Promienie wiosennego słońca wpadają przez okno kuchenne, tańcząc na świeżo pomalowanej ścianie. Agrafena stoi przy kuchence, mieszając barszcz i spoglądając na zegarek. Musiała wstać wcześnie, ponieważ obiecała mężowi, że ugotuje jego ulubione danie. Siergiej przez cały wczorajszy wieczór wyglądał na zmartwionego, a ona chce go rozweselić.
Agrafenko, nie widziałaś mojego niebieskiego krawata? Siergiej wygląda z sypialni w na wpół zapiętej koszuli.
W prawej szufladzie szafy, tam, gdzie go wczoraj prasowałam – odpowiada Agrafena, nie odrywając wzroku od garnka.
Śniadanie przebiega w zwyczajowej ciszy. Siergiej przegląda wiadomości w telefonie, od czasu do czasu mruczy pod nosem, a Agrafena obserwuje, jak je. Chciałaby zapytać, co go trapi, ale czeka, aż sam się otworzy.
Smaczne, dziękuję – Siergiej dopija kawę i odstawia filiżankę. Słuchaj, chciałem powiedzieć, że mój ojciec przyjeżdża dzisiaj i zostanie u nas na kilka tygodni.
Agrafena zamiera, podnosząc filiżankę. Mikołaj Pietrowicz? Ten sam, który na ich ślubie wywołał skandal, mówiąc, że panna młoda „nie jest wystarczająco ładna”? Który przez dwa lata milczał i nawet nie składał życzeń świątecznych?

Kiedy? – wykrztusza z trudem.
Wieczorem, spotkam się z nim po pracy – Siergiej unika jej wzroku. Ma problemy z macochą, chce zostać na kilka tygodni, dopóki wszystko się nie ułoży.
Kilka tygodni? – stawia filiżankę z powrotem na stole i wstaje. Siergieju, pamiętasz, jak on do mnie się odnosi?
Zmienił się po zawale, zaczął zastanawiać się nad życiem – przyznaje cicho Siergiej. Nie mogłem mu odmówić, w końcu to mój ojciec.
„Powinieneś był najpierw ze mną to omówić” – mówi Agrafena, zbierając naczynia. „Na ten tydzień mam zaplanowany ważny projekt, zamierzałam pracować z domu”.
„Przepraszam” – Sergej obejmuje ją od tyłu. „Bałem się twojej reakcji”.
„I słusznie się bałeś” – Agrafena odsuwają się. „Idź, nie spóźnisz się. Porozmawiamy wieczorem”.
Dzień mija jak we mgle. Agrafena próbuje skupić się na pracy, ale myśli wciąż wracają do zbliżającej się wizyty. Mikołaj Pietrowicz to człowiek starej daty, były wojskowy, przyzwyczajony do rozkazywania. Po śmierci matki Siergiej ożenił się z kobietą prawie dwadzieścia lat młodszą, a ich małżeństwo wyraźnie pęka w szwach.
Pod wieczór Agrafena sprząta mieszkanie, zmienia pościel w pokoju gościnnym i przygotowuje kolację. „Cokolwiek by się nie stało” – postanawia, rozkładając talerze.

O siódmej dokładnie rozlega się dzwonek do drzwi. Agrafena bierze głęboki wdech i idzie otworzyć.
Na progu stoi Siergiej, a za nim wysoki, siwy mężczyzna o wojskowej postawie, trzymający w rękach porysowaną brązową walizkę.
Witam, Nikołaju Pietrowiczu – Agrafena próbuje się uśmiechnąć, ale usta jej nie słuchają.
Dobry wieczór, Agrafena – głos teścia brzmi ciszej, niż ona pamięta. Dziękuję, że mnie przyjęliście.
Proszę wejść, kolacja jest już prawie gotowa – mówi, wskazując na salon.
Przy stole głównie mówi Siergiej, opowiadając o pracy, o nowym samochodzie, o planach na urlop. Mikołaj kiwa głową, zadaje pytania, a Agrafena w milczeniu nakłada jedzenie.
Bardzo smaczne – mówi niespodziewanie teść, zwracając się do niej. Zawsze tak dobrze gotujesz?
Uczyłam się stopniowo – odpowiada, zaskoczona komplementem.
Moja Svetlana, niech spoczywa w pokoju, też gotowała – wspomina Nikolaj. A Galina umie tylko podgrzewać półprodukty. „Nie jest to kobieca robota – mówi – stać przy kuchence”. Współczesna kobieta, cóż z niej zrobić.

