Nie prosiłam, żeby mnie urodzono

Analiza: Musimy dostosować fabułę do rosyjskiej kultury, ale jest ona już rosyjska. Trzeba jednak zmienić imiona na rosyjskie, a imiona dziewczęce na takie, które występują wyłącznie w kulturze rosyjskiej. Już rosyjskie imiona: Ksenia, Valentina, Rita Sokolova, Anna Petrovna. Trzeba może dostosować do bardziej tradycyjnych rosyjskich imion: np. Ксения może zostać, ale imię dziewczynki musi istnieć tylko w kulturze rosyjskiej: może „Алёна” lub „Зинаида”? Ale Ksenia też jest rosyjska. Proszą: „Zmień imiona dziewcząt na inne, które istnieją TYLKO w kulturze rosyjskiej”. Może więc użyć „Аглая” (rzadkie) lub „Василиса”? Użyć „Василиса” dla córki. Matka mogłaby być „Марфа Петровна”? Trzeba dostosować wszystkie miasta, kraje, waluty: opowieść nie wspomina o żadnym konkretnym mieście ani walucie. Można dodać „рублей” zamiast ogólnego określenia. Już jest rosyjskie. Trzeba przeliczyć walutę? Nie jest to konieczne.

Trzeba przeformułować tekst, zachowując znaczenie i objętość. Zachowaj język rosyjski. Napisz tak, jakby to wydarzyło się dawno temu i jest teraz wspominane z refleksją. Użyj tonu refleksyjnego czasu przeszłego.

Trzeba dostosować idiomy do języka rosyjskiego. To już rosyjskie idiomy. Może dodać „как в сказке”. Długość opowieści powinna pozostać podobna.

Zastąpię imiona: córka = „Василиса”, matka = „Мария Ивановна”, może. Nauczycielka = „учительница истории”. Przyjaciółka = „Рада Соколова”? Użyj wyłącznie rosyjskiego imienia żeńskiego: „Людмила”. Użyj sąsiadki „Тамара Петровна”. Zachowaj podobieństwo.

Dostosuję niektóre frazy: „я не просила тебя родить меня”. Użyj tonu refleksyjnego.

Przepiszmy to. Upewnij się, że nie ma żadnych oznaczeń. Podaj tylko opowieść.

Let’s craft.assistantfinal „Nie prosiłam, żeby mnie urodzono!” – krzyknęła Wasilisa, rzucając tornister na podłogę. Zeszyty rozsypały się po korytarzu, ale dziewczynka nawet nie próbowała ich zbierać.

Maria Iwanowna stała przy kuchence, nie odwracając się. W jej dłoniach drżała drewniana chochla, którą mieszała barszcz. Te słowa uderzyły jak policzek. Nie po raz pierwszy, ale za każdym razem raniły jak nóż w żebra.

– Wasienka, co się stało? – zapytała cicho matka, w końcu się odwracając. Córka stała w progu drzwi kuchennych, z twarzą zaczerwienioną z gniewu, a oczy lśniły od łez.

Nic się nie stało! Po prostu mam dość twoich pouczeń, twoich „A w twoim wieku”, „jesteś nam niewdzięczna”! Wasilisa ocierała łzy z policzków. Przecież nie prosiłam, żeby mnie urodzili! To wasz wybór, a nie mój!

Maria Iwanowna odstawiła chochlę na stół i wyłączyła gaz. Barszcz można będzie doprawić później, ale rozmowy z córką nie można odkładać. Dziewczyna ma szesnaście lat, hormony szaleją, ale te słowa i tak ranią ją do głębi duszy.

Usiądź – powiedziała łagodnie, wskazując na krzesło. Porozmawiajmy.

Nie chcę rozmawiać! – szlochała Wasilisa, ale mimo wszystko usiadła, chowając twarz w dłoniach.

Maria Iwanowna usiadła obok i delikatnie dotknęła włosów córki. Kiedyś tak samo gładziła te kręcone kosmyki, gdy Wasio była małą dziewczynką i płakała z powodu upadłego lodów lub rozbitej lalki. Wtedy wystarczyło pocałować bolące miejsce, przytulić, a łzy same wysychały.

Co się stało w szkole? – zapytała ponownie Maria.

Wasilisa podniosła zapłakaną twarz.

