Trzeba było poślubić Walę! Jest zadbana, szczupła i młodsza od ciebie. Ja jestem jeszcze w kwiecie wieku, a moja żona jest stara. Skąd to sobie przypomniałeś o Walce Sidorowej? Widziałeś ją gdzieś? Bardzo ci jej brakuje, wyszła za generała i żyje sobie spokojnie.
Raisa Pawłowna smażyła mężowi na śniadanie placki serowe. Bardzo je lubił. Niedługo się obudzi, a placki będą już gotowe, gorące, z kwaśną śmietaną.

Raja! Gdzie są moje spodnie?
Obudził się. Raisa odstawiła patelnię na bok i poszła do sypialni, skąd krzyczał mąż.
Kolia, wrzuciłam je do prania, były już brudne. Zaraz dam ci inne.
Nie mogą być brudne! Gdzie ja zdążyłem je pobrudzić! Zawsze decydujesz samowolnie!
Nie zabieram ci ich, chodź w brudnych przez miesiąc! Nie denerwuj się. Proszę, czyste.
Ojej! Nie lubię tych spodni, są niewygodne, jakieś ciasne! Szybciej wypierz moje ulubione!
Wypieram, nie krzycz. Idź się umyć i zjedz śniadanie, serniki są gorące na stole.
Mikołaj poszedł do łazienki. Raisa nalała herbatę, dodała dwie łyżki cukru, tak jak lubił jej mąż. Nalała śmietanę do miseczki.
Fuj, śmierdzi tu twoimi sernikami! Ty leniwcu!
Starałam się dla ciebie, Kolia, czemu narzekasz? Nie wstałeś z właściwej nogi?
Nikołaj jadł w milczeniu.
Herbata jest gorąca! Nie mogłaś jej ostudzić, co? Au, poparzyłem się! A serniki są twarde i niesmaczne! Lepiej byłoby zrobić kanapki z kiełbasą i serem, sama jedz tę gumę!

Nie wymyślaj, serniki są świetne, jak zawsze. Jedz, nie potrzebujesz kanapek, brzuch i tak rośnie.
Nie podoba jej się mój brzuch, spójrz! A sama od dawna nie patrzyłaś w lustro? Całkiem przytyłaś! I dlaczego nie farbujesz siwych włosów, wyglądasz jak stara babka!
Raisa słuchała męża ze zdziwieniem i urazą. Nigdy nie pozwalał sobie na takie słowa. Co go naszło?
Kolia, uważaj na język! Zawsze byłam pulchna, dopiero teraz się o tym dowiedziałeś? Wcześniej wszystko mi się podobało.
Nie chcę farbować włosów, mam alergię na farbę, sam dobrze wiesz. Zdrowie jest ważniejsze. Poza tym nie jestem już dziewczynką, mam ponad siedemdziesiąt lat.
A twój brzuch rośnie od piwa, gotuję ci potrawy niskotłuszczowe. Trzeba więcej się ruszać, a ty siedzisz przed telewizorem całymi dniami.
Trzeba było ożenić się z Waluszką! Jest zadbana, szczupła i młodsza od ciebie. Ja jestem jeszcze w kwiecie wieku, a moja żona jest stara
Skąd ci przyszło do głowy, żeby wspomnieć o Walce Sidorowej? Gdzie ją widziałeś? Bardzo ci jej brakuje, wyszła za generała, nie zna smutku.
Mąż ją rozpieszcza, zawsze dobrze się ubiera, dba o siebie. Nie mają dzieci, nie mieli żadnych zmartwień, żyli dla własnej przyjemności.
A my z tobą wychowaliśmy takiego syna, sam wszystko osiągnął, a do tego nam pomaga. Razem z Verochką podarowali nam wnuki, nie ma co narzekać.

