25 listopada, sobota. Dzisiaj teściowa zaprosiła moją byłą żonę.
„Oszalałaś?” – krzyknęłam do słuchawki, ściskając telefon tak mocno, że palce mi zbladły. „Po co ją zaprosiłaś? Olga to przeszłość, Maria Iwanowna! Należała do Siergieja, a teraz należy do mnie!”
Po drugiej stronie linii Maria Iwanowna westchnęła ciężko, jak zwykle, gdy chce pokazać, że jest starsza i mądrzejsza.
Wasiliczko, kochanie, nie denerwuj się. Nie przyszłam złośliwie, tylko pomyślałam, że nadszedł czas, aby wszyscy się pogodzili. Nawiasem mówiąc, zbliżam się do siedemdziesiątki. Chcę, żeby cała rodzina się zebrała. A Olga jest przecież matką moich wnuków. Jak bez niej?
Cała rodzina? – prychnęłam, rzucając nóż kuchenny na stół, na którym kroiłam marchewkę. A kim ja jestem? Obca? Trzeci rok jestem wśród synowych, a ty wciąż wspominasz Olgę jak świętą!
Nie wyolbrzymiaj, Wasilisa. Olga to dobra kobieta, a ty prawie jej nie znasz. Może się zaprzyjaźnicie? Siergiej powiedział, że nie ma nic przeciwko.
Słowa Siergieja zabrzmiały w mojej głowie, chociaż on był w garażu i majstrował przy samochodzie. Najwyraźniej wiedział i nie ostrzegł mnie.

No dobrze, Marii Iwanowna, do widzenia. Nie mam czasu.
Odcięłam połączenie i rzuciłam telefon na kanapę. Serce biło mi jak po biegu. Jak to możliwe? Olga to była żona Siergieja, rozwiedli się pięć lat temu, ale teściowa i tak ją uwielbia. A teraz jeszcze zaprasza ją na urodziny. Usiadłam przy stole i wpatrywałam się w okno, gdzie drobny deszcz stukał, tak jak mój nastrój.
Wieczorem Siergiej wrócił zmęczony z pracy, rzucił torbę w korytarzu i pocałował mnie w policzek.
Co na kolację? Pachnie pysznie.
– Barszcz – mruknęłam, ustawiając talerze. – To znaczy, że nie masz nic przeciwko, żeby Olga przyszła do twojej mamy na święta?
Siergiej zamarł z łyżką w dłoni.
– Mama do ciebie dzwoniła? – Tak, wspomniała o tym. Powiedziałem, że jeśli chce, to niech przyjdzie. Jej wnuki ją kochają, a w ogóle…
Wnuki? – usiadłam naprzeciwko niego, krzyżując ręce. To nasze dzieci, Siergieju! Nie, czekaj, twoje z Olgi. Ale wychowywałam je przez ostatnie trzy lata jak własne! A teraz Olga przyjdzie i wszystko wróci do normy?
Wasilisa, nie wyolbrzymiaj. To tylko jeden wieczór. Mama się starzeje, chce spokoju w rodzinie. Olga niczego nie żąda.
A jeśli żąda? – głos mi się obniżył, ale oczy zabłysły. Wiesz przecież, że ona wciąż nie wyszła za mąż. Może żałuje rozwodu.
Siergiej odsunął talerz.
Rozwiedliśmy się, bo nie pasowaliśmy do siebie. Nic więcej. Teraz jesteś moją żoną. Koniec rozmowy.

Ale rozmowa się nie skończyła. Całą noc przewracałam się z boku na bok, wyobrażając sobie, jak Olga wchodzi do domu teściowej – piękna, pewna siebie, z bukietem kwiatów. A ja, Wasylisa, stoję w kącie jak biedna krewna. Rano postanowiłam: pójdę na uroczystość, ale nie dam się poniżyć.
Dni ciągnęły się powoli. Pracuję jako księgowa w małym biurze, odbieram dzieci ze szkoły. Piotr i Kolia, ośmio- i dziesięciolatkowie, gadają o babci i o tym, jak obiecała upiec szarlotkę.
A mama przyjdzie? – zapytał Piotr podczas kolacji.
„Jaka mama?”
„No, nasza mama Olga. Babcia powiedziała, że ją zaprosi”.
Siergiej zakaszlał.
„Chłopcy, babcia chce, żeby wszyscy byli. Ale przecież wiecie, że teraz to ja jestem waszą mamą”.
– To macocha – mruknął Kolia, grzebiąc widelcem w ziemniakach.
To było jak cios w serce.
– Kocham was jak własne dzieci – szepnęłam cicho. – I bardzo się staram.
Chłopcy zamilkli, ale pozostało pewne rozczarowanie. Wieczorem podeszłam do Siergieja, gdy oglądał telewizję.
Widzisz? Nawet dzieci… One wciąż ją pamiętają.
Oczywiście, że pamiętają. To ich matka. Ale ty jesteś częścią rodziny. Nie martw się.
Skinęłam głową, ale w środku wszystko wrzało. Zadzwoniłam do przyjaciółki Leny, żeby się wyżalić.
Wyobrażasz sobie, teściowa wezwała Olgę! – skarżyłam się przez słuchawkę. Jakby mnie tu nie było.
Lena parsknęła.
Nie idź. Niech sobie radzą sami.