A co się zawsze dzieje? Nauczycielka historii znowu przy wszystkich nazwała mnie nieudaczniczką, powiedziała, że nic dobrego ze mnie nie wyjdzie. A Ludmiła Sokolowa zachichotała i dodała: „No bo jej matka pracuje jako sprzątaczka, więc skąd miałaby się wybić!”

Maria Iwanowna poczuła, jak serce jej się ścisnęło. Znowu te dzieciaki wytykają Wasienie jej pracę. Tak, sprząta biura wieczorami, ale to uczciwa praca i nie wstydzi się jej. Po śmierci męża musiała radzić sobie, jak mogła, żeby wyżywić córkę.

Wasienka, jak możesz mówić, że jesteś beztalentowa? Masz złote ręce, tak pięknie haftujesz, malujesz

Mamo, opamiętaj się! – przerwała córka. Komu w dzisiejszych czasach potrzebny jest haft? Pieniądze zarabia się w internecie, programując, a ja z igłą, jak w zeszłym wieku! Gdybyś mnie nie urodziła, nie musiałabym tego wszystkiego przeżywać!

Maria wstała i podeszła do okna. Za szybą mżył drobny deszcz, szare domy tonęły w wilgoci. Zupełnie jak w mojej duszy.

Wiesz, Wasienka, ja też kiedyś mówiłam takie słowa do mojej mamy.

Wasilisa podniosła głowę ze zdziwieniem.

Naprawdę?

Naprawdę. Miałam siedemnaście lat, zakochałam się w jednym chłopaku, a on wybrał inną, z bogatymi rodzicami. Pobiegłam do domu, wypłakałam się i krzyknęłam do mamy: „Po co mnie urodziłaś? Lepiej by było, gdyby mnie nie było!”

Maria wróciła do stołu i usiadła naprzeciw córki.

Wtedy mama powiedziała mi coś, co zapadło mi w pamięć na całe życie. Powiedziała: „Walia, nie urodziłam cię po to, żebyś była mi wdzięczna. Urodziłam cię, bo chciałam podarować światu kolejną dobrą osobę. A czy nią zostaniesz, to już zależy od ciebie”.

Wasilisa milczała, ocierając nos rękawem.

I co, poczułaś się lepiej?

Nie od razu. Ale stopniowo zrozumiałam, że mama ma rację. Życie to prezent, który otrzymujemy bez żadnych warunków. A co z nim dalej zrobić, decydujemy tylko my sami.

Zadzwoniło do drzwi. Maria poszła otworzyć, a Wasylisa pozostała przy kuchennym stole, rozmyślając nad słowami matki.

Ciociu Mario, dzień dobry! W progu stała sąsiadka Tamara Pietrowna z torbą jabłek. Przywieziono je ze wsi, proszę się częstować!

Dziękuję, Tamaro Pietrowna! Proszę wejść, napijemy się herbaty.

Nie, nie mam czasu. A gdzie jest Wasieńka? Jak jej idzie w szkole?

Martwi się o oceny – westchnęła Maria.

Ach, dzisiejsza młodzież! – sąsiadka pokręciła głową. A przecież wychowujesz złotą córkę! Pamiętam, jak broniła mojego wnuka przed chuliganami na podwórku. Jaka ona odważna! I jeszcze taka utalentowana w robótkach ręcznych. Wyhaftowała mojej synowej podkładkę na urodziny, a ta do dziś wszystkim się tym chwali.

Kiedy sąsiadka wyszła, Maria wróciła do kuchni. Wasylisa siedziała w tym samym miejscu, zamyślona, obracając łyżkę w dłoniach.

– Mamo, żałujesz, że mnie urodziłaś? – zapytała cicho.

Maria usiadła obok i objęła córkę za ramiona.

Wiesz, Wasia, są chwile, kiedy jest mi naprawdę ciężko. Kiedy brakuje pieniędzy, kiedy jesteś do mnie niegrzeczny, kiedy wracam zmęczona z pracy, a w domu znowu czeka na mnie góra nieumytych naczyń. W takich chwilach myślę: „Boże, jaka ze mnie nieudacznica, nie potrafię nic dać dziecku”.

Wasilisa spuściła głowę ze skruchą.