Agrafena spogląda na Siergieja, a on tylko lekko wzrusza ramionami.
– Mikołaju Petrowiczu, pokażę panu pokój – mówi, gdy kolacja dobiega końca. – Jest tam osobna łazienka i telewizor.
Teść idzie za nią, ogląda salon, stawia walizkę przy łóżku.
„U was jest przytulnie” – gładzi dłonią oparcie fotela. „Jak w domu”.
„Dziękuję” – Agrafena czuje, jak napięcie nieco ustępuje. „Jeśli czegoś potrzebujecie, dajcie znać”.
O szóstej rano Agrafena budzi się na odgłosy dochodzące z kuchni. Siergiej jeszcze śpi. Zakłada szlafrok i schodzi na dół, żeby sprawdzić, co się dzieje.
Nikołaj Pietrowicz już nastawia czajnik i kroi chleb, ubrany w dres.
Dzień dobry – wita ją. Przepraszam, jeśli cię obudziłem. Zwyczaj wczesnego wstawania pozostał mi z wojska.
Nie ma sprawy – podchodzi do lodówki. Zaraz przygotuję śniadanie.
Nie trzeba, już zrobiłem kanapkę. Ty i Siergiej jeszcze śpicie, jest jeszcze wcześnie.
Teść starannie sprząta okruchy ze stołu, myje nóż i filiżankę.
Idę pobiegać do parku, tuż obok, wrócę za godzinę – mówi i wychodzi.

Po jego wyjściu Agrafena dzwoni do swojej przyjaciółki Tatiany.
Tania, nie uwierzysz! Przyjechał teść, ten sam. Ale zmienił się: jest uprzejmy, spokojny, nawet naczynia posprzątał!
Nie wierzę – śmieje się Tatiana. Może to sobowtór? Pamiętasz, jak szalał na naszym ślubie? I jak cię nazwał, kiedy powiedzieliście, że wzięliście kredyt hipoteczny na mieszkanie bez jego pomocy?
Pamiętam – wzdycha Agrafena. Ludzie się zmieniają, pewnie.
Albo udają. Bądź ostrożna, przyjaciółko – radzi Tatiana.
Wieczorem Siergiej zostaje dłużej w pracy, a Agrafena zostaje sama z teściem. Kroi warzywa, a on przygląda się jej.
– Mogę pomóc? – pyta niespodziewanie Mikołaj.
– Tak, pokrój pomidory do sałatki – podaje jej deskę.
Pracują przez chwilę w milczeniu, po czym teść kaszle.
– Agrafeno, chcę cię przeprosić – mówi.
– Za co?
– Za wszystko. Za ślub, za niegrzeczność, za to, że was nie wspierałem. Nie miałem racji.
Co się stało, Nikołaju Pietrowiczu? Dlaczego nagle postanowiłeś…
Zawał serca – uśmiecha się gorzko. Leżąc pod kroplówką, rozumiesz, że życie jest krótkie. Syn się nie odzywa, z żoną i Galiną jesteśmy sobie obcy. Mógłbym opiekować się wnukami, gdybym nie był upartym osłem.

Agrafena nie wie, co odpowiedzieć. Ten otwarty Nikołaj Pietrowicz zupełnie nie przypomina tego groźnego teścia, którego znała.
Wszyscy popełniamy błędy – mówi w końcu. Najważniejsze, żeby zdążyć je przyznać.
Może nie w samą porę, ale zrozumiałem to, odkładając nóż – dodaje. I wiesz, co mnie najbardziej zabolało? Galina. Myślałem, że mnie kocha, a okazało się, że chodziło jej tylko o moją emeryturę i mieszkanie. Gdy tylko zachorowałem, od razu zaczęła podsuwać mi dokumenty, akty darowizny. A potem słyszałem, jak mówi przez telefon, że „staruszek długo nie wytrzyma”. Agrafena opuściła nóż i spojrzała na niego prawdziwego, zmęczonego, samotnego.
Zostaniesz u nas dłużej? – zapytała cicho.
– Jeśli mnie nie wygonicie – uśmiechnął się, a w tym uśmiechu było coś ciepłego, dawno zapomnianego.
W progu pojawił się Siergiej, zdjął kurtkę i zdziwił się: w domu pachniało jedzeniem, śmiechem i, jak się wydawało, pojednaniem.
