NIE PRZYSIĘGAJ…!

Nie potrafię zrozumieć, jak możesz tak bez zastanowienia znów się zakochać? Porzucić męża, dzieci? To przecież lekkomyślne – mówił oburzony Roman, zarzucając mi brak rozsądku.
– Roman, rozumiem to wszystko głową, ale serce gra swoją melodię. Takich jak mój Wadim już nie znajdziesz. Kocham i tyle! – wzruszyłam ramionami.
Roman wzruszył ramionami, jakby nie rozumiał.
– Przestań, Wasilisa! Pomyśl o rodzinie, o swojej „małej”.
Romo, nie ucz mnie życia – zaczęłam się irytować. Uważaj, żeby nic złego ci się nie stało. Wtedy porozmawiamy.
Ze mną? Broń Boże! Nigdy! – odciął, starannie krzyżując palce.
Nie przysięgaj

Roman kiedyś był na mojej liście „kochanków”. On jest żonaty, ja mam męża. Łączyła nas cicha, niemal codzienna więź bez namiętności, bez krzyków. Spotykaliśmy się raz w tygodniu, żadne z nas nie chciało niszczyć swoich rodzin. Po prostu miłe spędzanie czasu.

Te „tajne” spotkania trwały trzy lata, aż do momentu, gdy w moje życie wdarła się ognista, wyczerpująca namiętność do Wadima. Wszystko się wywróciło do góry nogami, dni zamieniły się w szaloną karuzelę, a Roman w porównaniu z Wadimem wyglądał jak żałosny macho. Wadim był jak burza: wszystko się waliło, wszystko płonęło, a przy nim topniał lód.

Pewnego razu Wadim, urażony, zapytał mnie:
Czym byłem dla ciebie zły, Wasilija?
Jak wyjaśnić byłemu kochankowi, że był tylko lekkim wiatrem, a ja potrzebuję huraganu, który zmiata wszystko na swojej drodze?

W końcu wyszłam za mąż za Wadima. Nie mogłam bez niego żyć, wydawało mi się, że osiągnęłam swój cel. Jednak wkrótce zaczęłam tęsknić za Romanem: z nim wszystko było spokojne, stabilne, bez zbędnych burz. Z Wadimem wszystko było nieprzewidywalne: raz znikał na długo, raz wracał, błagając o wybaczenie, raz wynosił mnie do nieba, raz obrażał do łez. Nad moją duszą zawisła ciemna chmurka.

Zadzwoniłam do Romana, którego nie widziałam od pięciu lat:
Cześć, panie z rodziną! Spotkajmy się, pogadajmy.
Zgodził się niechętnie:
Wasilisa? Dobrze, do zobaczenia

W parku Gorkiego czekał na mnie z bordową różą w dłoni. „Zobacz, pamiętam twój ulubiony kolor”, mrugnął do mnie. Weszliśmy do naszej starej kawiarni „Czajka”.

Opowiadaj, co u ciebie, Roman? Usiadłam, patrząc na niego z daleka.
Pamiętasz, jak mówiłem o miłości nie z tej ziemi? Teraz przeżywam to samo. Spotkałem uroczą, nieodpartą dziewczynę. Wierzysz? Jego oczy zabłysły.
„Poważnie?” – uniosłam brew.
„Jesteśmy już razem pół roku i sam się dziwię. Zakochaliśmy się jak dzieciaki!” – był gotów krzyczeć o swojej nowej miłości do wszystkich.
„Czy to oznacza rozwód z żoną?” – zapytałam logicznie.
Na razie nie wiem. Zobaczymy. Co mi radzisz? – jego głos drżał.
Jak to się mówi: „gdy towar się spodoba, rozum ustępuje”. Romeczku, radzę kupić żonie kwiaty, zorganizować romantyczną kolację i zapomnieć o całym tym zauroczeniu. Inaczej potem będziesz żałował, tak jak ja.
Żałujesz? – uniósł brwi ze zdziwieniem.
Nie, ale rozsądniej będzie zerwać ten grzeszny związek. Potem mi podziękujesz. Nie każdemu udają się takie drugie małżeństwa. A co dalej, sam wiesz, to twoje życie. Chciałam już wychodzić.
Zadzwonię do ciebie – pocałował mnie chłodno w policzek.

Nie byłam zazdrosna o jego nową dziewczynę, myślałam, że szybko ją rzuci. Okazało się, że Roman znów zakochał się z głową, a ja byłam zaskoczona, bo uważałam go za pragmatyka.

Rok później przypadkowo wpadłam na niego w metrze na stacji „Kijewska”.
Wasilisa! Jak się cieszę, że cię widzę! – podskoczył i ustąpił mi miejsca. Usiądź, poświęcisz mi chwilę? – był gotów tańczyć wokół mnie.
Oczywiście, Roman. Co u ciebie? – zapytałam, starając się nie zdradzić zainteresowania.
– Wpadniemy do kawiarni, czy się spieszysz? – pociągnął mnie w stronę wyjścia.

Weszliśmy do sąsiedniej kawiarni „Puszkin”.
Wasilisa, chcę, żebyś do mnie wróciła – spojrzałem jej w oczy.
Daj spokój… – machnęłam ręką.
Nie mam teraz ochoty na żarty. Zerwaliśmy z tą dziewczyną, to było tylko przelotne zauroczenie, a nie miłość. Miała niebotyczne wymagania, a sama była pustą skorupą.
Roman, jestem już drugą żoną. Po co mi przygody? To tylko złudzenie, że w cudzej łodzi jest więcej ryb. Dość tego! Nie chcę nakładać grzechu na grzech. Pozostaje tylko gorzki posmak tych namiętności. Rodzina to przystań, do której warto wracać. Rozumiesz? Chociaż może nie mnie to mówić.

Najwyraźniej mnie nie słyszał, jakbym mówiła do pustki.
Wasilisa, będę na ciebie czekał.
Na próżno. Nie pozostaniemy nawet przyjaciółmi. Stał przy wejściu do kawiarni, trzymając w dłoniach tę samą bordową różę, którą kiedyś przyniósł w parku. Przeszłam obok, nie oglądając się. Wiatr poruszył zasłoną w oknie, jakby przypomniał sobie nasz stary zwyczaj milczenia, patrząc na deszcz za szybą. W domu wyjęłam z szuflady jego starą notatkę, potrzymałam ją w dłoniach i wrzuciłam do ognia. Płomień pochłonął słowa, tak jak czas pochłania wszystko, co wydawało się wieczne.