Ale potem – kontynuowała Maria – robisz coś miłego, uśmiechasz się, przytulasz mnie przed snem, a ja rozumiem: nie, nie żałuję. Ani przez chwilę nie żałuję. Bo jesteś najlepszą rzeczą, jaka spotkała mnie w życiu.

Nawet kiedy jestem taka złośliwa?

Nawet wtedy. Wiesz, miłość matki nie zależy od twojego zachowania ani sukcesów. Po prostu jest, jak powietrze, jak słońce.

Wasilisa milczała, po czym niespodziewanie mocno objęła matkę.

Wybacz mi, mamusiu. Nie chciałam cię zasmucać. Po prostu czasami tak się wkurzam na cały świat!

Rozumiem, córeczko. Ja też się złościłam w twoim wieku. Ale wiesz, co mi pomagało? Wyobrażałam sobie, że jestem dorosła, wyobrażałam sobie, kim się stanę, co osiągnę. I wtedy było mi lżej.

A kim chciałaś zostać?

Nauczycielką. Wyobrażasz sobie? Marzyłam, że będę uczyć dzieci, że będą mnie słuchać i szanować. A w końcu zaczęłam sprzątać biura.

Wasilisa uważnie spojrzała na matkę.

Żałujesz tego?

Wiesz, marzenia się zmieniają. Kiedy się urodziłaś, moim głównym marzeniem stało się wychowanie cię na dobrego człowieka. I myślę, że radzę sobie całkiem nieźle.

Radzisz sobie, mamo – powiedziała cicho Wasilisa. A jeśli ja też zostanę nauczycielką? Spełnię twoje marzenie?

Maria potrząsnęła głową.

Nie, córeczko. Musisz spełniać swoje marzenia, a nie moje. A ja będę cię wspierać w każdym wyborze.

Nawet jeśli zostanę sprzątaczką, tak jak ty?

Nawet jeśli zostaniesz sprzątaczką. Najważniejsze, żebyś była uczciwa i pracowita.

Wasilisa wstała i zaczęła zbierać podręczniki rozrzucone po podłodze.

Wiesz, mamo, wymyśliłam, co powiem jutro Ludmiły Sokolowej, jeśli znowu zacznie się czepiać.

I co?

Powiem, że moja mama jest najlepsza na świecie i nie wstydzę się jej pracy. A wstydziłam się swoich słów.

Maria uśmiechnęła się, po raz pierwszy tego dnia.

A jeszcze pomyślałam – kontynuowała Wasilisa, wkładając zeszyty do torby – może powinnam spróbować zająć się projektowaniem? Tworzyć ładne strony internetowe, reklamy. Przecież dobrze rysuję, może coś z tego wyjdzie.

Oczywiście, że wyjdzie! Masz złote ręce, jak zawsze powtarzam.

I jeszcze, mamo – zatrzymała się przy drzwiach. Dziękuję ci za to, że mnie urodziłaś. Naprawdę. Życie jest oczywiście trudne, ale cieszę się, że żyję. I cieszę się, że jesteś moją mamą.

Maria poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Ale teraz były to łzy radości, a nie bólu.

A ja cieszę się, że jesteś moją córką. Najlepszą córką na świecie.

Wasilisa poszła do swojego pokoju odrobić lekcje, a Maria znów podeszła do kuchenki. Trzeba było doprawić barszcz na kolację. Za oknem wciąż mżył deszcz, ale w sercu zrobiło się jaśniej.

Przypomniała sobie swoją matkę i jej mądre słowa. Może za wiele lat Wasylisa też opowie swojej córce o tej rozmowie? Matczyna mądrość przekazywana jest z pokolenia na pokolenie jak cenna relikwia.

Maria wymieszała barszcz i spróbowała. Wyszedł gęsty, taki, jaki lubi Wasylisa. Jutro trzeba będzie wstąpić do księgarni i przejrzeć podręczniki o projektowaniu. A może nawet zapisać córkę na kursy, jeśli starczy rubli. Dla niej nie żałuję żadnych wydatków.

Najważniejsze, że Wasylisa zrozumiała dzisiaj coś ważnego. Zrozumiała, że życie to dar, a nie kara. I że rodzice rodzą dzieci nie z egoizmu, ale z miłości, z pragnienia, by podarować światu kolejną jasną duszę.