Przeprowadzam się do was! – ogłosiła radośnie jego teściowa. Nie mogę przecież spać pod mostem.
Mamo, razem z Alioną postanowiliśmy wynająć mieszkanie – powiedział Dmitrij, patrząc na matkę powściągliwym wzrokiem. Jedno pokój, skromny. Nie potrzebujemy wiele.
Raisa Nikołajewna, przeglądająca bieliznę w szafie, gwałtownie się odwróciła, przyciskając ręcznik do piersi.
Jakie jeszcze wydatki?! – wykrzyknęła. Pieniądze w błoto? Zupełnie oszaleliście? Dima, zastanów się! Mamy wolny pokój!
Dmitrij westchnął ciężko. Spodziewał się takiego obrotu spraw, ale mimo wszystko miał nadzieję, że matka go zrozumie. Przecież jest już dorosły, wkrótce się żeni. Własna rodzina, własny dom. Nawet jeśli to wynajmowane mieszkanie, to jednak własna przestrzeń.
Mamo – zaczął cierpliwie – my z Alioną potrzebujemy osobnego mieszkania. Jesteśmy młodzi, musimy nauczyć się żyć razem. A tu jesteś gospodynią z własnymi zasadami.
I co z tego? – odparła urażona Raisa Nikolaevna. Czy ja wam przeszkadzam? Nie wtrącam się do waszych spraw! Wy macie swój pokój, ja mam swój! Wszystko jest w porządku.

Dmitrij podrapał się po karku, dobierając słowa. Wyjaśnianie czegokolwiek matce było bezcelowe. Była głęboko przekonana o swojej racji, a kłótnia z nią tylko działała jej na nerwy.
Mamo, pracuję na zmiany, wiesz o tym. Przyjeżdżam na kilka tygodni, a potem znowu wyjeżdżam. A Alena zostanie sama.
Tym lepiej! – przerwała Raisa Nikolaevna, błyskając oczami. Sama będzie się nudzić. A ja tu jestem. Będę ją wspierać, pomagać, doradzać. Czy nie cieszysz się, że ktoś się zajmie twoją żoną?
Dmitrij zrozumiał, że kłótnia jest bezcelowa. Wszystko zostało już za niego zdecydowane. I jakby na potwierdzenie tych myśli usłyszał:
Wszystko! Postanowione. Po ślubie przeprowadzacie się do mnie. A kiedy zgromadzicie pieniądze, wtedy pomyślicie o własnym mieszkaniu.
Alena przyjmowała to, co się działo, z jakąś dziwną, niepasującą do jej wieku mądrością. Nie kłóciła się, nie denerwowała. Po prostu kiwała głową, uśmiechała się i zachowywała neutralność. Początkowo Raisa Nikolaevna nawet się cieszyła: „Widzisz, to dobrze wychowana dziewczyna, dobra partia dla syna”. Ale wkrótce okazało się, że jej milczenie nie oznaczało zgody, a jedynie sposób na uniknięcie problemów.
Po ślubie nowożeńcy zamieszkali w tym samym pokoju. Jasnym, niewielkim, z balkonem, nawet przytulnym, gdyby nie to, że każda próba życia „po swojemu” była przyćmiona obecnością Raisy Nikołajewnej.

Czasami Alena miała wrażenie, że jest tu lokatorką. Każde jej działanie wywoływało burzę reakcji, a każde milczenie było odbierane z podejrzliwością. A wszystko to pod uprzejmą, wymuszoną maską życzliwości. Raisa Nikolaevna rzadko kłóciła się wprost. Wolała złośliwe uwagi „między jednym a drugim”, ciężkie westchnienia i przebiegle rzucane frazy.
Gdy Alena powiesiła lżejsze zasłony zamiast starych, grubych, Raisa natychmiast zauważyła:
Białe? Będziesz widzieć na nich kurz! Jeśli chcesz być modna, to pierz je co tydzień!
Alena uśmiechnęła się:
Pobędę, nie ma problemu.
Jedyna zasada ich życia była jasna: znosić, dopóki Dmitrij jest na służbie i gromadzą się pieniądze. Wszystko dla własnego kąta.
Ale z każdym dniem między kobietami narastało niewidoczne, prawie niesłyszalne, ale bardzo wyczuwalne napięcie. I pewnego dnia musiało się wybuchnąć
Kiedy Alena dowiedziała się, że jest w ciąży, w jej sercu zakwitła wiosna. Zauważyła, że uśmiecha się bez powodu do przechodniów, drzew, świata. Od dawna marzyła z Dmitrijem o dziecku i teraz wydawało się, że wszystko się układa: może nie we własnym domu, może z trudnościami, ale razem, jako rodzina.