Dużo wiesz! Ta Walka biegała za mną, sama się oferowała.
Kiedy to było? Och, fantasta.
Wtedy coś się wydarzyło.
I co jej odpowiedziałeś?
A co ja? Jestem mężczyzną. Nie mogłem skrzywdzić kobiety. Ona jest taka atrakcyjna. Nie tak jak ty.
Matka mi mówiła, że niepotrzebnie żenisz się z Rae, ona jest stara i nie błyszczy urodą.
Nie posłuchałeś, ożeniłeś się. I teraz męcz się ze starą babą, która nie chce nawet zrobić mężowi porządnych kanapek!
Niech Walka robi ci kanapki! Nie mogła odmówić, Manila.
Po co żyłeś ze mną tyle lat, męcząc się ze starą babą?! Jestem tylko trzy lata starsza od ciebie!
Sam nie wiem! Przeszedłem na emeryturę i zrozumiałem, że popełniłem błąd. Z tobą jest nudno. Ani ryba, ani mięso. A ile kobiet kręciło się wokół mnie, a ja wracałem do domu, do żony, do syna. A ty nigdy tego nie doceniałaś!
Jak to nie doceniałam? Zawsze dawałam wszystko, co najlepsze, tobie i Saszy, nie zostawiałam sobie nic na zapas, żeby tylko wam wystarczyło. A czy kiedykolwiek prosiłam o pieniądze? Spójrz, ile masz różnych ubrań, a ja? Kupowałam sobie wszystko prostsze, tańsze, oszczędzałam.
Zaoszczędziliśmy na samochód, kupiłeś sobie ponton, który teraz leży, różne transystory, sprzęt wędkarski. Czy ja choć słowo powiedziałam?
Co ty nam kupowałaś? Nie wyolbrzymiaj. I gotujesz okropnie! Nie ma porównania z moją matką, niech spoczywa w pokoju!

Kolia, naprawdę tak źle ci się ze mną żyło przez te wszystkie lata? Naprawdę nie możesz powiedzieć nic dobrego? Co się z tobą dzieje? Jesteś dziś jakiś zły! Może jesteś chory?
To ty jesteś chora! Dobra, idę oglądać wiadomości, mam dość. A poza tym, oprócz Walki i Tamary, miałem jeszcze jedną. Dawno temu, ale miałem. Wtedy wyjechałaś do matki.
Och, Tamarka była gorącą kobietą, nie tak jak ty. Ty jesteś jeszcze chora, ciągle bierzesz tabletki, łapiesz się za serce. Oto nagroda od życia, ożeniłeś się z taką.
Raisa zdjęła fartuch i wyszła z domu na ulicę. Nie mogła oddychać, a serce ją bolało.
Więc on ją zdradzał. A ona nawet tego nie zauważyła. Wydawało się, że wszystko było między nimi w porządku, jak u innych ludzi.
Pobrali się z miłości, składali przysięgi, żyli w zgodzie, a teraz on wyrzucił z siebie wszystko, co myślał. Okazało się, że była złą żoną. Jak żyć po tych słowach?
Przecież klęczał przed nią, oświadczył się. Kochała go przez całe życie, spełniała jego życzenia, a on ją kochał, choć od dawna nie mówił miłych słów. Ale nie posuwał się do zniewag.
„Czy to prawda, że z Tamarą i z Walerią? Jak on mógł?”
Raja nigdy nie dopuszczała nikogo do siebie, choć były próby. Przyjaciel z młodości pojawił się, gdy miała trzydzieści pięć lat. Mówił, że ją kocha, nie może, jeszcze od czasów szkoły. Rzuć męża, chodź do mnie, przyjmę cię z dzieckiem.
Och, dała mu wtedy popalić! Proponować coś takiego mężatce!
Zawsze gotowała smacznie, syn i mąż jedli jej placki, pierogi, barszcz i zapiekanki. Jak to rozumieć? Na starość wyjawił prawdę.

„Kolia, Kolia, jestem dla ciebie”
Raisa szła ulicą, pogrążona w smutnych myślach. W piersi czuła pieczenie, ale nie zwracała na to uwagi. Ocierała łzy. Jakże bolesne były słowa męża. Dotarła do ławki przy placu zabaw, gdzie kiedyś spacerowała z małym Sashą, usiadła, ściskając torebkę na kolanach. Wiatr wirował opadłe liście, jak wspomnienia, jedno po drugim, bezlitośnie.
Serce ścisnęło się i nie walczyła z tym, wyjęła z torebki tabletki, połknęła jedną, potem drugą, popijając z flaszki herbatą.
Poszła do domu. Powoli. Spokojnie.
Kolia siedział przed telewizorem, jakby nic się nie stało.
Położyła na stole paczkę z chlebem i kiełbasą:
Zjedz swoje kanapki. Nie musisz już więcej.
I poszła do sypialni. Zamknęła drzwi.
Na półce stało ich ślubne zdjęcie, młodzi, szczęśliwi, patrzący sobie w oczy.
Raisa wzięła ją do ręki, pogłaskała palcem jego twarz i cicho powiedziała:
I tak cię kochałam.
Potem położyła zdjęcie twarzą do dołu i położyła się na łóżku, przykrywając się kocem.
Za ścianą telewizor brzęczał jak rój pszczół.
