową, chociaż on jej nie widział. Co się stało?

Na chwilę serce jej podskoczyło: może znowu coś się stało z Andriejem? Miesiąc temu syn wyjechał do Salechardu, do małej stacji, gdzie w zimnie pełnią służbę. Nie ma z nim prawie żadnego kontaktu, ale dzięki temu nagle poczuła ulgę: nie musi się ciągle martwić, co się stało. Ani ona, ani Wiktor nigdy nie nadużywali alkoholu, ale po rozstaniu z cyniczną Leną życie Andrieja zamieniło się w serię wizyt w szpitalu i izbach wytrzeźwień.

Dlaczego dzwonisz tylko wtedy, gdy coś się stało? – obraził się Wiktor. Chciałem tylko wiedzieć, czy nie potrzebujesz pomocy. Przecież jesteś teraz sama.

Jestem sama już od dziesięciu lat – przemknęła myśl przez głowę Warwary, ale udzieliła łagodniejszej odpowiedzi: Dziękuję, radzę sobie.

Jeśli będziesz czegoś potrzebować, powiedz, zrobię wszystko. Jego głos nie zmienił się i przez chwilę wydawało jej się, że wszystko jest jak dawniej: nie ma Aliny, ciężkiego rozwodu, samotnych lat. Ale iluzja szybko się rozwiała.

Dobrze, dziękuję. Trzymała telefon, patrząc przez okno, aż głos Wiktora ucichł. Coś w jego tonie przypomniało jej, że nigdy wcześniej nie dzwonił do niej, tylko do syna.

Po rozładowaniu napięcia Warwara poszła poszukać papierosa. Rzuciła palenie dawno temu, po tym, jak przyłapała syna na paleniu papierosów i zbeształa go, a on odpowiedział: „Ty możesz, a ja nie”. Półpustą paczkę trzymała za przyprawami w szafce, do której syn nigdy nie zaglądał, i czasami, gdy było jej szczególnie ciężko, wypalała jednego papierosa, starając się nie dusić dymem.

Papieros nie pomógł, więc udała się do kiosku warzywnego, gdzie planowała ugotować sałatkę: lodówka była pusta, a apetyt i tak domagał się czegoś świeżego.

Kiosk podobał jej się nie ze względu na warzywa, ale na rozmowy z Ivanem Petrovichem. Potrafił rozweselić, zawsze dawał coś wyjątkowego: granat z pierwszego zbioru lub garść wyselekcjonowanych orzechów. Wcześniej pracował razem z żoną, teraz pomagała mu córka. Po pogrzebie żony odkrył, że córka wcale nie jest ich, ale siostrzenicą: brat miał siedmioro dzieci, a kiedy urodziła się kolejna dziewczynka, przeniosła się do Iwana i jego żony.

Ta historia zaskoczyła Warwarę do głębi duszy: jak można oddać własne dziecko? Dla niej Andrieja nie dało się zastąpić, a teraz, kiedy syn wyjechał na długo, tęskniła za nim, choć rozumiała, że jego praca jest potrzebna.

„O, kto do nas!” – zawołał Ivan, mrugając okiem. „Varvara Michajłowna, jakie jabłka przyniosłem! W sam raz do smaku”.

Czasami wydawało jej się, że jego uśmiechy i prezenty to coś więcej niż zwykła uprzejmość wobec stałej klientki, ale natychmiast odpędzała te myśli: komu potrzebna jest „gruba ciotka”?

Nastrój jednak się poprawił. Po sałatce i czerwonym jabłku trochę poczytała, wciąż myśląc o Wiktorze, i położyła się spać, postanawiając zadzwonić do niego jutro. Kran w łazience od dawna ciekł, ale nie chciało się jej wzywać hydraulika.

Wieczorem Wiktor jednak się pojawił. Warwara zdziwiła się, jak bardzo schudł, jakby Alina już go nie karmiła.

Dobrze wyglądasz, zauważył.

O, ty też! uśmiechnęła się.

Jakieś wieści od syna?