Dmitrij był na długiej, dwumiesięcznej służbie, więc przekazała mu tę wiadomość przez telefon.
Trzymaj się, jego głos zadrżał z radości. Postaram się przyjechać wcześniej, razem zastanowimy się, co dalej robić.
Raisa Nikołajewna, dowiedziawszy się o ciąży Alony, stała się jeszcze bardziej krytyczna. Złośliwie zauważała, że ta „nie jest jeszcze gotowa do macierzyństwa”, narzekała, że „cały dzień leży na kanapie”, chociaż sama kiedyś opowiadała, jak ciężko znosiła ciążę.
Ale prawdziwy cios przyszedł nieoczekiwanie.
Pewnego ciepłego majowego wieczoru, po powrocie z wizyty u lekarza, który potwierdził, że wszystko jest w porządku, Alena zastała w mieszkaniu nieznanego mężczyznę około sześćdziesiątki. Siedział w kuchni, rozciągnięty na krześle, pił herbatę z ich kubka i uśmiechał się, jakby mieszkał tu od zawsze. Raisa Nikolaevna przedstawiła go jako „bliskiego przyjaciela”.
Ja też jestem kobietą! – oświadczyła dumnie. Mam prawo do życia prywatnego.
Alena nie odpowiedziała. Pomyślała tylko, jak ciężko będzie mieszkać we czwórkę w maleńkim mieszkaniu, w którym nawet we trójkę jest ciasno. A następnego dnia Raisa Nikolaevna przeszła od słów do czynów.

Alena, zwolnij pokój – powiedziała spokojnie, ale stanowczo, głośno stawiając filiżankę na stole. Valentin Petrovich przeprowadza się do mnie. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i chcemy budować swoje szczęście.
Alena siedziała zgarbiona, ledwo oddychając.
„Gdzie mam iść?” – zapytała cicho, bojąc się rozpłakać przed teściową.
O czym ty myślisz! – wykrzyknęła Raisa Nikolaevna, rozkładając ręce. Jesteś młoda, zdrowa. Wynajmij sobie mieszkanie, nie jesteś księżniczką! Dima pracuje na zmiany, zarabia pieniądze, damy sobie radę.
Alena otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale teściowa już wyjmowała telefon.
Zaraz zadzwonię do Dimy, on ci wszystko wyjaśni. Widzę, że sama nie rozumiesz, co się dzieje.
Dmitrij odebrał od razu. Jego głos był napięty, zmęczony. Najwyraźniej dopiero wrócił z pracy.
Mamo, co się stało? Wszystko w porządku?
Raisa Nikołajewna słodkim głosem, jakim zwykle rozmawiała z synem, zaczęła przedstawiać swoją wersję wydarzeń.

Dima, powiedz żonie, żeby zwolniła pokój! Nie jestem już sama, Valentin Petrovich się wprowadza, a Alena upiera się, nie chce wyprowadzać się.
Dmitrij długo milczał po drugiej stronie słuchawki. Potem powiedział cicho:
Mamo, poczekaj. Niedługo przyjadę, wyprowadzimy się z Alioną. Poczekaj trochę.
Nie będę czekać! – odparła Raisa Nikolaevna. Mam tylko jedno życie, a lata nie są nieskończone! Chcę żyć jak normalny człowiek, a nie chodzić na palcach. Niech jutro zwolni pokój. Alena nie czekała do następnego dnia. Zebrała swoje rzeczy i włożyła do torby wyniki badań, zdjęcie USG i maleńkie białe skarpetki, które już zrobiła na drutach, po czym wyszła na klatkę schodową. Zamknęła za sobą drzwi i długo stała, opierając czoło o zimną ścianę. Potem usiadła na schodku, objęła brzuch i cicho szepnęła: „Nie bój się, wkrótce będziemy mieli dom”. Rano wynajęła małe jednopokojowe mieszkanie na obrzeżach miasta, a Dmitrij, który przyjechał tydzień później, zastał ich tam w ciszy, w przytulnym wnętrzu, po raz pierwszy od dawna naprawdę samych.
