Przez całą uroczystość milczałam
Torby ciągnęły mnie w dół, więc ja, Aliona Siergiejewna, wzruszyłam ramionami i przełożyłam ciężkie siatki na wygodniejszy uchwyt. Byłam już prawie w domu, ale w tym momencie plecy nagle zaczęły mnie boleć. Postawiłam torby na śniegu, wyjęłam telefon – mąż nie odbierał. Oczywiście, po co dzwonić? Dmitrij ma swoje sprawy. Stłumiwszy lekkie westchnienie, ponownie wzięłam torby i ruszyłam w stronę wejścia.
Alenka! – zawołała sąsiadka z parteru, pulchna kobieta w domowym szlafroku z papierosem w dłoni. Jak mama? Słyszałam, że wkrótce kończy dziewięćdziesiąt?
Osiemdziesiąt pięć – poprawiłam, czując, jak nogi drżą mi z zmęczenia.

O rany! A jak się czuje? Wszystko w porządku?
Tak, dziękuję, Olgo Nikołajewna.
Będziecie jej gratulować? – nie odpuszczała, biorąc głęboki wdech.
Tak, w sobotę planujemy uroczystość.
Aaa, dobrze, to się zobaczymy. Przekażę pozdrowienia Marii Pietrownej.
Skinęłam głową i pospieszyłam do klatki schodowej, nie miałam już siły na pogawędki.
W domu przywitał mnie zapach kurzu i przytłaczająca cisza. Wchodząc do przedpokoju, nie chciałam wprowadzać hałasu ani światła. W kuchni rozłożyłam zakupy, usiadłam na stołku i westchnęłam ciężko. Wstałem o piątej rano, żeby zdążyć do pracy na ósmą, spędziłem dzień w biurze, potem poszedłem do mamy, przygotowując kolację i sprzątając. A potem znowu do sklepu po zakupy na rocznicę. I oto jestem w domu, a jedyne, o czym marzę, to paść na łóżko.
Cicho zatrzasnęły się drzwi wejściowe, a w przedpokoju rozległy się ciężkie kroki.
Alena, jesteś w domu? Głos Dmitrija brzmiał zmęczonym tonem, tak jak ostatnio.
Tak, w kuchni.
Dmitrij wszedł, również usiadł na stołku, miał potargane siwe włosy, rozpięty krawat, a w oczach widać było zmęczenie.
Dzwoniłem do ciebie, ale nie udało mi się dodzwonić – powiedział.
Dziwne, nie miałam żadnych połączeń – wyjęłam telefon i spojrzałam na ekran. Ojej, pewnie przełączyłam go na tryb cichy.
Nic ważnego. Chciałem tylko powiedzieć, że się spóźnię.

Co w pracy? – zapytałam.
Nic specjalnego, nowy kontrakt, mnóstwo szczegółów. Prawnicy wszystko zabezpieczają – machnął ręką, całkowicie poluzowując krawat i zdejmując go. Zaparzysz kawę?
Zaparzę.
Wyjęłam dzbanek, nasypałam kawę i postawiłam go na kuchence. Ostatnio prawie nie rozmawialiśmy, wymienialiśmy tylko krótkie zdania o sprawach codziennych. Nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz naprawdę rozmawialiśmy szczerze.
Dzwoniła mama – przerwał ciszę Dmitrij.
Co się stało? – od razu się spięłam.
Nic, po prostu pytała, kiedy przyjedziemy na jubileusz.
A ty?
Powiedziała, że w sobotę o drugiej, tak jak ustaliliśmy. Martwi się.
Tak, osiemdziesiąt pięć lat to nie żart.
Nalałam kawę do filiżanek i usiadłam naprzeciwko męża. Piliśmy w ciszy, patrzyłam na jego duże dłonie z wystającymi żyłami, niegdyś tak niezawodne, a teraz po prostu zmęczone.
Jutro wyjdę wcześniej – powiedziałam. Muszę pomóc mamie w sprzątaniu, bo przyjadą do niej krewni z całego regionu.
Mogę cię podwieźć.
Uniósł brwi, patrząc ze zdziwieniem.

