W dniu urodzin Zosy wylałam jej na głowę talerz chydyd i przegoniłam jej przyjaciółki, ponieważ usłyszałam ich rozmowę…

Pamiętnik Astamiry

Wczoraj były urodziny mojej teściowej, a ja wywróciłam jej na głowę talerz z akudą, a potem wyrzuciłam wszystkie jej przyjaciółki. Wszystko dlatego, że usłyszałam, o czym rozmawiały.

Rok temu straciłem pracę i wraz z żoną nie byliśmy już w stanie opłacać domu. Moje zarobki ledwo wystarczały na pokrycie wydatków i wkrótce musieliśmy przeprowadzić się do teściowej. Czułem się upokorzony, ale nie miałem wyboru.

Od pierwszego dnia życie pod jej dachem stało się nie do zniesienia. Nie podobało jej się, jak żona gotuje, sprząta, a nawet jak mówi. Za każdym razem, gdy próbowałem ją bronić, teściowa rzucała:

Jeśli ci się nie podoba, to wynoś się.

Milczałem, ale w środku kłębiła się wściekłość. Wczoraj moja cierpliwość się skończyła.

Na święta teściowa kazała żonie przygotować kolację, chciała się pochwalić przed koleżankami. Żona kupiła najlepsze produkty, cały dzień czarowała w kuchni, przygotowała akudę z sosem.

Na początku wszystko szło dobrze. Goście chwalili jedzenie, śmiali się. Pomyślałem nawet, że niepotrzebnie im nie ufam. Ale kiedy wyszedłem do kuchni, usłyszałem szepty.

Wkrótce wszystko się skończy, sapała teściowa. Uczyniłam jej życie piekłem i wkrótce jej syn ją zostawi.

Moja siostrzenica nadal kocha twojego syna, dodała jedna.

A jeśli zajdzie w ciążę? zapytała druga.

Teściowa zaśmiała się:

Dodaję jej do jedzenia zioła, żeby nie mogła zajść w ciążę. Mój syn nie powinien wiązać się z taką nic nieznaczącą kobietą.

Serce mi zamarło. Wróciłem, chwyciłem talerz i wywróciłem jej zawartość na głowę.

Masz, jadowita kobieto! A wy, jeśli nie chcecie po niej sprzątać, to wynoście się stąd!

Przyjaciółki, blade, wybiegły. Razem z żoną spakowaliśmy się i wyjechaliśmy tego samego wieczoru.

Lekcja: Tolerowanie zła oznacza pozwalanie mu się rozrastać. Czasami jedna talerz akudy jest ostatnią kroplą, ale także pierwszym krokiem do wolności.