„Nigdy nie byłaś częścią tej rodziny” – szepnęła teściowa, patrząc na mnie lodowatym wzrokiem.

Pamiętnik.

Dzisiaj Galina Petrowna ponownie przypomniała mi, że jestem tu obca. Szepnęła mi do ucha: „Zawsze byłaś zbędna w tej rodzinie”.

Galina Pietrowna, może kompot? – zaproponowałam nieśmiało, zaglądając do salonu, gdzie teściowa haftowała wzory na kolejnej serwetce.

Nawet nie podniosła wzroku.

Nie chcę twojego kompotu. Mam cukrzycę, zapomniałaś? A może ci to obojętne?

Westchnęłam i odeszłam. Wiem na pewno, że nie ma cukrzycy. To tylko kolejny sposób, żeby mnie zranić, przypomnieć, że jestem tu nikim, mimo siedmiu lat życia w tym domu.

Mamo, wystarczy już, rozległ się głos Igora z korytarza. Masza się stara

Stara się! prychnęła teściowa. Barszcz jest przesolony, koszule po praniu są żółte, w rogach jest kurz.

Usiadłam na stołku przy kuchence i wpatrywałam się w garnek. Siedem lat tego samego. Raz zupa jest niedosolona, raz podłogi nie są wystarczająco czyste.

Igor wkrótce przyjdzie, powiedziałam, wchodząc do salonu z tacą. Może zjemy razem kolację?

Galina Petrowna odłożyła tamborek i spojrzała na mnie tym spojrzeniem, które już dawno nauczyłam się odczytywać – mieszanką pogardy i litości.

Zjem kolację u siebie. Nie chcę patrzeć, jak karmisz mojego syna tymi potrawami.

Drzwi zatrzasnęły się. Zostałam sama z tacą w rękach i gulą w gardle.

Igor wrócił późno, zmęczony, ledwo skinął głową. Usiadł do stołu, jadł w milczeniu, wpatrując się w telefon.

Jak w pracy? – zapytałam.

Normalnie – mruknął, nie odrywając wzroku od ekranu.

Igor, musimy porozmawiać.

Podniósł wzrok i skrzywił się.

Znowu o mamie? Ile to może trwać? Jest starsza, chora, ma prawo…

Jaka chora? Ciśnienie i to rzadko! A ona codziennie…

Codziennie co? Odłożył łyżkę. Mieszka we własnym mieszkaniu? Wyraża swoje zdanie? To jej dom, Masza!

I mój też! Jestem tu żoną, a nie służącą!

Nikt nie zmusza cię do sprzątania. Mama zawsze radziła sobie sama.

Zamilkłam. Bez sensu. On nigdy nie zrozumie, jak to jest chodzić jak po linie, bać się zbędnego słowa, czuć się obca.

Po kolacji długo stałam przed lustrem. Mam trzydzieści dwa lata, a wyglądam na czterdzieści. Zmęczona twarz, opadające kąciki ust. Kiedy zdążyłam tak się postarzeć?

Przypomniałam sobie, jaka byłam, kiedy poznałam Igora. Wesoła, roześmiana. Myślałam, że wychodzę za księcia, przystojnego, z dobrą pracą. A teściowa była inteligentną, emerytowaną nauczycielką.

Maszenka, mówiła wtedy Galina Pietrowna, jak dobrze, że Igorek cię spotkał. Bez kobiecej troski on zginie.

Starałam się. Uczyłam się gotować jego ulubione potrawy, prasowałam koszule, tak jak mi pokazała. Przez pierwszy rok uwagi były łagodne, pod pozorem troski. Potem ton stał się ostrzejszy.

Zinaida ma złotą synową! wzdychała teściowa. Świetnie gotuje i szanuje starszych.

A co ja robię źle? zapytałam kiedyś.

Nic. Po prostu masz inne wychowanie.

Wtedy się rozpłakałam. W naszym domu panowały surowe zasady: czystość, szacunek, porządek. Ale u niej wszystko jest inaczej.

Igor najpierw mnie bronił, a potem zaczął się zgadzać.

Mama ma rację, mówił. Stałaś się oschła.

Wcześniej nie wiedziałam, jak to jest mieszkać w obcym domu.