Nie, jak wiesz, nie ma kontaktu.

Szybko naprawił kran, nie odmówił makaronu z kotletem i nie przestawał chwalić jej kuchni i fryzury. Wawrzyna pomyślała z podejrzliwością, czy on nie zamierza wrócić? Może Alina go rzuciła?

Jak u ciebie z Alicją? Wszystko w porządku? – zapytała wprost.

Wiktor odwrócił wzrok.

Rozstaliśmy się rok temu. Andriej nie powiedział? – zapytała.

Nie – skinął głową.

Wyglądało na to, że unikał rozmów o sprawach osobistych i wolał wrócić do „grubiej ciotki”, niż jeść tylko pierogi.

Zdenerwowała się: jak śmiał pojawić się bez zaproszenia! Na szczęście nie zaczął mówić o powrocie, tylko przeszedł do praktycznych spraw: kran został naprawiony, ale wkrótce trzeba będzie wymienić baterię.

Kupię ci nowy, przyniosę, obiecał.

Kiedy Wiktor wyszedł, Warwara stanęła przed lustrem i spojrzała na siebie. Włosy pokrywały siwizna, talia przypominała hipopotama, nogi były w pończochach z żylakami. O czym tylko myśleć! Odwróciła się i położyła się spać.

Wiktor wrócił na przystanek z nowym kranem i powiedział, że jeszcze dzisiaj go wymieni. Nie chciała iść z nim do kiosku, ale on miał ochotę na świeżą sałatkę, a owoców nie można było odmówić. Było jej niezręcznie, bo Ivan, wybierając owoce, rozmawiał z nią tak, jakby byli parą.

W domu, podczas gdy Wiktor zajmował się baterią, Warwara pokroiła warzywa i podgrzała wczorajszą zupę. On włożył jabłka do plecaka, a ona wyjęła teczkę z kartkami. Na jednej stronie była diagnoza: stwardnienie rozsiane, postawiona rok temu. To dlatego rozstał się z Alicją.

Waria szybko schowała kartki, udając, że nic nie widziała, ale już podjęła decyzję: będzie się nim opiekować, pomagać mu godnie przeżyć resztę dni.

Wiktor stał się częstym gościem. Wspominali dzieciństwo Andrieja, jedli razem kolację. Czekała, aż poprosi o powrót, ale on milczał. Naprawił wszystko, co tylko mógł, zamówił nową biblioteczkę i sam ją złożył. Teraz, wiedząc o chorobie, zauważała, że nie zdejmuje ciemnych okularów na ulicy, chodzi wolniej, czasami niezgrabnie.

Pewnego razu, żegnając się, mocno ją przytulił. Warwara chciała powiedzieć, że może zostać, ale on odsunął się i szybko odszedł.

Następnego dnia, wpadając po jabłka, Ivan podał jej kopertę.

Co to jest? – zdziwiła się Varvara.

Twój były zostawił.

Victor?

Tak, tylko on.

Ścisnęła kopertę, czując lekkie podekscytowanie.

Co napisał?

Poprosił, żebyś się o ciebie troszczyła – odpowiedział Ivan, nie odrywając wzroku.

Varya poczerwieniała.

On jest chory – mruknęła.

Wiem – skinął głową Ivan.

W domu otworzyła list. Wiktor prosił o wybaczenie, dziękował za wszystko, zapewniał, że z Andriejem wszystko będzie dobrze i prosił, żeby nie tracić czasu: „Ten sprzedawca owoców patrzy na ciebie w taki sposób, że od razu wszystko staje się jasne”. Długo siedziała z listem w rękach, czując, jak coś w niej powoli, ale zdecydowanie się zmienia. Następnego dnia kupiła dwa jabłka, jedno dla siebie, a drugie włożyła do torby dla Iwana. Uśmiechnął się, gdy to zobaczył, i powiedział cicho:
Jabłka nie są jedyną rzeczą, którą można podzielić na pół.
Wawrzyna nie odpowiedziała, ale po raz pierwszy od dawna nie odwróciła wzroku.