Nie, pójdę. Pokażę, kto tu jest panią.
No cóż, zobaczymy. Tylko się nie wygłupiaj. Tej teściowej nie da się nic powiedzieć.
Śmiałam się, ale nerwowo. Lena miała rację: Maria Iwanowna to kobieta z charakterem, całe życie pracowała jako nauczycielka, przyzwyczaiła się do rozkazywania.
W końcu nadszedł dzień uroczystości. Dom teściowej w starej dzielnicy miasta lśnił czystością. Przyjechaliśmy tam pierwsi, razem z Siergiejem i dziećmi. Maria Iwanowna przywitała nas w progu, uściskała wnuki i pocałowała Siergieja.
Wasiliczko, pomóż mi w kuchni – powiedziała z uśmiechem.
Poszłam za nią, niosąc tort, który sama upiekłam.
– Marii Ivanowna, a kto jeszcze przyjdzie? Krewni?
– Tak, moja siostra z mężem, siostrzeńcy. I oczywiście Olga.
Postawiłam tort na stole.
– A po co ona? Przecież teraz nie jest już krewną.
Teściowa odwróciła się, wycierając ręce ręcznikiem.
Wasilisa, nie bądź zazdrosna. Olga jest matką moich wnuków. Szanuję ją. Jesteście różne, ale obie jesteście dobre.
„Różne?” – uśmiechnęłam się. „Ona jest z miasta, wykształcona, a ja prosta?”.
„Nie wymyślaj. Jesteś jedną z nas. A teraz zabierz się za krojenie sałatek”.

Chwyciłam nóż, ale myśli krążyły mi w głowie. Niedługo potem przyszła siostra teściowej, ciocia Walia, wraz z mężem. Uściskali się i zapytali o dzieci. Zadzwonił dzwonek.
To ona – szepnęła Maria Iwanowna i poszła otworzyć.
Olga weszła w eleganckiej sukience, z bukietem róż. Dzieci rzuciły się do niej.
– Mamo! – krzyknęły, obejmując ją.
Stałam z boku, czując się zbędna. Olga przywitała się z Siergiejem serdecznie, ale powściągliwie.
– Cześć, Sierioża. Dawno się nie widzieliśmy.
– Cześć, Olya. Cieszę się, że cię widzę.
Odwróciła się do mnie.
– Ty to pewnie Wasilisa? Miło cię poznać. Słyszałam o tobie wiele dobrego.
Uścisnęła mi dłoń, starając się uśmiechnąć.
Wzajemnie.
Wszyscy usiedli przy stole. Maria Iwanowna podniosła kieliszek.
– Za zdrowie! I za rodzinę!
Wypiliśmy. Rozmowa zeszła na temat pracy i dzieci. Olga opowiadała, jak Petya i Kolya uczą się w szkole.
Petya jest dobry z matematyki – mówiła. A Kolya świetnie rysuje.
Milczałam, ale w środku wszystko we mnie wrzało. To teraz moje dzieci! Karmię je, ubieram, kładę spać.

A ty, Wasilisa, czym się zajmujesz? – zapytała Olga.
Pracuję jako księgowa. Nic specjalnego.
To ważna praca. Bez was nigdzie nie da się obejść.
Skinęłam głową, ale wyczułam podstęp. Ciotka Walia zmieniła temat.
– Maria, pamiętasz, jak w młodości chodziłyśmy na potańcówki?
Teściowa roześmiała się, opowiadając historie. Dzieci pobiegły do pokoju się bawić. Siergiej siedział między mną a Olgą, starając się zachować neutralność.
Po kolacji Maria Iwanowna zaproponowała herbatę z ciastem.
– Anya to upiekła – powiedziała. – Pyszne!
Olga spróbowała.
– Naprawdę pyszne. Brawo, Wasilisa.
Dziękuję – odpowiedziałam, ale głos mi się załamał.
Potem Olga podeszła do kuchni, kiedy sprzątałyśmy naczynia.
Możemy porozmawiać? Na osobności.
Zesztywniałam.
Oczywiście.
Wyszłyśmy na balkon. Deszcz przestał padać, powietrze stało się rześkie.
Wasilisa, rozumiem, że nie podoba ci się moja obecność tutaj. Ale Maria Iwanowna nalegała. Nie chciałam przychodzić, żeby cię urazić.
Dlaczego nalegała? – zapytałam.
Olga westchnęła.
Uważa, że my z Siergiejem cierpimy z powodu rozwodu. Chce, żebyśmy utrzymywali pokojowe stosunki.
A ty? Chcesz wrócić?
Olga potrząsnęła głową.