Jakim obcym? To nasz dom!

Nasz? Dlaczego nie mogę przestawić krzesła bez jej zgody?

Ona tu rządzi!

Po tym zaczął zostawać dłużej w pracy, a w domu milczał. Galina Pietrowna nie ukrywała już niechęci.

Widzisz, do czego doprowadziłaś syna? syczała. Był wesoły, a teraz jest ponury.

Może to nie moja wina?

A czyja? Czy ja przeszkadzam?

Przyjaciółki radziły mi się wyprowadzić.

Wynajmijcie mieszkanie!

Igor nie chce. Mówi, po co, skoro mamy mieszkanie.

A teściowa w obecności innych ludzi zmieniała się w idealną:

Nasza Maszenka to skarb! chwaliła ją przed sąsiadkami.

A one potem mówiły mi:

Jaka troskliwa teściowa! Cenić ją!

I czułam się jeszcze gorzej.

Nie mieliśmy dzieci. Najpierw nie wychodziło, potem już nie chcieliśmy.

Kiedy będziemy mieli wnuki? dręczyła nas teściowa.

Nie wychodzi.

Byłaś u lekarza? A może postanowiłaś zbudować karierę?

Jaka kariera? Pracowałam jako sprzedawczyni w sklepie z tkaninami – jedynym miejscu, gdzie czułam się człowiekiem.

Może zostań w domu? – proponował Igor. Mamie jest ciężko samej.

A z czego będziemy żyć?

Jakś sobie poradzimy.

On nie rozumiał.

Wszystko zmieniło się we wtorek. Igor wyjechał w podróż służbową, zostawiając notatkę: „Opiekuj się mamą”.

Galia Pietrowna wyłączyła telewizor, kiedy weszłam.

Teraz jesteśmy we dwoje. Ciekawe, jak sobie poradzisz bez syna.

W milczeniu poszłam gotować.

Długo zastanawiałam się, kontynuowała, dlaczego mnie nie akceptujesz. Zrozumiałam, że jesteś zazdrosna. Zazdrościsz, że Igor bardziej mnie kocha.

Nóż zadrżał i skaleczyłam palec.

Jestem jego matką, jej głos brzmiał dźwięcznie. A ty jesteś przypadkową kobietą.

Coś we mnie pękło.

Wiesz, Galina Petrovna, masz rację. Zazdroszczę ci.

Zamilkła.

Zazdroszczę ci, że możesz mówić wszystko, co myślisz. A ja milczę. Że twoje słowo jest tu prawem.

W końcu pokazałaś swoje oblicze!

Tak. I wie pani co? Nie jest pani chorą staruszką. Jest pani kobietą, która nie potrafi puścić swojego syna.

Wyskoczyła z miejsca, a jej twarz pokryła się rumieńcem.

Jak śmiesz! W moim domu!

W naszym domu! krzyknęłam. Mam prawo tu mieszkać!

Zawsze byłaś zbędna.

Odwróciłam się.

Być może. Ale wie pani co? Sama w to uwierzyłam. Przez siedem lat myślałam, że nie jestem tego warta. A teraz zrozumiałam, że zasługuję na to miejsce. Po prostu nie chce pani tego dostrzec.

Trzasnęła drzwiami. Wypiłam herbatę, patrząc przez okno. Po raz pierwszy od siedmiu lat czułam spokój.

Wieczorem zadzwonił Igor.

Jak mama?

Pokłóciliśmy się.

Znowu?

Przestałam milczeć.

Cisza.

Musimy porozmawiać, kiedy wrócisz.

O czym?

O naszej rodzinie.

Masza, tylko nie o mamie.

O niej. Igor, nie będę już udawać, że wszystko jest w porządku. Jestem zmęczona. Zmęczona byciem cieniem, zmęczona strachem przed swoim odbiciem w lustrze. Jeśli dla ciebie to po prostu „znowu o mamie”, to może rzeczywiście lepiej się rozstać.
Milczał długo.
Przyjadę, powiedział w końcu. Porozmawiamy.
Odłożyłam słuchawkę, wzięłam swój stary notatnik i skreśliłam pierwszy wiersz: „Jestem tu obca”.
Zamiast tego napisałam: „Zostaję. Dopóki sama tego chcę”.