W kabinie dla pasażerów klasy biznesowej panowała napięta atmosfera. Pasażerowie rzucali pogardliwe spojrzenia na starszą kobietę, która zajmowała swoje miejsce.
Jednak to właśnie do niej kapitan samolotu zwrócił się pod koniec podróży.
Asida siedziała nerwowo, ściskając swoją znoszoną torbę. Natychmiast wybuchła kłótnia.
„Nie zgadzam się siedzieć obok niej!” – warknął czterdziestoletni mężczyzna, patrząc z pogardą na jej skromne ubranie. Nazywał się Astamur Agrba. Nie starał się ukrywać swojej arogancji.
„Proszę pana, ta pasażerka ma ważny bilet na to miejsce. Nie możemy jej przenieść” – odpowiedziała spokojnie stewardessa, choć Astamur nadal spoglądał gniewnie na Asidę.
„Te miejsca są zbyt drogie dla ludzi takich jak ona” – rzucił z pogardą, rozglądając się po kabinie w poszukiwaniu poparcia.

Asida milczała, choć serce jej pękało. Miała na sobie swoją najlepszą sukienkę – prostą, ale czystą, jedyną godną tak ważnej chwili. Niektórzy pasażerowie wymieniali spojrzenia, inni kiwali głowami, zgadzając się z Astamurem.
W końcu, nie mogąc tego znieść, starsza kobieta podniosła drżącą rękę i szepnęła: „W porządku. Jeśli jest miejsce w klasie ekonomicznej, przeniosę się. Całe życie oszczędzałam na tę podróż. Nie chcę nikomu sprawiać kłopotu”.
Asida miała osiemdziesiąt pięć lat. To był jej pierwszy lot.
Podróż z Gagry do Suchumi wyczerpała ją – długie korytarze, ruchliwe terminale, niekończące się oczekiwanie. Nawet pracownik lotniska prowadził ją, obawiając się, że się zgubi.
Teraz, tak blisko spełnienia marzenia, spotkała ją upokarzająca sytuacja.
Ale stewardessa pozostała nieugięta. „Zapłaciła pani za to miejsce, babciu. To pani miejsce. Niech nikt pani tego nie odbiera”. Spojrzała ostro na Astamura. „Jeszcze jedno słowo, a wezwę ochronę”.
On mruknął coś pod nosem, ale zamilkł.

Samolot wystartował. Zdenerwowana Asida upuściła torbę. Bez słowa Astamur pomógł jej zebrać rzeczy. Kiedy jej je podawał, jego wzrok padł na wisiorek z krwistoczerwonym kamieniem.
„Piękny” – mruknął. „Wygląda jak rubin. Wiem, że antykwariaty wiedzą, ile jest wart”.
Asida uśmiechnęła się lekko. – Nie znam jego ceny. Mój ojciec podarował go mojej matce przed wyruszeniem na wojnę. Nigdy nie wrócił. Dała mi go, gdy skończyłam dziesięć lat.
Otworzyła medalion. W środku były dwa stare zdjęcia: młoda para i mały chłopiec uśmiechający się do świata.
– Moi rodzice – powiedziała cicho. – I mój syn.
– Odwiedzasz go? – zapytał ostrożnie Astamur.
– Nie – odpowiedziała drżącym głosem. – Oddałam go do sierocińca, gdy był niemowlęciem. Nie miałam męża ani pracy, nie mogłam go wychować. Niedawno odnalazłam go dzięki testowi DNA. Napisałam do niego, ale nie chciał się ze mną spotkać. Dzisiaj są jego urodziny. Chciałam tylko być blisko niego, choćby przez chwilę.

Astamur zamilkł.
„Więc po co lecisz?”
Łza spłynęła po jej pomarszczonej twarzy. „On jest kapitanem tego lotu. To jedyny sposób, żeby go zobaczyć, nawet z daleka”.
Wstyd spalił policzki Astamura.
Stewardessa, która to usłyszała, wślizgnęła się do kokpitu. Kilka minut później głos kapitana rozbrzmiał w kabinie: „Panie i panowie, wkrótce wylądujemy w Suchumi. Najpierw jednak muszę porozmawiać z kimś wyjątkowym na pokładzie. Mamo, proszę zostać po wylądowaniu. Chcę się z tobą zobaczyć”.
Asida zamarła. Łzy spływały jej po twarzy.
W kabinie zapadła cisza, po czym rozległy się oklaski, a oczy pasażerów zabłysły.
Kiedy samolot wylądował, kapitan wybiegł z pokładu, zapominając o protokole i nie wstydząc się łez, i podbiegł do Asidy. Objął ją mocno, jakby chciał nadrobić stracony czas.

„Dziękuję ci, mamo” – szepnął. „Za wszystko”.
Ona płakała w jego ramionach. „Nie ma czego wybaczać. Zawsze cię kochałam”.
Astamur stał z boku, z pochyloną głową.
Pod skromnymi ubraniami i zmarszczkami kryło się całe życie poświęcenia, miłość głębsza niż duma. To nie był tylko lot – to było ponowne spotkanie dwóch serc, rozdzielonych przez czas, a teraz ponownie połączonych.