Nie. Nie dogadaliśmy się z Siergiejem. Jest dobry, ale nie dla mnie. A ty do niego pasujesz. Widzę, jak na ciebie patrzy.
Zdziwiłam się.
Naprawdę?
Tak. Nie bądź zazdrosna. Przyszłam ze względu na dzieci i Marię Iwanownę. Była dla mnie jak matka.
Milczałam, przetrawiając to wszystko. Z pokoju dobiegł śmiech dzieci.
No dobrze, wracajmy, powiedziała Olga.
Ale zatrzymałam ją.
Zaczekaj. Opowiedz mi o sobie. Dlaczego się rozwiedliście?
Olga uśmiechnęła się smutno.
Chciałam kariery, podróży. A Siergiej – domu, rodziny. Ciągle się kłóciliśmy. W końcu się rozstaliśmy.
A teraz?
Teraz jestem sama, pracuję jako menedżerka. Tęsknię za dziećmi, ale cieszę się, że mają ciebie.
Uczucie ulgi nadeszło nieoczekiwanie. Może na próżno się tak zamartwiałam.
Wracając do pokoju, zobaczyliśmy, jak Maria Iwanowna rozdaje prezenty. Dzieci cieszyły się z zabawek. Siergiej mrugnął do mnie.
Wszystko w porządku?
Tak – szepnęłam.
Wieczór nie miał końca. Kiedy wszyscy usiedli do herbaty, ciocia Walia zapytała Olgę:
Olenka, a nie zamierzasz wyjść za mąż?
Olga się roześmiała.
Nie, ciociu Wali. Na razie nie znalazłam nikogo.
Maria Iwanowna wtrąciła się.
A szkoda. Jesteś taka piękna. Siergiej, pamiętasz, jak się poznaliście?

Siergiej zakaszlał.
Mamo, nie poruszaj starych spraw.
Ale teściowa kontynuowała.
Na weselu u przyjaciół. Olga w niebieskiej sukience, a ty w garniturze. Co za para!
Ścisnęłam filiżankę. Znowu poczułam się, jakbym nie istniała.
– Marii Iwanowna – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – A pamięta pani nasze wesele z Siergiejem? Ja w bieli, on w czerni. Płakała pani ze szczęścia.
Teściowa zamilkła i spojrzała na mnie.
Oczywiście, że pamiętam, Wasiliczko. Wy też jesteście piękną parą.
Olga skinęła głową.
To prawda. Nie warto wracać do przeszłości.
Atmosfera się rozładowała. Dzieci przybiegły, pokazując rysunki. Piotruś narysował całą rodzinę: babcię, tatę, mnie, Olgę oraz siebie z bratem.
Oto wszyscy razem! – powiedział.
Uśmiechnęłam się. Może tak właśnie powinno być – wszyscy razem, bez wrogości.
Później, kiedy goście zaczęli się rozchodzić, Olga podeszła do mnie.
Dziękuję, że mnie nie wygoniłaś. Może spotkamy się kiedyś? Dla dobra dzieci.
Może – odpowiedziałam. Zobaczymy.
Siergiej uściskał mnie na pożegnanie z teściową.
Mamo, dziękuję za wieczór.
Maria Iwanowna pocałowała mnie.

Wasiliczko, wybacz, jeśli cię uraziłam. Chciałam jak najlepiej.
Nic się nie stało – powiedziałam. Najważniejsza jest rodzina.
W samochodzie, w drodze do domu, dzieci zasnęły na tylnym siedzeniu. Siergiej wziął mnie za rękę.
Dobrze się spisałaś. Trzymałaś się.
A ty wiedziałeś, że mama tak zaplanowała?
Podejrzewałem. Ale myślałem, że wszystko się jakoś ułoży.
Westchnęłam.
Nie ma sprawy. Tylko proszę, żadnych więcej takich niespodzianek.
W domu położyła dzieci, usiadła w kuchni z filiżanką herbaty i pomyślała: teściowa ma rację – rodzina jest duża i jest w niej miejsce dla wszystkich. Olga nie jest wrogiem, tylko częścią przeszłości.
Następnego dnia zadzwoniła Maria Iwanowna.
Wasiliczko, jak się masz? Nie gniewasz się?
Nie, Marii Ivanowna. Wszystko w porządku.
Dzięki Bogu. Olga dzwoniła, powiedziała, że rozmawiałyście. Cieszę się, że się pogodziłyście.
Uśmiechnęła się.
Tak, pogodziłyśmy się.
Później zadzwoniła Olga.
Cześć, Wasilisa. Nie masz nic przeciwko, żebym zabrała dzieci na weekend do zoo?
Dobrze. Ale powiedz im, że je kocham.
Oczywiście.

Tak mijały dni. Przyzwyczajałam się do nowej rzeczywistości. Czasami dzwoniła Olga i pytała o dzieci. Siergiej był zadowolony, że było mniej kłótni.
Pewnego wieczoru przygotowywałam kolację, kiedy przyszedł Siergiej z kwiatami.
To dla ciebie. Za to, że jesteś dla mnie taka mądra.
Dziękuję. A z jakiej okazji?
Tak po prostu. Kocham cię.
Objęłam go. Zrozumiałam: zazdrość zniknęła. Teraz jestem pewna siebie.
A teściowa? Dzwoni częściej, chwaliła mnie, zapraszała w goście. Rodzina stała się silniejsza, bez pęknięć.
Patrzę przez okno, gdzie świeci słońce. Życie toczy się dalej, a w nim jest miejsce dla wszystkich.