Naprawdę?
Tak. O dziewiątej rano mogę cię podwieźć, a wieczorem odbiorę, jeśli będzie trzeba.
Byłoby świetnie, dziękuję, Piotrze.
Znów zapadła cisza, a w tej ciszy czuło się coś ciężkiego, jakby między nami nie było powietrza, tylko gęsta woda.
W mieszkaniu mamy powitał mnie zapach wanilii i cynamonu. Maria Pietrowna stała przy kuchence w fartuchu i krzątała się przy ciastach.
Mamo, przecież mówiłam, że sama upiekę! – wykrzyknęłam, szybko zdejmując płaszcz i rzucając się do kuchni.
Ech, nie! Mam już wprawę, ciastka zawsze mi wychodzą – odparła, nie odwracając się. A ty lepiej posprzątaj pokój, jest tam za dużo kurzu, a ja już nie mogę tak wysoko machać ściereczką.
Skinęłam głową. Mama zawsze była aktywna do samego końca, pomimo wieku i bolących stawów. Przeżyła wojnę, ciężkie lata odbudowy, potem rozwód z tatą, a wszystko znosiła jak skała, bez narzekań i łez.
Dzwoniła siostra? – zapytałam, wycierając kurz w salonie.
Tak, obiecała przyjechać jutro wieczorem z mężem i synami.
To znaczy, że zostaną na noc? Próbowałam sobie wyobrazić, jak rozmieścić wszystkich gości. Mieszkanie mamy było trzypokojowe, ale niewielkie.
Tak, już pościeliłam kanapę w dużym pokoju.

– Ludmiła przyjedzie w piątek, odbiorę ją z pociągu – dodałam, mając na myśli kuzynkę z Tweri.
– Dobrze – skinęła głową Maria Pietrowna, wycierając ręce o fartuch. – Alena, a jak u ciebie z Piotrem? Wszystko w porządku?
To pytanie zaskoczyło mnie. Zamarłam z szmatką w dłoni.
Tak, oczywiście. Co się stało?
Nie wiem, twój głos stał się ostatnio jakiś smutny.
Tak mi się wydawało – machnęłam ręką, kontynuując wycieranie półek z książkami. Wszystko w porządku, po prostu oboje jesteśmy zmęczeni.
Słuchaj, córko, nie wtrącam się w twoje sprawy, ale jeśli coś się dzieje, powiedz mi. Może i jestem stara, ale czasami potrafię udzielić trafnej rady – mama spojrzała na mnie uważnie i poczułam, jakby widziała mnie na wylot.
Wszystko w porządku, mamo.
Mama tylko wzruszyła ramionami i wróciła do pieczenia ciast. Ogarnęło mnie poczucie winy – rzeczywiście nie opowiadałam jej o naszych problemach, bałam się ją niepokoić. Może po prostu nie chciałam przyznać, że nasze małżeństwo pęka w szwach.
Widzisz, widzę w tobie siebie w moim wieku – powiedziała niespodziewanie. Ja też milczałam do samego końca, myśląc, że wszystko się ułoży. Ale nie, z twoim ojcem wszystko się rozpadło, bo nie potrafiliście szczerze porozmawiać.

U nas z Peterem jest inaczej – zaprotestowałam.
Oczywiście, że inaczej, u każdego jest inaczej – uśmiechnęła się mama. Ale jedno jest takie samo: milczenie trwa, dopóki wszystko nie zgnije.
Nie odpowiedziałam. Co powiedzieć, skoro mama w gruncie rzeczy ma rację?
Dzień minął w zgiełku przygotowań. W sobotę goście pojawili się punktualnie o drugiej. Mieszkanie wypełniło się głosami, śmiechem, zapachem jedzenia i wina. Mama promieniała w swojej zabytkowej sukni z koralikami, przyjmowała gratulacje i całowała wszystkich po kolei. Stałam przy oknie z filiżanką herbaty, obserwując, jak Dmitrij rozmawia z moim wujkiem – po raz pierwszy od dawna wyglądał na żywego, prawdziwego. Potem podszedł do mnie, wyciągnął rękę: „Zatańczymy?”. Zdziwiłam się, ale skinęłam głową. Nie tańczyliśmy od czasu, gdy nasze milczenie stało się codziennością. W tłumie, w zgiełku, przy starej piosence, którą kiedyś puszczano na weselu, zamarliśmy naprzeciw siebie i po raz pierwszy od dawna nie czułam zmęczenia. Mama patrzyła na nas zza stołu i cicho się uśmiechała. A ja pomyślałam, że może jeszcze nie wszystko się zepsuło.
