Cześć, posłuchaj, opowiem ci, jak wyglądało moje dzieciństwo, tak jakbym teraz szeptał ci do ucha. Moja mama była wieczną pechowczynią, wiecznie złą, wiecznie urażoną na życie. I wszystko byłoby w porządku, gdyby tylko nie wyładowywała swojej złości na mnie. Codziennie krzyczała z byle powodu: za plamę na koszuli, za trzy zrzucone ziarna soli podczas obiadu. A jeśli potknąłem się w zaułku i podarłem spodnie, mama nie biła mnie pasem, tylko rękami i nogami, gdzie tylko się dało. Wiedziałem, że jest nieszczęśliwa, ale milczałem, bo miałem wtedy od pięciu do ośmiu lat i nie mogłem jej odpowiedzieć. Jak mogłem? Przecież nie można bić własnej matki.
Czasami szeptałem: „Mamo, a gdzie mój tata?”. Na to słyszałem: „Po co ci tata? Ja cię karmię, ubieram! Pasia, jak przeklęta, ledwo wiąże koniec z końcem, a ty” – tak odpowiadała matka ze złością. No tak, ja tylko rozsypywałem sól i niszczyłem rzeczy. Odpowiedzi tak i nie usłyszałem. Ojciec? Ojej, mamie w sprawach osobistych też nie szło, tak jak we wszystkim innym. Myślę, że jej charakter odegrał dużą rolę – ciągle wyrzucano ją z pracy, bo kto chciałby pracować z taką „burzą” kobietą.

I oto pojawił się on, Giennadij, ale wszyscy nazywali go po prostu Gena. Co on znalazł w takiej mamie? Pewnie też nie miał szczęścia w interesach, nie miał mieszkania w Moskwie, a mama miała malutkie mieszkanie, które dostała po babci. Mama zachowywała się wtedy jak kucharka w stołówce fabrycznej, a Gena studiował detale w hali montażowej. Tydzień po poznaniu się już z nami mieszkał.
„Cześć, chłopcze!” – uścisnął mi dłoń swoją silną, już nieco pomarszczoną ręką. „Jak masz na imię?”
„Sasha” – odpowiedziałem nieśmiało.
„Świetnie, Sasha! Nie bój się. Jestem Gena. W której jesteś klasie?”
„W drugiej.”
„Uczysz się?”
„Uczę się.” „Lepiej byś pomagał mamie” – rzuciła.
Ucz się, synku – poradził cicho Gena. Przyda ci się w życiu.
Rozejrzał się po naszym obskurnym dwupokojowym mieszkaniu. Uczyłem się, bo nie chciałem tak żyć.
Pewnego razu, napełniając talerz pestkami, upuściłem garść na podłogę.
Głupku! – krzyknęła mama. – Dopiero co umyłam podłogę, a ty już wszystko brudzisz!
I uderzyła mnie tak, że omal nie wpadłem na szafę. Gena, siedzący przy stole z herbatą, podskoczył z przerażenia, gdy mama uderzyła pięścią w stół.
– Galia! – krzyknęła, a potem – Co? – zapytała cicho.
– Nic. Daj mi piernika, proszę.
Cisza trwała, dopóki nie zebrałem nasionek z podłogi. Kiedy już wszedłem do swojego pokoju, usłyszałem, jak Gena głośno przeklina. Zaryzykowałem podsłuchanie.

żebym więcej czegoś takiego nie widział! Jak możesz? Za co?
Jestem zmęczona – tłumaczyła się mama. Praca, dom. A on nie szanuje mojej pracy.
Po pierwsze, to dziecko! A po drugie, uczysz go szacunku? Czy w ogóle spędzasz z nim czas?
Mama milczała.
A jak często to się u was zdarza?
Co ty, Geniu? Jak często? Dałam mu tylko w przypływie emocji po głowie, a kto tego nie robi?
Nie biję tych, którzy nie mogą mi odpowiedzieć. To podłe.
Chciałem wbiec do kuchni i krzyknąć, że ona kłamie, że często mnie bije, ale Gena tak mnie wzruszył swoją obroną, że nie mogłem ani uciec, ani mówić – łzy utknęły mi w gardle.
Galio, jeśli to się jeszcze raz powtórzy, odejdę. Nie mogę tak żyć – przysiągł Gena i dotrzymał słowa. Od tamtej pory zaczął poświęcać mi więcej czasu, interesował się szkołą, cieszył się z dobrych ocen. Zabierał mnie na ryby – to była jego ulubiona forma wypoczynku. Pewnego razu, planując remont, zapytał:
Sasha, pomożesz? Czy nauka cię zatrzymuje?
Z radością się zgodziłem i starałem się wszystko robić poprawnie. Gienadij nieustannie mnie chwalił, wydaje mi się, nawet bardziej, niż na to zasługiwałem. Kiedy skończyliśmy kuchnię i podziwialiśmy efekt, nagle zapytałem:

