— Żartujesz! Nie wierzę własnym oczom! — Iwan osłupiały patrzył na kobietę stojącą w drzwiach ich jednopokojowego mieszkania. — Mario Pietrowno… to naprawdę pani?
— A kogo się spodziewałeś, drogi zięciu? Kosmitów? — odpowiedziała z przekąsem, poprawiając siwą kosmyk włosów wystający spod kapelusza.
— Ale przecież… pani wyjechała na stałe! Do Soczi! Kupiła tam mieszkanie…
— Sprzedałam je — machnęła ręką Maria Pietrowna, przeciskając się do przedpokoju z dwoma ogromnymi walizkami. — Będziesz tak stał jak słup? Pomóż matce z bagażem!
Iwan odruchowo chwycił walizki, a w głowie miał tylko jedną myśl: „Jak powiedzieć o tym Wasilisie?” Jego żona od trzech lat była przekonana, że jej matka szczęśliwie mieszka nad Morzem Czarnym w swoim mieszkaniu, odpoczywa i cieszy się życiem z dala od moskiewskiego chłodu i zgiełku.
— A gdzie moja Wasylka? Jeszcze w pracy? — zapytała Maria Pietrowna, bezceremonialnie rozglądając się po pokoju. — Och, tyle czasu jej nie widziałam! Jak ja się stęskniłam!

— Dziś się spóźni, ma pilny projekt — mruknął Iwan, ostrożnie stawiając walizki przy ścianie. — Mario Pietrowno… mogła pani chociaż uprzedzić o przyjeździe. Przygotowalibyśmy się, wyszlibyśmy po panią…
— Niespodzianka, zięciu! — zaśmiała się. — Uwielbiam niespodzianki. A tak w ogóle, czemu tu tyle kurzu? Nie pilnujecie porządku? I te zasłony… straszne! Mówiłam przecież Wasilisie, że do niczego się nie nadają. Jutro je zmienimy.
Zaczyna się — pomyślał ponuro Iwan, przypominając sobie, jak trzy lata temu cieszyli się z decyzji teściowej o przeprowadzce na południe. Sprzedała wtedy moskiewskie mieszkanie, kupiła lokum w Soczi i ogłosiła, że zaczyna nowe życie w cieplejszym klimacie. To wydawało się prawdziwym prezentem od losu, bo wcześniej Maria Pietrowna często wpadała do nich bez zapowiedzi, krytykowała wszystko i pouczała, jak mają żyć.
— Dobrze rozumiem… że teraz znów będzie pani mieszkać w Moskwie? — zapytał ostrożnie Iwan.
— Na zawsze! — skinęła z zadowoleniem głową. — Soczi piękne, ale stare kości wolą rodzimy klimat. I jak mogłabym żyć z dala od jedynej córki i wnuków?
— My nie mamy dzieci — automatycznie poprawił Iwan.
— No właśnie, skandal! — westchnęła. — Już czas. Nie jesteście tacy młodzi. A ja chciałabym jeszcze poniańczyć wnuki, póki mogę chodzić.
Telefon w kieszeni Iwana zawibrował. Wiadomość od Wasilisy:
„Będę za pół godziny. Kup proszę mleko i chleb.”
Jak ja jej to powiem? — myślał, patrząc na teściową, która już wygodnie rozsiadła się na kanapie i włączyła telewizor, jakby wcale nie zamierzała wyjeżdżać.
— Mario Pietrowno… a gdzie pani zamierza się zatrzymać? — zebrał się w końcu na odwagę.

Teściowa spojrzała na niego, jakby powiedział coś absurdalnego.
— Jak to gdzie? U was oczywiście! Tymczasowo, dopóki nie zdecyduję, co dalej. Miesiąc, może dwa… zobaczymy.
W Iwanie wszystko się ścisnęło. Ich maleńkie jednopokojowe mieszkanie było ciasne nawet dla dwóch osób. Myśl o wspólnym mieszkaniu z Marią Pietrowną wywoływała panikę.
— Ale… jest tu bardzo mało miejsca…
— Nie jestem wybredna — machnęła ręką. — Prześpię się na kanapie. Choć swoją drogą jest okropnie niewygodna. Czemu jej jeszcze nie wymieniliście?
W tym momencie drzwi wejściowe trzasnęły — wróciła Wasilisa. Jeszcze nie wiedziała, jaka niespodzianka czeka na nią w salonie.
— Ilja, jesteś w domu? Jestem tak zmęczona, że padam z nóg… — weszła do środka i nagle zamarła. — Mamo?!
— Wasilisa! — Maria Pietrowna z zadziwiającą dla swojego wieku energią zerwała się z kanapy i rzuciła córce w ramiona. — Córeczko moja! Jak ja się stęskniłam!
— Mamo… ale jak? Czemu nie uprzedziłaś? — Wasilisa obejmowała ją, jednocześnie rzucając mężowi pytające spojrzenia.

— Chciałam zrobić niespodziankę! — oznajmiła triumfalnie. — I widzę, że się udało!
— Ale co się stało? Z mieszkaniem w Soczi coś nie tak? — zapytała w końcu, wysuwając się z uścisku.
— Sprzedałam je — odparła teściowa lekko. — Nie ułożyło mi się tam. Wszystko obce. A tutaj swoje. Lekarze sprawdzeni, przyjaciółki… ty.
Wasilisa opadła na krzesło, próbując zrozumieć sytuację. Iwan stał obok, nie wiedząc, co powiedzieć. Ich spojrzenia spotkały się — pełne niepokoju.
— I gdzie teraz będziesz mieszkać? — zapytała ostrożnie córka.
— Na razie u was. A potem zobaczymy. Może wynajmę pokój, może małe mieszkanie. Pieniądze ze sprzedaży mam, ale nie chcę ich od razu wydawać — nigdy nie wiadomo.
— A rzeczy? — wtrącił Iwan.
— Część sprzedałam, część rozdałam. Najpotrzebniejsze mam tu, w walizkach.
Iwan widział, jak jego żona próbuje poradzić sobie z szokiem. Przez trzy lata przyzwyczaili się do swobody, urządzili mieszkanie po swojemu, mieli własny rytm życia. A teraz wszystko nagle się zmieniało.
— Mamo… może lepiej zatrzymałabyś się u Walentyny? — zaproponowała ostrożnie Wasilisa. — Ma trzypokojowe mieszkanie i mieszka sama…
— U Walentyny?! — oburzyła się Maria Pietrowna. — U przyjaciółki, a nie u własnej córki? Wasiliso, ty mnie po prostu zabijasz takimi pomysłami!

— Ale naprawdę jest tu bardzo ciasno…
— Już mówiłam, że nie jestem wybredna. Prześpię się na kanapie i nikomu nie będę przeszkadzać.
Iwan i Wasilisa wymienili spojrzenia. Przekonać Marii Pietrowny było niemożliwe.
— Dobrze… — westchnęła córka. — Rozgość się.
Teściowa uśmiechnęła się zwycięsko, jakby czekała na tę chwilę całe życie, i natychmiast skierowała się do kuchni.
— A kolacja kiedy? Boże, znowu te plastikowe kubki? Wasiliso, ile razy mam mówić — prawdziwa gospodyni powinna mieć porcelanę!
Iwan zdjął kurtkę, powiesił ją starannie na wieszaku i zamknął na chwilę oczy.
„Mleko i chleb… przynajmniej mleko mogłem kupić.”
Za ścianą zabrzęczał bojler — stary, tak jak wszystko w tym mieszkaniu, ale wciąż jeszcze działał.
Tak jak oni. Na razie.