Zostaniesz z nami na dłużej?
Zobaczymy, jak pójdzie – wzruszył ramionami Gena.
Rozumiem – westchnąłem z goryczą.
Gena przykucnął, spojrzał mi w oczy i powiedział:
Postaram się, szczerze.
– Czy mogę nazywać cię tatą? – zapytałem.
– Jeśli chcesz, oczywiście! – uśmiechnął się.
Najpierw wołałem go cicho, potem głośniej, coraz częściej. Pokochaliśmy Genę całym sercem i nocami modliliśmy się, żeby został z nami jak najdłużej. I jakby ktoś nas wysłuchał, mama zaszła w ciążę, a oni z Geną pobrali się. Bałem się, że kiedy będzie miał własne dziecko, przestanie mnie kochać, ale pewnego dnia wrócili z przychodni, mama miała już widoczny brzuszek, a ojczym radośnie ogłosił:
Będziemy mieli dziewczynkę! Jestem taki szczęśliwy, teraz mamy komplet.
Mama czule pogłaskała mnie po włosach, jej stosunek do mnie zmienił się, gdy odnalazła kobiece szczęście. Gena stał się nie tylko dobrym ojczymem, ale także przywrócił mamie uśmiech.
Urodziła się Warwara. Gena bardzo kochał swoją córkę, ale do mnie odnosił się tak samo jak wcześniej. Warwara była psotna, uśmiechała się bezzębnymi ustami, dopóki nie nauczyła się chodzić. Broniłem jej, chroniłem. Często zastanawiałem się, jak wyglądałoby wszystko bez Giennadija, i przerażały mnie te wspomnienia.

Warvara miała dziewięć lat, kiedy wyjechałem na studia do Moskwy. Skończyłem szkołę ze złotym medalem. Warvara, leniwa w nauce, często słyszała od ojca:
Bierz przykład z Saszki! Chłopak wie, czego chce, stara się. A ty tylko siedzisz przy telefonie.
– Tato, a gdzie jest mój prawdziwy tata? – szeptała, a on odpowiadał:
– Patrz na Sashę, on jest wzorem.
Na peronie mama mnie objęła, jakby żegnała mnie na wyprawę.
– Mamo, co ty robisz? Przecież wkrótce wrócę! – powiedziałem.
– Wybacz mi, synku, wybacz mi wszystko! – szlochała, prawie jak w filmie.
Gena uściskał nas wszystkich, a Warwara przytuliła się do niego, podczas gdy ja szeptałem mamie do ucha, że jest najlepszą mamą na świecie, i wyjeżdżałem do stolicy.
Tam dostałem się na Moskiewski Uniwersytet Państwowy, znalazłem dorywczą pracę. Nie starczało mi rubli, ale oszczędzałem, żeby zrobić prezent bliskim. Szczególnie chciałem sprawić radość Genie. Po zimowej sesji pojechałem do domu na ferie, podarowałem Warwarze ładne etui na telefon, mamie srebrne kolczyki, a Genie nowe wędki. Ojczym nawet się wzruszył:

Dzięki, stary!
Wieczorem mama przygotowała różnorodną soljankę z okazji mojego przyjazdu. Gena zawołał mnie do kuchni i cicho powiedział:
Sasha, mam dziwną wiadomość. Twój prawdziwy ojciec pojawił się w mieście, zostawił telefon. Mama była przeciwna, ale wziąłem go, pomyślałem, że może będziesz chciał
Zamarłem, a w głowie rozbrzmiał krzyk mamy: „Mamo, a gdzie mój tata?”. Gena trzymał kartkę z numerem, rozłożyłem ją, podarłem i wyrzuciłem do kosza.
Stary, oszalałeś? Jak to „rodzony”? Jesteś moim ojcem, nie potrzebuję nikogo innego.
Znów popłynęły mu łzy, a my mocno się objęliśmy. Tata się starzeje, staje się sentymentalny, a ja wciąż pamiętam te dziecięce krzyki i ciepłe uściski.
